Co może dać nam TTIP? Debata Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego

Tylko u nas

Czy Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji stanowić będzie dla Europy i Stanów Zjednoczonych początek opartej na obopólnych korzyściach wymiany gospodarczej - czy też, jak uważają przeciwnicy paktu, dawałby on benefity wyłącznie zamorskiemu partnerowi? Jakie sfery ma objąć budzące już dziś żywe emocje porozumienie? I wreszcie - jakie korzyści z ratyfikacji TTIP może osiągnąć Polska? Te zagadnienia były tematem dyskusji panelowej zatytułowanej "TTIP a polskie interesy", zorganizowanej 30 września br. przez Stowarzyszenie Euro-Atlantyckie.

Panel rozpoczęła prezentacja prof. Jana Michałka, dziekana Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Ekspert przypomniał, że TTIP stanowi całkowicie nowy rodzaj porozumienia o charakterze bilateralnym – którego zakres wykracza ponad to, co obejmowały dotychczasowe porozumienia handlowe. Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji nie będzie koncentrować się bowiem na zniesieniu barier celnych pomiędzy Europą a USA. Zresztą – jak przypomniał prelegent – cła stanowią dziś najmniejszy problem dla wymiany handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, są one bowiem na relatywnie niskim, średnio 3 procentowym pozomie. Co ma zatem zmienić TTIP? Gra idzie w pierwszej kolejności o wyeliminowanie  barier pozataryfowych – takich jak różne standardy techniczne dla rynku europejskiego i amerykańskiego czy bariery spotykane w obrocie produktami rolno-spożywczymi. – Poziom protekcjonizmu jest znacznie wyższy w przypadku barier natury technicznej czy sanitarnej i fitosanitarnej – wspomniał ekspert. Po drugie, nowe porozumienie nie ma być kolejną umową obowiązującą w niezmienionej formie przez dłuższy czas. – Negocjatorzy widzą to porozumienie jako dynamiczne; w pierwszej fazie określone zostaną wyłącznie ramy – podkreślił prof. Michałek.

W jakim stopniu TTIP wpłynie na obrót gospodarczy pomiędzy Polską a USA? Ekspert  Wydziału Nauk Ekonomicznych UW nie miał złudzeń: jeden ze scenariuszy zakłada wprawdzie możliwe zwiększenie eksportu o 66 proc., zaś importu – o 61 proc, jednak nie należy zapominać, że wymiana handlowa naszego kraju ze Stanami Zjednoczonymi to zaledwie 2,5% całego obrotu gospodarczego z zagranicą. W tej sytuacji mówienie o „rewolucji” po przyjęciu TTIP wydaje się mocno przesadzone.

– Jeszcze jakiś czas temu nikomu nie przyszłby do głowy że Unia Europejska i USA będą mogły pójść taką ścieżką – powiedział kolejny prelegent, kierownik sekcji politycznej  brytyjskiej ambasady David Wallace. Przedstawiciel Zjednoczonego Królestwa określił TTIP wprost jako „jasne światełko w naszej wizji przyszłości świata”, wskazując, że porozumienie wykracza poza wymianę handlową.  – Wielka Brytania apeluje do koordynatorów, aby  tej jesieni wypracować porozumienie – zaznaczył Wallace. Zdaniem brytyjskiego dyplomaty, dzięki porozumieniu z USA firmy z państw Wspólnoty – a więc również i polskie – będą mogły handlować na znacznie lepszych warunkach na największym i najbardziej rozwiniętym rynku świata. – Dla Polski oznacza to więcej miejsc pracy, lepsze zarobki dla osób lepiej wyedukowanych – stwierdził Wallace.

Były ambasador Polski w Brukseli dr Marek Grela przypomniał, że koncepcja TTIP nie jest niczym nowym; podobne porozumienie proponował już Pierre Trudeau, kanadyjski premier w latach 1968-79 i 1980-84.  – Ta propozycja nie znalazła poparcia aż do końca lat 80 – przypomniał Grela. Jego zdaniem, korzyści z handlu zagranicznego to jedynie 20 proc. wartości całego obrotu; reszta przypada bowiem na inwestycje. Jednak w przypadku handlu rozwiązaniem większości problemów okazała się unia celna. Pomysł, aby analogiczne porozumienie obaliło bariery dla inwestycji i innych form współpracy gospodarczej, wykrystalizował się się w połowie poprzedniej dekady. – Silne gospodarki UE uznały, że trzeba coś zrobić z barierami regulacyjnymi które są przeszkodą – wskazał były ambasador Polski przy UE. Do tych barier należą regulacje między innymi w takich dziedzinach jak: bezpieczeństwo, ochrona konsumenta czy kwestie ekologiczne. – W Unii Europejskie dominuje regulacja ostrożnościowa, w USA trzeba czarno na białym zapisac że coś szkodzi – wskazał na jedną z różnic dr Grala. Rzecz w tym, że tak naprawdę nie wiadomo, jakie dziedziny zostaną wyłączone z TTIP. – Do dziś nie wiadomo, czy sprawy energetyczne pojawią się w TTIP czy nie – podkreślił były ambasador w UE.

Kiedy porozumienie może wejść w życie? Stanom Zjednoczonym zależy na jak najszybszej ratyfikacji. – Tu działają względy strategiczne, bo USA traktuje to porozumienie jako element polityki wobec Chin – wskazał dr Grela. Jednak może nie być to łatwe – choć, jak podkreślił prelegent, po obu stronach znajdują się dwa najbardziej kompetentne zespoły negocjacyjne świata. – Obie strony muszą podjąć decyzję: na co się decydujemy: Na otwarcie jakich i zamknięcie jakich sektorów rynku? Ten moment jeszcze nie nadszedł – ocenia prelegent.

Karol Jerzy Mórawski

Udostępnij artykuł: