Chińska gospodarka w kłopotach

Finanse i gospodarka

We wtorek, na głównych giełdach nastroje były lekko korekcyjne. Nasz rynek postanowił nie zwracać na to uwagi, a dynamiczny ruch indeksów w górę na końcowym fixingu tę niezależność przypieczętował. Dziś trudno będzie zignorować informacje makroekonomiczne. Te z Chin są bardzo negatywne.

We wtorek, na głównych giełdach nastroje były lekko korekcyjne. Nasz rynek postanowił nie zwracać na to uwagi, a dynamiczny ruch indeksów w górę na końcowym fixingu tę niezależność przypieczętował. Dziś trudno będzie zignorować informacje makroekonomiczne. Te z Chin są bardzo negatywne.

Wskaźniki głównych giełd europejskich większą część wtorkowej sesji spędziły na ruchu w bok, kilka dziesiątych procent na plusie. Do końcowej, niewielkiej porażki byków, przyczynił się fatalny odczyt indeksu Fed z Richmond, który spadł z 8 do minus 11 punktów. Tę informację można uznać bardziej za pretekst, niż rzeczywistą przyczynę spadków. Wcześniej bowiem gorsze dane makroekonomiczne zza oceanu przyjmowano z radością, gdyż dawały szansę na odroczenie redukcji skupu obligacji przez rezerwę federalną. Trudno przypuszczać, by tym razem gracze przestraszyli się pogorszenia w amerykańskiej gospodarce.

Także na Wall Street czuć było rosnącą chęć do realizacji zysków. S&P500 zaczął co prawda od swego ulubionego zajęcia, czyli pokonywania kolejnych rekordów, jednak szybko do głosu doszły niedźwiedzie. Spadek nie był zbyt dotkliwy, sięgał bowiem w najgorszym momencie 0,25 proc., a w kolejnych godzinach handlu został całkowicie zniwelowany. Końcówka znów należała do podaży. S&P500 spadł o 0,19 proc. Wzrostowa tendencja, okraszana rekordami, od dwóch dni traci impet. Korekta jest więc całkiem prawdopodobna.

To wszystko jednak już historia, dziś bowiem liczyć się będą informacje makroekonomiczne. Te z Chin okazały się gorsze niż się spodziewano. PMI obniżył się z 48,2 do 47,7 punktu, czyli do poziomu najniższego od niemal roku, potwierdzając systematyczne słabnięcie tamtejszej gospodarki. Ewentualną negatywną reakcję rynków może tonować wtorkowe oświadczenie premiera Chin, który zapewnił, że tempo wzrostu nie spadnie poniżej 7 proc. Pole manewru władz jest jednak mocno ograniczone, a sytuacja robi się coraz bardziej skomplikowana. Słabsze były także dane o dynamice japońskiego eksportu i importu.

Niezależność naszego rynku, zaakcentowana na końcowym fixingu, może budzić obawy co do jej trwałości. Przy tak mocnych bodźcach zewnętrznych, jak dzisiejsze, może być trudna do utrzymania.

Może na nią liczyć natomiast doskonale spisujący się wczoraj segment średnich firm. Konsekwencja zwyżkowej tendencji mWIG40 wskazuje, że możemy mieć do czynienia z czymś więcej, niż tylko jednorazowym ekscesem. Jednak do szczytu z 18 czerwca droga jeszcze daleka, choć możliwa do osiągnięcia w krótkim czasie, przy sprzyjających okolicznościach. Dystans wynosi około 70 punktów, czyli niecałe 2,5 proc.

Wskaźnik blue chips może być pod wpływem silnych wahań, typowych ostatnio dla dużych spółek. Wczorajszy 3+proc. spadek notowań akcji Lotosu, czy poniedziałkowe tąpnięcie papierów PKN oraz PGNiG, to tylko najświeższe przykłady. Dziś możliwe są spore ruchy na walorach Telekomunikacji Polskiej. Zysk netto spółki w drugim kwartale wyniósł 76 mln zł i był niższy niż przed rokiem o 70 proc. Analitycy oczekiwali zysku na poziomie 96-101 mln zł. Wyniki są więc rozczarowujące, a pytanie dotyczy skali reakcji inwestorów.

Reakcję azjatyckich giełd na dane z Chin i Japonii można określić jako umiarkowaną. Na godzinę przed końcem handlu Nikkei tracił 0,5 proc., a Shanghai Composite zniżkował o ponad 1 proc. Na rynkach surowcowych dominowały jednak spadki. Kontrakty na miedź zniżkowały o ponad 1 proc.

O optymizm na rynkach będzie więc dziś trudno. W przypadku wskaźników PMI dla większości pozostałych krajów europejskich i w Stanach Zjednoczonych, oczekuje się wyraźnej poprawy. Rozczarowanie może być przyjęte przez giełdy nerwowo.

Roman Przasnyski
Open Finance

Udostępnij artykuł: