Ciężkie ręce do ciężkiej roboty

Finanse i gospodarka

Osoby śledzące moje codzienne wpisy mogą pamiętać, jak wspomniałem o idei "ciężkich rąk".

Osoby śledzące moje codzienne wpisy mogą pamiętać, jak wspomniałem o idei "ciężkich rąk".

Stosowałem ten termin ogólnie w celu przypisania pewnych zachowań rynkowych do określonej grupy uczestników o bardzo, bardzo głębokich kieszeniach i odpowiednio dużych rozmiarów, by w dłuższych okresach kontrolować zachowania rynkowe i akcję cenową. Do pewnego stopnia podobnie jak Fantom, wędrujący duch (jeżeli kojarzycie, brawo, jeżeli nie, zapytajcie Google), takie ciężkie ręce (CR) przyjmują różne formy i obejmują takie podmioty, jak Bank Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), inwestorzy oferujący realne pieniądze, firmy inwestycyjne z segmentu Tier 1 i wiodące fundusze hedgingowe.

Przypuszczam, że ze względu na obecny globalny spisek finansowy, CR mogą okazać się którymkolwiek z tych podmiotów lub wszystkimi naraz, równocześnie lub niezależnie od siebie. Większe znaczenie ma fakt, iż istnieją oraz charakter wpływu, jaki wywierają na rynek.

Ze względu na to, kim jest lub przynajmniej kim chce być postrzegany, BIS zawsze wydawał mi się jednym z najciekawszych podmiotów w tej menażerii graczy. Z uwagi na dychotomiczne zachowanie, BIS może służyć za przykład do badań nad zjawiskiem paradoksu. Wszyscy wiemy, że znany jest jako bankier bankierów centralnych. Oznacza
to również typowe sztuczki cenowe, które mogliśmy ostatnio podziwiać. Jeżeli działasz na rzecz takich osób, jak prezes Rezerwy Federalnej Ben Bernanke, czy prezes Europejskiego Banku Centralnego Mario Draghi, stanowisz siłę, z którą należy się liczyć. Prowadzenie takiej działalności pociąga za sobą wiele niuansów, w tym stałą pokusę, by grać z wyprzedzeniem w stosunku do naturalnego obiegu i zleceń (tzw. front running), i do tego dość otwarcie.

Z drugiej strony, BIS powinien być również bez zarzutu, niemalże aniołem, ponieważ powierzane mu są tak wrażliwe informacje. Dlatego w celu zachowania pozorów przyzwoitości gorąco zapewnia o swojej niezależności i przedstawia raporty z badań, roczne oświadczenia i białe księgi zawierające surową, konstruktywną krytykę stanu globalnych rynków i systemów finansowych. Jako przykład mogą posłużyć dwa takie raporty opracowane przez BIS. Pierwszy z nich to biała księga w sprawie charakteru transakcji
na rynkach walutowych oraz uczestników podtrzymujących takie zachowania. Nosi interesujący, a wręcz nieco ironiczny, tytuł "Przepływy informacji na ciemnych rynkach: analiza transakcji walutowych klientów".

Ostrzegam jednak, że bardzo interesujące informacje przeplatane są licznymi stronami prezentującymi dowody empiryczne i statystyki, od których rozbolą was oczy. Dlatego czytacie to na własną odpowiedzialność. Mogę natomiast stwierdzić, że już mniej więcej pierwsze trzy strony wprowadzenia zawierają właściwie wszystkie niezbędne informacje.
W skrócie: osoby z przepływem zleceń i odpowiedzialne za prowadzenie "prawdziwej" działalności to te same osoby, które mają olbrzymią asymetryczną przewagę informacyjną i taktyczną nad resztą rynku.

Co za ironia.
Czemu?
Ponieważ BIS jest jednym z największych winowajców tego zamieszania.

Drugi dokument jest równie interesujący, jednak analizuje to samo zagadnienie pod nieco innym kątem. Superhipereksperci (mówię to z podziwem, nie z drwiną), którzy opracowali ten dokument, przekopali się przez pierwszą analizę i odwalili za was większość czarnej roboty. Przebadali i przeanalizowali wszystkie statystyki i inne zmienne oraz, co nie stanowi zaskoczenia, doszli do podobnych wniosków. Ponadto, analizując tę tezę z perspektywy płynności na rynkach walutowych, wykazali, że to właśnie uczestnictwo CR na rynku wypacza i niweluje jakiekolwiek próby efektywnej wyceny aktywów, lub, w tym przypadku, par walutowych.

Czyżbyście krzyczeli, że to front running?!... Ależ oczywiście. Front running to sprawdzona i wiarygodna metoda generowania zysków z przepływu zleceń. Zasadniczo zajmujecie pozycje przed wykonaniem transakcji/zleceń, za które jesteście odpowiedzialni. Nie istnieje ani jeden w miarę przyzwoity podmiot, który tego nie robi i, jak już wspomniałem, BIS, mimo, że tak bardzo różni się od pozostałych pod wieloma innymi względami, akurat pod tym względem zachowuje się podobnie. A biorąc pod uwagę wielkość przepływu i zleceń... myślę, że macie już pełen obraz.

Dlatego na pewno warto pamiętać, że w przypadku, gdy BIS (lub CR) jest zaangażowany w daną transakcję, taka transakcja jest zdecydowanie godna uwagi. Niestety większa część rynku detalicznego albo nie zdaje sobie z tego sprawy, albo po prostu z tego nie korzysta. Tacy inwestorzy składają zlecenia i zawierają transakcje dotyczące mniej fortunnych części rynku i są zdumieni, kiedy tracą, niekiedy twierdzą też, że rynek jest zmanipulowany. Do pewnego stopnia zgadzam się z teorią o manipulacji rynkowej, jednak należy pamiętać, że jeżeli inwestor zdaje sobie sprawę, po której stronie grają CR, ma nieco większe szanse
na bezpieczne przepłynięcie przez mętne wody "efektywnego" rynku.

Ken Veksler
Saxo Bank

Udostępnij artykuł: