COVID-19 W Niemczech, godzina policyjna i lockdown

Gospodarka

Pandemia dotkliwie ugodziła w niemiecką gospodarkę i każdego tygodnia lockdown kosztuje 3,5-5 mld euro, pisze Włodzimierz Korzycki.

Grafika ilustracyjna: Niemcy, kryzys, koronawirus - Wykres giełdowy z flagą niemiec w tle
Fot. stock.adobe.com / natanaelginting

Pandemia dotkliwie ugodziła w niemiecką gospodarkę i każdego tygodnia lockdown kosztuje 3,5-5 mld euro, pisze Włodzimierz Korzycki.

Rząd w Berlinie właśnie postanowił, że Niemcy mają dalej, do końca stycznia, trwać w kwarantannie, wprowadzonej w połowie grudnia i planowanej pierwotnie do 10 stycznia.

Osoby przyjeżdżające do Niemiec muszą poddać się 10-dniowej kwarantannie

Muszą maksymalnie ograniczyć kontakty pozarodzinne i przemieszczanie się. Zamknięte pozostają szkoły, przedszkola, sklepy z towarami nie pierwszej potrzeby.

Rynek pracy w znośniej formie

Gospodarka kuleje, choć ku zaskoczeniu ekonomistów np. wzrost bezrobocia okazał się mniejszy niż oczekiwano. Dolegliwości dnia codziennego w każdym razie jeszcze będą dawały o sobie znać.

Drastycznie okrojono możliwość poruszania się. W powiatach, w których w ciągu siedmiu dni stwierdzono ponad 200 nowych zakażeń na 100 000 mieszkańców, nie wolno „bez wyraźnego powodu” przemieszczać się dalej niż w promieniu 15 km od domu.

Obowiązuje też godzina policyjna, np. w Saksonii od 22 do 6, a w Badenii-Wirtembergii od 20 do 5. Osoby przyjeżdżające do Niemiec muszą poddać się 10-dniowej kwarantannie.

Czytaj także: Pandemia i restrykcje w Niemczech – szczególne przepisy dla pracowników i studentów z Polski

Najgorszy kryzys od II Wojny Światowej

Dla klientów sklepów niespożywczych – wymienia się tu m.in.  takie placówki, jak Ikea, Sportcheck, H&M, Zara, Obi, Hagebau, Toom, Mömax – rozwija się możliwość zamawiania towaru przez internet i po umówieniu odbieranie go w sklepie. Wiele krajów związkowych tę opcję wprowadziło już w grudniu, ale landy południowe, Badenia-Wirtembergia i Bawaria, czynią to dopiero od 11 stycznia.

Pandemia dotkliwie ugodziła w gospodarkę i każdego tygodnia lockdown kosztuje 3,5-5 mld euro. „Wiele małych firm walczy dziś o przetrwanie” - zauważył prof. Michael Hüther, prezes Instytutu Gospodarki Niemieckiej z Kolonii (Institut der deutschen Wirtschaft – IW).

Ekonomiści dostrzegają zarazem pewną złożoność przebiegu wydarzeń. Z jednej strony następująca dramatyczna konstatacja analityków z monachijskiego instytutu Ifo: „Kryzys koronawirusowy to gospodarczy szok, który usuwa w cień wszystko, co w gospodarce światowej wydarzyło się od drugiej wojny światowej”.

Czytaj także: Polacy największą grupą imigrantów – przedsiębiorców w Niemczech

Pomaga skrócenie czasu pracy

Z drugiej strony ci sami autorzy z Ifo odnotowują skokowość w funkcjonowaniu gospodarki: wiosną produkt narodowy zmniejszył się o dziesięć procent, latem wzrósł o osiem procent i dalej rósł jesienią, natomiast zimą znów drastycznie spadł w wyniku obecnego przedłużonego lockdownu.

Oblicza się, że ofiarą koronawirusa padło w minionym roku ok. 600 000 miejsc pracy, najwięcej w turystyce i lotnictwie. Liczbę tę podał w rozmowie z agencją DPA szef kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej (Institut für Weltwirtschaft), Gabriel Felbermayr.

Przedsiębiorcy otrzymują państwowe wsparcie, ale wiadomo, że nie wszystkich da się uratować

Zarazem liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła tylko o 480 000, do 2,7 mln – poinformował w pierwszych dnia stycznia w Norymberdze Detlef Scheele, prezes tamtejszego Federalnego Urzędu Pracy (Bundesagentur für Arbeit). I wyjaśnił, co sprawiło, że sytuacja nie była gorsza: „To stabilizujący wpływ pracy w skróconym wymiarze czasu (Kurzarbeit) zapewnił utrzymanie zatrudnienia i zapobiegł większemu bezrobociu”.

Według wyliczeń instytutu Ifo, w grudniu w skróconym czasie pracowało 1,95 mln ludzi, z tego największy wzrost zanotowano w handlu oraz hotelarstwie i gastronomii, najsilniej dotkniętych lockdownem. Za to spadła liczba zatrudnionych na Kurzarbeit w przemyśle – podał Sebastian Link, ekspert w Ifo ds. rynku pracy.

Względnie niewielki wzrost bezrobocia wziął i z tego, że pandemia niektóre sektory oszczędziła lub uderzyła mniej boleśnie. Np. lekki wzrost zatrudnienia notowało budownictwo, w którym pracuje ponad dwa i pół miliona ludzi. Podobnie w systemie opieki zdrowotnej i oświacie. Spadło zaś zatrudnienie w przemyśle wytwórczym.

Pandemia więc destabilizuje niemiecką gospodarkę, niszczy miejsca pracy, bo firmy upadają lub redukują zatrudnienie. Zarazem okazuje się, że walka z zarazą jest możliwa, nawet jeśli jest długotrwała i wymaga nieraz drastycznych środków.

Przedsiębiorcy otrzymują państwowe wsparcie, ale wiadomo, że nie wszystkich da się uratować.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: