Chińska rewolucja smartfonowa

Technologie i innowacje

Złoty smok na tle chińskiej flagi
Fot. stock.adobe.com/seaskylab

Jedna aplikacja, by wszystkimi rządzić, jedna, by wszystkie odnaleźć, jedna, by wszystkie zgromadzić i w smartfonie związać. To WeChat, aplikacja, która ma w sobie funkcje Facebooka, Amazona, Tindera, Apple Paya i mnóstwo innych.

#EugeniuszTwaróg: Światowe centrum innowacji i fintechów nie znajduje się w Londynie ani w Dolinie Krzemowej, ale w Pekinie #PulsBiznesu #FTB

W dawnych czasach demon Sui w zakradał się w Nowy Rok do ludzkich domostw, tam gdzie były śpiące dzieci, trzykrotnie stukał je macką w głowy i rano maleństwa budziły się z gorączką, a kiedy się wyleczyły, nie były już takie jak wcześniej. Dlatego rodzice w noworoczną noc pilnowali latorośli przed złym duchem. Aż pewne małżeństwo wpadło na pomysł: położyło na poduszkach swoich śpiących dzieci kilka monet. Kiedy Sui wszedł do ich sypialni, bilon zaświecił odbitym blaskiem światła księżyca i wystraszony demon dał nogę. Od tego czasu Chińczycy na początku księżycowego Nowego Roku wręczają dzieciom „czerwone koperty” z pieniędzmi, żeby zapewnić im pomyślność i powodzenie przez kolejne 12 miesięcy.

Robili tak przez wieki. Aż do teraz. W tym roku w dniach 4–9 lutego, kiedy trwały obchody początku Nowego Roku, Chińczycy wysłali 100 mld czerwonych kopert – tyle że telefonem, za pośrednictwem aplikacji WeChat. Z opcji takiej skorzystało 823 mln osób. To dwa razy więcej niż liczba Amerykanów i łączna liczba mieszkańców Europy, Rosji i Japonii. A jeszcze pięć lat temu, kiedy WeChat po raz pierwszy udostępnił klientom usługę wysyłania mobilnych czerwonych kopert, aplikacji użyło 5 mln osób.

„Czerwone koperty WeChat były dla nas jak atak na Perl Harbour” – miał powiedzieć John Ma, założyciel i główny akcjonariusz technologicznego giganta Alibaba, piątej pod względem kapitalizacji spółki na świecie, do której należy Alipay bezpośredni konkurent WeChat.

Bitewna retoryka jest jak najbardziej na miejscu, bo od kilku lat mówi się o „kopertowej wojnie” między chińskimi technologicznymi behemotami. Alipay kontroluje 53% rynku płatności mobilnych w Chinach, a jego rywal WeChat 39%, na którym roczne obroty wynosiły w 2017 r. 15,5 bln USD.

 

Żabi skok w mobile

Pod koniec lat 90. na 100 Amerykanów przypadało 50 komputerów. W Chinach – jeden. Przy populacji liczącej 1,3 mld mieszkańców komputerów w kraju było mimo wszystko sporo, niemniej od reszty świata oddzielała go technologiczna przepaść.

Mocno zapóźniony był też sektor bankowy. Do 1979 r. w kraju działał tylko Ludowy Bank Chin, pełniący funkcję banku centralnego i rozliczeniowego. W latach 80. powstały cztery „komercyjne” państwowe banki przeznaczone do finansowania infrastrukturalnych i rolniczych inwestycji, bez odpowiedniej infrastruktury i know-how. Pod koniec lat 90. XX w. rząd w Pekinie musiał przeprowadzić regularny bail out, żeby uratować tonące w złych kredytach instytucje finansowe. Operację trzeba było zresztą powtórzyć w 2006 r.

Na początku nowego millennium Chiny były krajem nieubankowionym i głodnym kredytu. Potężne państwowe banki miały inne priorytety niż małe i średnie firmy i przeciętni obywatele. Poza tym nie potrafiły ich obsłużyć, gdyż niewielu klientów miało historię kredytową, a po doświadczeniach z poprzednich lat kredytodawcy byli mocno wyczuleni na ryzyko.

Żeby zaradzić sytuacji, Pekin zaczął otwierać się na zachodnich inwestorów. Zjawili się wszyscy najwięksi na tym rynku: HSBC, Deutsche Bank, Santander, JP Morgan, BNP Paribas i zaczęli tworzyć spółki joint venture z lokalnymi bankami, obejmując mniejszościowe udziały, bo jednak otwartość rządu miała swoje granice.

Kto wie jak potoczyłaby się historia gospodarcza Państwa Środka, gdyby nie wybuch rewolucji smartfonowej, która przekształciła kraj w technologiczną potęgę. To już nie jest kwestia żabiego skoku, jakiego np. w przeszłości beneficjentem stała się Polska, przeskakując etap czeków, kart płatniczych z podpisem, żeby wybić się na poziom płatności zbliżeniowych i płatności mobilnych, plasując się daleko przed bardziej dojrzałymi zachodnimi bankami.

Chińczycy są jeszcze lepsi, bo jednym susem w ogóle ominęli rynek płatności kartowych – na przeciętnego mieszkańca przypada 0,31 karty kredytowej, podczas gdy statystyczny Amerykanin ma 2,5 karty.

Aż 83% obywateli ChRL płaci dzisiaj telefonem lub wykorzystuje smartfon do realizacji bądź odbioru przelewu. Powiedzieć, że Chińczycy płacą telefonem to nic nie powiedzieć… Smartfonowa rewolucja nie polega na przekształceniu komórki w narzędzie płatnicze, ale na całkowitej zmianie sposobu zaspokajania potrzeb finansowych, zakupowych, dostępu do rozrywki i relacji z administracją publiczną przez klienta/obywatela.

Żeby sobie uświadomić skalę zmian, trzeba wyobrazić sobie aplikację, która łączy w sobie funkcję Facebooka, Amazona, Apple Paya, Whatsupa, Tindera. Dorzućmy jeszcze Ubera, Skycash, Pyszne.pl, Telepizzę, Vertulio i jeszcze jakiś bank, kanał telewizyjny i agencję informacyjną oraz platformę z grami.

Tak właśnie działa WeChat, należący do technologicznego giganta Tencent. Konkurent, czyli Alibaba, stworzył kompletny ekosystem finansowy, w ramach którego klient może zrobić zakupy, zapłacić za nie, wziąć kredyt, pożyczkę, ulokować pieniądze, pożyczyć komuś pieniądze. Wszystko w jednym miejscu.

 

Na fali mobilnego internetu

Światowe centrum innowacji i fintechów nie znajduje się w Londynie ani w Dolinie Krzemowej, ale w Pekinie, gdzie siedzibę ma Tencent i w Hanghzou, w którym znajduje się centrala Alibaby.

Tencent powstał w 1998 r. jako dostawca usług internetowych. Rok później uruchomił komunikator QQ do instalacji na PC-etach, który w rok ściągnęło milion osób. Biznes był jednak niedochodowy. Dopiero kiedy Tencent uruchomił mobilną wersję komunikatora – MobileQQ – liczba użytkowników i przychody zaczęły rosnąć.

W 2004 r. spółka poszła na giełdę w Hongkongu, żeby zebrać z rynku 200 mln USD. Akcje, przy potężnej nadsubskrypcji (158 razy oferta) sprzedały się po 47 centów za sztukę. Aktualna wycena to 43,6 USD, a kapitalizacja wynosi 415 mld USD. Dla porównania: Facebook jest wyceniany na 464 mld USD.

Gigantyczny sukces Tencent to wynik splotu kilku okoliczności, ale przede wszystkim dobrego, biznesowego nosa Pony Ma, jednego z założycieli spółki, który pod koniec pierwszej dekady 2000 r. zdecydował się postawić wszystko na mobile. Decyzja wcale nie była wtedy tak oczywista, jak dzisiaj może się wydawać, bo w 2008 r. internet mobilny obejmował zasięgiem 118 mln Chińczyków, czyli niespełna 10% populacji.

Dzisiaj dostęp do sieci ma ponad 800 mln mieszkańców kraju. W 2011 r. Tencent uruchomił aplikację WeChat, która powstała na bazie komunikatora QZone dostępnego na telefon. Przypominała ona skrzyżowanie Whatsupa z Facebookiem z początków jego istnienia.

Użytkownicy używali WeChat do komunikacji, zakładali swoje indywidualne profile, wrzucali posty, filmy. Z czasem aplikacja, która od początku była otwarta dla zewnętrznych deweloperów, przekształciła się w rozbudowany ekosystem usług.

W 2013 r. Tencent uruchomił w WeChat centrum gier, co okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż obecnie stanowią one główne źródło przychodów grupy. Dzisiaj jest on największym dystrybutorem gier na świecie z 13-procentowym udziałem w rynku.

Kolejnym krokiem milowym było uruchomienie usługi WeChat Pay. Wystartowała ona w czasie obchodów Nowego Roku w 2014 r., co było doskonałym posunięciem marketingowym, gdyż mobilna czerwona koperta cieszyła się ogromnym zainteresowaniem.

Dzisiaj WeChat stanowi centrum życia większości Chińczyków – na początku 2019 r. liczba użytkowników przekroczyła 1 miliard!

Aplikacja stanowi wrota do internetu, zastępując wszystkie inne aplikacje, zawiera w sobie funkcje Facebooka (indywidualne profile, prywatne i firmowe), Apple Pay (WeChat Pay do płatności internetowych i w sklepach stacjonarnych, oparty na QR kodach), Amazon (do Tencent należy JD.com, drugi co do wielkości sklep internetowy w Chinach), Ubera (w grupie jest firma ride-sharing DiDi), Tindera (w aplikacji jest serwis randkowy), Whatsupa (to podstawowa funkcja WeChat), Twittera (mikroblogi to jedna z sekcji aplikacji), ubezpieczalni (WeChat ma towarzystwo ubezpieczeniowe i fundusz inwestycyjny) i wiele, wiele innych.

Za pośrednictwem WeChat można kupić bilet do kina, na pociąg, na wycieczkę, a w niektórych prowincjach załatwić sprawy w urzędzie. Wszystko w jednej aplikacji, bez błądzenia po internecie.

Nauczyciel angielskiego miliarderem

Głównym rywalem Tencenta i WeChat jest konglomerat skupiony wokół Alibaby, jednego z największych na świecie sklepów internetowych o rynkowej kapitalizacji 476 mld USD. Założony przez nauczyciela języka angielskiego Jacka Ma serwis zakupowy zaczynał w 1999 r. jak nasze Allegro, choć początki miał trudniejsze, bo chińscy kontrahenci nie ufali sobie za grosz i bardzo trudno było sfinalizować transakcje kupna–sprzedaży w internecie.

Wtedy Alibaba wprowadził prostą usługę powierniczą: kupujący przekazuje należność na konto sklepu, który płaci sprzedawcy, kiedy towar dotrze na miejsce. Rozwiązanie szybko się przyjęło, handel rósł szybko i nagle na jego rachunkach pojawiły się miliardy juanów. Żeby zagospodarować wzbierającą falę płynności, Alibaba zaczął rozbudowywać biznes finansowy.

Najpierw kupił niewielki fundusz inwestycyjny, który przekształcił w największy na świecie fundusz rynku pieniężnego – Yu’e BAo, który zarządza aktywami rzędu 211 mld USD. To niemal dwa razy więcej, niż ma w portfelu drugi w tej kategorii JP Morgan US Government Money Market Fund (133 mld USD).

Obok assetowego filara stanął kolejny – pożyczkowy. Alibaba, pod marką Ant Financial, zaczął kredytować klientów, których nie stać na zakupy w sieci. Obecnie to jeden z najgorętszych fintechowych brandów na świecie. Ant Financial zebrał w ub.r. w ramach rund kapitałowych 14 mld USD. Wszystkie europejskie i amerykańskie fintechy razem wzięte ściągnęły z rynku 19 mld USD. Ant Financial zarządza platformą pożyczkową łączącą oferty zewnętrznych funduszy asset management z pożyczkobiorcami.

Alibaba w portfolio ma własną spółkę Peer2Peer – Ant Micro Loan oraz swój bank – MyBank, specjalizujący się w kredytach dla małych i średnich firm. W grupie jest też spółka ubezpieczeniowa i spółka „by now, pay later”.

Całość spina Sezam Credit, odpowiednik biura informacji kredytowej należący do grupy. Chiny, pomimo technologicznego skoku, to wciąż nieubankowiony kraj. Zaledwie jedna trzecia mieszkańców może wylegitymować się historią kredytową. Dlatego Alibaba stworzył własne biuro scoringowe.

Wszystkie płatności w ramach grupy realizuje Alipay, system płatności, początkowo stworzony z myślą o e-commerce, obecnie konkuruje z WeChat również na rynku stacjonarnym. Ma mniej użytkowników niż konkurent, ale nie oddaje pola. Podczas noworocznej akcji promocyjnej w lutym tego roku „czerwone koperty” z Alipay wysłało 450 mln osób – o 40% więcej niż rok wcześniej.

Łyżka dziegciu

Na imponujący wzrost chińskich gigantów cieniem kładą się kontrowersje dotyczące funkcjonowania całej chińskiej gospodarki, związane z ingerencją rządu, protekcjonizmem i działaniem cenzury. Czy kariera WeChat byłaby równie błyskawiczna, gdyby Facebook nie był zakazany w Chinach?

Czy Alibaba rósłby tak szybko, gdyby nie protekcja rządu i skrajny liberalizm regulacyjny przez wiele lat niczym niekrępujący działalności pożyczkowej?

Obydwa behemoty nie muszą przejmować się tak trywialnymi kwestiami jak RODO, które obydwa biznesy rozłożyłoby na łopatki. Amnesty International w ankiecie dotyczącej świadomości zagrożeń dla wolności słowa i prawa do prywatności w sieci przeprowadzonej wśród gigantów internetowych przyznała WeChat 0 pkt. Snapchat dostał 26 pkt., a Facebook 73 na 100 możliwych.

Ostatnio Uniwersytet Kalifornijski ostrzegł studentów wjeżdżających do Chin przed używaniem WeChat, gdyż umieszczane w nim treści są inwigilowane przez służby.

I jeszcze jedno, za piękną historią o karierze WeChat kryje się wstydliwa prawda, że poza Chinami generalnie aplikacja poniosła klęskę. Na świecie korzysta z niej podobno 100 mln osób, ale liczba podana kilka lat temu nie została dotąd zweryfikowana. Nie pomogła kampania z udziałem Messiego, ani zaangażowanie w charakterze ambasadorów marki Johna Cussaca, czy Paris Hilton.

Międzynarodowa ekspansja znacznie lepiej wychodzi Alibabie, który sporo inwestuje w przejęcia lub akcje lokalnych platform e-commerce. Według przewidywań analityków, w 2020 r. 16% przychodów grupy będzie pochodziło z zagranicy.

* * *

W środę 3 kwietnia w Folwarku Łochów k. Warszawy odbędzie się Kongres Forum Technologii Bankowych. W wydarzeniu zapowiedzieli swój udział między innymi Marek Zagórski minister Cyfryzacji, Brunon Bartkiewicz Prezes Zarządu ING Banku Śląskiego S.A., Joao Bras Jorge Prezes Zarządu Bank Millennium S.A., Włodzimierz Kiciński Wiceprezes Związku Banków Polskich, Jarosław Królewski CEO w Synerise, Cezary Stypułkowski Prezes Zarządu mBank S.A.

Od rana do godzin popołudniowych Kongresowi będzie towarzyszyło studio telewizyjne aleBank.pl, w którym będziemy rozmawiali na żywo z uczestnikami Kongresu.

Prezentowany artykuł Eugeniusza Twaroga, dziennikarza Pulsu Biznesu pochodzi z Miesięcznika Finansowego BANK, którego kwietniowy numer został wydany z okazji 15 -lecia Forum Technologii Bankowych.

Udostępnij artykuł: