Cła na import europejskich samochodów – strzał w amerykańską stopę

Gospodarka / Prawo i regulacje

Jakub Faryś prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego analizuje możliwość wprowadzenia przez USA ceł na europejskie samochody oraz ewentualne skutki takiego posunięcia

Jakub Faryś: Koncerny amerykańskie zarabiają pieniądze nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w Europie. I odwrotnie, koncerny europejskie zarabiają na obu kontynentach, a także wspólnie z Amerykanami w innych rejonach Świata.

Robert Lidke: Prezydent Donald Trump ogłosił, że jeśli Unia Europejska wprowadziłaby cła na produkty amerykańskie, jako odwet za nałożenie ceł na importowaną do USA stal, to Amerykanie w takiej sytuacji nałożyliby cła na sprowadzane z Europy samochody. Co wprowadzenie przez USA ceł na importowane z Europy auta oznaczałoby dla branży motoryzacyjnej w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych?

Jakub Faryś: Zanim będę mówił o konsekwencjach wprowadzonych ewentualnie ceł przypomnę, że jeszcze niedawno mówiliśmy o tym, że TTIP, czyli Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji byłoby z punktu widzenia branży motoryzacyjnej bardzo dobrym rozwiązaniem. Dlatego, że motoryzacja jest jedną z najbardziej zglobalizowanych branż.

Co to oznacza? Oznacza to, że trzej wielcy amerykańscy producenci są obecni na całym światowym rynku łącznie oczywiście z Europą. To oznacza na poziomie globalnym bardzo ścisłą współpracę między na przykład branżą motoryzacyjną europejską i branżą motoryzacyjną amerykańską.

Jednak gdybyśmy mieli taką sytuację w Europie, że na naszym kontynencie są produkowane samochody, które w żaden sposób nie są powiązane z biznesem amerykańskim, to abstrahując od tego czy nakładanie ceł na samochody jest mądrym posunięciem czy głupim, to rzeczywiście można by mówić, że te cła są dotyczą całkowicie europejskich pojazdów.

Tymczasem wiele modeli samochodów jest obecnych na rynku europejskim i amerykańskim, część z nich jest produkowana w Europie, część w Stanach Zjednoczonych. To oznacza, że te biznesy są ze sobą bardzo mocno połączone. Czyli koncerny amerykańskie zarabiają pieniądze nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i w Europie. I odwrotnie, koncerny europejskie zarabiają na obu kontynentach, a także wspólnie w innych rejonach świata.

To nie jest tak, że producenci europejscy nawet jeśli nie są powiązani z jakimś amerykańskim koncernem to produkują samochody w Europie i wysyłają do Stanów Zjednoczonych. Tak nie jest.

Europejczycy produkują auta swoich marek w USA. W związku z tym amerykański podatnik ma z tego korzyść. Fabryka stoi w Stanach Zjednoczonych. Płaci podatki lokalnie. Produkuje samochody na miejscu. Tam ma sieć poddostawców. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie woził blach, nadwozia, całego samochodu z Europy do Stanów. W USA się kupi stal, tam się zrobi wytłoczki, i tam się je zamontuje do samochodu.

Tak więc nie potrafię sobie wyobrazić, na jakie pojazdy prezydent Donald Trump chce nałożyć cło.

Czy na pojazdy marki europejskiej, które są produkowane w Stanach Zjednoczonych – to trochę nie logiczne. Czy na pojazdy, które są sprowadzane do USA, ale produkowane w Europie, w kooperacji z innymi fabrykami. Bo przecież niektórzy europejscy producenci produkują poza Europą, np. w Azji. Czy te samochody też będą objęte amerykańskimi cłami? Czy amerykańska administracja wprowadzi cła na określone marki i modele? Chyba nie.

W związku z tym myślę, że to był dość nieprzemyślany odruchowy twitterowy komentarz prezydenta Donalda Trumpa. Bo w zasadzie mówimy o jednym zdaniu, które prezydent USA umieścił na Twitterze.

Reasumując po pierwsze amerykański biznes motoryzacyjny jest zbyt mocno powiązany z europejskimi koncernami, zarabia pieniądze nie tylko w USA, ale w Europie i w innych częściach Świata.

Po drugie wiele modeli samochodów jest produkowanych wspólnie i oferowanych w UE, jak i w USA – przy czym niektóre modele na obu rynkach tak samo się nazywają.

Po trzecie bardzo trudno byłoby wydzielić czysto europejskie marki i modele samochodów, na które można by nałożyć cła nie szkodząc amerykańskim koncernom motoryzacyjnym.

W tym, co mówi prezydent Donald Trump jest pewna sprzeczność, bo jeszcze niedawno apelował do producentów japońskich i europejskich, aby budowali swoje fabryki motoryzacyjne w Stanach Zjednoczonych.

Dlatego podkreślam, że to było jedno zdanie na Twitterze. Z poprzednich różnych podobnych zapowiedzi prezydent już się wycofał. Ale mimo wszystko takie opinie są niepokojące, bo jak spojrzymy na notowania giełdowe wielkich producentów samochodów w Europie to zauważymy, że w ciągu jednego dnia po pojawieniu się tego twitta kursy akcji tych spółek spadły. Może nie dramatycznie, ale jest to jakiś sygnał dla rynku, dla inwestorów, że dzieje się coś niedobrego.

Czy w związku z tym, co teraz słyszymy od prezydenta Donalda Trumpa, pana zdaniem kiedyś wrócimy do rozmów o TTIP-ie?

To jest pytanie do polityków. Mogę powiedzieć, że branża motoryzacyjna była jedną z tych branż, które były najbardziej zainteresowane Transatlantyckim Partnerstwem w dziedzinie Handlu i Inwestycji. Powodem był globalny charakter tej branży, a także silne związki między amerykańskimi a europejskimi koncernami samochodowymi.

Tutaj pewnym trudnym zagadnieniem było zharmonizowanie przepisów homologacyjnych. Ale ta przeszkoda była do pokonania. Ewidentnie beneficjentem umowy TTIP byłaby branża motoryzacyjna, czyli jej klient. Bo branża motoryzacyjna to nie jest twór, który żyje tylko dla siebie, nie produkuje samochodów, żeby je sobie kolekcjonować, tylko produkuje dla klientów.

Jeżeli branża motoryzacyjna ma łatwiej, jeśli ma lepsze możliwości działania, to oczywiste jest, że klient kupuje oferowany produkt taniej i jest on lepszej jakości.

Czy ja bym chciał abyśmy z punktu widzenia europejskiej branży motoryzacyjnej wrócili do rozmów o TTIP?  Na pewno tak.

Czy to jest możliwe? W dzisiejszej rzeczywistości polityczno-gospodarczej wydaje mi się, że szanse są nieduże.

Piszemy na podobny temat:

https://alebank.pl/unijni-rolnicy-nie-chca-wojny-celnej-z-usa/?id=245165&catid=25926