Coraz niższe poziomy eurodolara

Komentarze ekspertów

Poniedziałek na rynku walutowym nie zmienił istotnie dotychczasowego układu sił, kurs eurodolara praktycznie przez całą sesję europejską oscylował wokół 1,074 zaś eurozłoty "trzymał się" okolic 4,24. Obydwa te poziomy były poziomami otwarcia dla tych rynków.  Dopiero po południu na rynku pojawiła się lekka presja na osłabienie zarówno naszej waluty, jak i euro. Obecnie notowania EURUSD od dołków z kwietnia br. w okolicach wsparcia na 1,05-1,055 dzieli już tylko około 10 pipsów.

Poniedziałek na rynku walutowym nie zmienił istotnie dotychczasowego układu sił, kurs eurodolara praktycznie przez całą sesję europejską oscylował wokół 1,074 zaś eurozłoty "trzymał się" okolic 4,24. Obydwa te poziomy były poziomami otwarcia dla tych rynków.  Dopiero po południu na rynku pojawiła się lekka presja na osłabienie zarówno naszej waluty, jak i euro. Obecnie notowania EURUSD od dołków z kwietnia br. w okolicach wsparcia na 1,05-1,055 dzieli już tylko około 10 pipsów.

Większych zmian nie wspierał bowiem ubogi w publikacje kalendarz makroekonomiczny. Przed południem poznaliśmy jedynie raport dot. inflacji HICP dla strefy euro (październikowe 0,1% r/r to wyżej niż oczekiwał rynek), zaś po południu amerykański indeks przemysłowy NY Empire State (listopadowe 10,74 pkt to słabiej niż zakładał rynek). W kraju NBP opublikował natomiast dane o inflacji bazowej, która okazała się zgodna z oczekiwanymi rynkowymi na poziomie 0,3% r/r. Nie tylko żadna z tych danych nie miała wyraźnego wpływu na nastroje na rynku walutowym, ale również wzrost ryzyka politycznego po weekendowych zamachach we Francji nie zatrząsnął kursami. Niemniej, wiceprezes EBC Victor Constancio ostrzegł, że ataki w Paryżu mogą uderzyć w nastroje inwestorów i "(...) nasilić wszystkie problemy, z jakimi już się borykamy".

We wtorek uwaga inwestorów skupiona będzie na danych inflacyjnych i produkcyjnych z USA. Nie spodziewamy się jednak, by i one mogły istotnie zmienić obecny układ sił na rynku, który mocno nastawiony jest na grudniowe rozpoczęcie normalizacji polityki monetarnej przez Fed. W tym kontekście, ważniejsza wydaje się środowa publikacja Minutes z ostatniego posiedzenie FOMC, która wraz z bieżącymi jastrzębimi komentarzami powinna jeszcze nieco wzmocnić dolara. Kurs EURUSD może przetestować wsparcie na 1,06. Niemniej potencjał do głębszego ruchu EURUSD wydaje się być ograniczony, przynajmniej czasowo, co może wynikać z faktu, że na rynku obok gołębich pojawiają się też komentarze z EBC wskazujące na konieczną rozwagę podczas grudniowego, decyzyjnego posiedzenia banku. Złoty nadal pozostaje pod wpływem trzech czynników: trwającego spowolnienia gospodarki chińskiej, oczekiwania na podwyżki stóp procentowych w USA i prawdopodobnego łagodzenia polityki pieniężnej w strefie euro. Dwa pierwsze z wymienionych mocno ważą na negatywnym nastawieniu inwestorów do EM, w tym i do naszej waluty, którym nie jest w stanie przeciwstawić się oczekiwanie na luzowanie polityki w Europie, które z kolei wspiera popyt na te aktywa. Stąd jeśli złoty miałby dalej tracić to w sposób ograniczony, podnosząc kurs EURPLN w okolice  4,25.

Tymczasem, w poniedziałek na krajowym rynku stopy procentowej zapanowała flauta. Rentowności na rynkach bazowych także nie zmieniły się istotnie. Bund otworzył się na poziomie 0,54%. 10-letni benchmark amerykański zaczął tydzień od 2,25% w rentowności, co częściowo było spowodowane słabszymi danymi ze Stanów Zjednoczonych. Sprzedaż detaliczna wzrosła w październiku tylko o 0,1% m/m. Oczekiwano wzrostu o 0,3%, ale niższe wydatki konsumentów (szczególnie w sektorze zakupu nowych samochodów) spowodowały powrót niepokoju o przyszłe wyniki wzrostu gospodarczego.

Na polskim rynku w ostatnich dniach mieliśmy do czynienia z silnym zawężeniem spreadu 2-10Y. W ciągu ubiegłego tygodnia spread spadł ze 125 do 108pb. Obligacje dwuletnie po redukcji do 1,59%, w poniedziałek zaczęły lekko odbijać, ale po publikacji danych o inflacji bazowej zgodnych z rynkowym konsensusem ostatecznie zakotwiczyły się na tym poziomie.

Na krajowym rynku czynnikiem ryzyka pozostaje niedoszacowany deficyt budżetu na 2016 rok. Założenia poczynione przez poprzedni rząd określające średnioroczną inflację na poziomie 1,7% oraz wzrost PKB na poziomie 3,8% nie tylko są mało realne, ale przede wszystkim powodują przeszacowanie wpływów do budżetu, ponieważ są oparte na błędnych założeniach. Dodatkowo budżet będą obciążały obietnice wyborcze nowego rządu, a stopień realizacji ich sfinansowania oparty o lepszą ściągalność podatków, dodatkowe obciążenie banków oraz podatki od sklepów wielkopowierzchniowych pozostaje mocno niepewny.

W tym tygodniu będą publikowane dane z polskiej gospodarki dotyczące produkcji przemysłowej, sprzedaży detalicznej, zatrudnienia oraz płac. Nie spodziewamy się znaczącej zmiany obrazu rynku pod ich wpływem, mogą one jednak nasilić tendencje docierające z rynków bazowych.

Joanna Bachert,
Marta Dziedzicka,
PKO Bank Polski

Udostępnij artykuł: