Chińskie dane, czyli uśmiech przez łzy

Komentarze ekspertów

Wbrew obawom, dane dotyczące chińskiej gospodarki okazały się nieco lepsze niż oczekiwano. PKB zwiększył się o w czwartym kwartale 7,3 proc., ale cały ubiegły rok był pod tym względem najgorszy od niemal ćwierć wieku. Poranne spojrzenie na rynki wskazuje, że według inwestorów nic się nie stało.

Poniedziałkowy niemal 8 proc. spadek indeksu w Szanghaju, wynikający częściowo z prób powstrzymania spekulacyjnych zapędów inwestorów przez regulatora tamtejszego rynku, przeszedł bez echa. Dziś sytuacja wygląda już o wiele lepiej. Zwyżka przekracza 1,5 proc. Cieszą się w Japonii, gdzie Nikkei poszedł w górę o ponad 2 proc. Po około 0,5 proc. rosną kontrakty na główne indeksy amerykańskie i europejskie. Tylko na rynkach surowcowych nie widać reakcji na chińskie dane, chyba że uznamy, że jest nią spadek cen ropy jedynie o 0,5 proc. i miedzi o 0,1 proc.

W przypadku danych kwartalnych spodziewano się wzrostu PKB o 7,2 proc., można więc mówić o miłej niespodziance. Mocniej niż oczekiwano wzrosła produkcja przemysłowa w grudniu. Liczono, że cały ubiegły rok będzie słaby i był. Zwyżka PKB o 7,4 proc. to mniej niż zapowiadały oficjalne władze. Optymistyczną reakcję rynków może popsuć za to obniżenie przez MFW prognoz dla globalnej gospodarki na 2015 r. z 3,8 do 3,5 proc.

Nasz rynek w poniedziałek wypadł słabo na tle Europy. WIG20 po nerwowych wahania zdołał się utrzymać na niewielkim plusie, a także zakończyć dzień powyżej 2250 punktów, ale oznacza to jedynie powstrzymanie przeceny, a nie ruch w górę. W trakcie sesji indeks obronił się przed spadkiem poniżej 2230 punktów. Można więc mówić jedynie o małych sukcesach, stanowiących mizerne pocieszenie.

Zawdzięczamy je czynnikom o wątpliwej trwałości, do których należy przede wszystkim zaliczyć wzrostowe odreagowanie mocno przecenionych akcji banków. To jednak branża niezbyt rozwojowa i w każdej chwili może ujawnić się niechęć do niej. Podobnie może być z JSW, w przypadku którego entuzjazm inwestorów z końca ubiegłego tygodnia wyraźnie osłabł.

Czerwoną latarnią był WIG Energetyka, zniżkujący o 2 proc., a spadki szczególnie mocno dotknęły wszystkich największych jego przedstawicieli. Przekraczająca 3 proc. przecena walorów Tauronu, mająca związek z informacją o wstępnym zainteresowaniu kupnem przez spółkę kopalni Brzeszcze, mówi wiele o nastrojach wobec obu pokrewnych branż, w przypadku których sensowna integracja nie byłaby niczym zdrożnym. Jak widać, kłopot leży w znalezieniu rozwiązania, które miałoby sens. Z kolei groźba strajku pracowników PGE, sprzeciwiających się planom restrukturyzacji przypomina o problemach samej energetyki. Efektem tego przypomnienia jest spadek notowań o 2 proc., ostatecznie przenoszący w sferę wspomnień dynamiczny wyskok kursu akcji PGE z 13 stycznia. Papiery Tauronu przypomniały z kolei poziom dołka sprzed ponad miesiąca i straszą powrotem do minimum z sierpnia ubiegłego roku.

Walory Lotosu i PGNiG cierpią z powodu powrotu spadków na rynku ropy naftowej. Na tle przecenianych o ponad 2 proc. kontraktów na miedź, pochwalić należy postawę akcji KGHM, zwyżkujących o 0,6 proc. Trudno jednak wiązać z tym walorem wielkie nadzieje.

Jeszcze gorsze nastroje panują w segmencie średnich firm. mWIG40 stracił w ciągu ostatnich sześciu sesji 5 proc. Wczoraj ciążyły mu nie tylko taniejące o niemal 13 proc. akcje GTC, ale także 4 proc. przecena papierów Kęt oraz sięgające 2 proc. spadki notowań walorów Forte, Enei i Energi, co trudno uznać za dobry prognostyk rychłej zmiany niekorzystnej tendencji. Indeks średniaków dotarł do dołka z końca sierpnia ubiegłego roku i jedynie w tym można pokładać nadzieję na podjęcie próby powstrzymania spadków.

Warto pamiętać o trwającym w Stanach Zjednoczonych sezonie publikacji wyników finansowych. Dziś poznamy raporty Halliburton, IBM, Johnson & Johnson i Morgan Stanley. Spory wpływ na rynki może także mieć wieczorne orędzie prezydenta Obamy, w którym ma zostać zaprezentowany projekt reformy podatkowej, która ma zwiększyć obciążenia najbogatszych Amerykanów oraz dużych instytucji finansowych.

Roman Przasnyski
analityk niezależny

Udostępnij artykuł: