Czy DeFi zrewolucjonizują finanse? A może to nowe zagrożenie?

Komentarze ekspertów / Technologie i innowacje

Ostatnio wiele się dzieję w kontekście szeroko rozumianych kryptoaktywów, głównie kryptowalut. Wszystko za sprawą coraz bardziej zdecydowanych działań ze strony państw, organów nadzoru i regulatorów oraz organizacji międzynarodowych, które biorą się za obszar sprawiający wiele problemów, czyli finanse zdecentralizowane (decentralized finance ‒ DeFi). Od razu uspokajam ‒ w tym felietonie nie mam zamiaru „szkalować” ich zwolenników, ale postaram się przybliżyć nieco konflikt, który wokół nich narasta, pisze Michał Nowakowski.

wirtualny napis DeFi na tle wirtualnej przestrzeni
Fot. stock.adobe.com / Vladimir Kazakov

Ostatnio wiele się dzieję w kontekście szeroko rozumianych kryptoaktywów, głównie kryptowalut. Wszystko za sprawą coraz bardziej zdecydowanych działań ze strony państw, organów nadzoru i regulatorów oraz organizacji międzynarodowych, które biorą się za obszar sprawiający wiele problemów, czyli finanse zdecentralizowane (decentralized finance ‒ DeFi). Od razu uspokajam ‒ w tym felietonie nie mam zamiaru „szkalować” ich zwolenników, ale postaram się przybliżyć nieco konflikt, który wokół nich narasta, pisze Michał Nowakowski.

Podejmowane działania mają bardzo zróżnicowany charakter, choć głównie koncentrują się na zagadnieniu przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu, czyli AML.

Nie dziwi więc, że pojawiają się różne (i często sprzeczne) głosy co do przyszłości finansów zdecentralizowanych. Tym bardziej, że unijni regulatorzy, jak Europejski Urząd Nadzoru Bankowego wskazują jako główny trend w rozwoju finansów platformizację, będącą jednak zaprzeczeniem idei decentralizacji.

Decentralized finance ‒ czyli co?

DeFi można definiować na wiele sposobów i z różnym poziomem tej decentralizacji (jakkolwiek zabawnie może to brzmieć). Generalnie chodzi jednak o pozbawienie realizacji konkretnych usług finansowych elementu pośrednictwa i ograniczenie stron, np. transakcji płatniczej czy udzielenia pożyczki, do bezpośrednio zainteresowanych (tzw. model Peer-2-Peer). Wyłączamy więc opcję kontroli czy nadzoru oraz ograniczamy przez to koszty. To zresztą główny zarzut względem tradycyjnych finansów opartych głównie o bankowość, gdzie „nie do końca wiadomo za co, po co pobierane są różne opłaty”.

I częściowo zwolennicy DeFi mają rację ‒ niektóre opłaty, np. przy bankowości korespondenckiej, są po prostu pewną zaszłością, przyjętym lata temu modelem i oparcia transakcyjności o infrastrukturę bankową. Nie może więc dziwić, że wobec pojawiających się nowych możliwości i rozwiązań technologicznych (blockchain, distributed ledger), zaczynamy kwestionować nieefektywne już struktury (czas realizacji transakcji typu cross-border jest wyjątkowo długi) oraz koszty z tym związane.

(DeFi) Generalnie chodzi jednak o pozbawienie realizacji konkretnych usług finansowych elementu pośrednictwa i ograniczenie stron

Nie zapominajmy jednak, że globalnie, pokrycie infrastruktury blockchain szacuje się na razie na ok. 1%, a to za mało, aby myśleć o szybkiej ekspansji. Niestety, DeFi oparte o blockchain wymaga odpowiedniej infrastruktury (niezależnie czy mówimy tutaj o proof of work, czy proof of stake ‒ innym razem wyjaśnimy sobie te pojęcia).

Z drugiej strony ‒ tak po prostu jest. Na poziomie globalnym podejmowane są obecnie różne działania (m.in. Financial Stability Board), które mają na celu stworzenie efektywnych (także kosztowo) ram dla płatności międzynarodowych, być może nawet opartych o blockchain. Dużo dzieje się też w obszarze tzw. CBDC, czyli cyfrowych walut banków centralnych, gdzie tę technologię wskazuje się jako o największym potencjale.

Tokenizacja a DeFi

DeFi to jednak nie tylko transakcje, ale także tokenizacja instrumentów finansowych, pożyczki typu Peer-2-Peer czy instrumenty pochodne (o różnej konotacji). Mają one oczywiście tą zaletę, że  w oparciu o smart contracts ‒ stają się stosunkowo bezpieczne, choć w żaden sposób nie są gwarantowane, jeżeli wykraczają poza prawne i regulacyjne standardy, co do zasady oczywiście.

Dla wielu nie stanowi to jednak problemu, bowiem liczy się dla nich szybkość realizacji oraz premia, którą uzyskują wobec braku pośrednictwa, np. sektora bankowego. Świat bez kontroli państwa (w tym jego organów) oraz „chciwych” banków wydaje się bardzo atrakcyjny. Można przecież na nim dużo zarobić.

Czytaj także: Bitcoinowi do historycznego szczytu brakuje tylko 11 proc.

Co z odpowiedzialnością?

Ale równie dużo stracić. Nie tylko w sensie ekonomicznym, ale i reputacyjnym czy w kontekście odpowiedzialności (odszkodowawczej czy karne). Tak, wiem. Piszę czarne scenariusze, ale takie są fakty.

Nie chcę się tutaj jednak rozwodzić nad kryptowalutami (i ich rodzajami, jak stablecoins), bo to temat na inny felieton, ale faktem jest, że brak jakiejkolwiek centralizacji powoduje też, że po prostu operujemy w bardzo otwartym ekosystemie, który nie rządzi się praktycznie żadnymi prawami (poza tymi określonymi przez twórców technologii czy samych aktywów ‒ względnie giełd i pokrewnych tworów).

Oddajemy się na łaskę i niełaskę społeczności. Dla zwolenników myśli libertariańskiej istny raj, a piekło dla zwolenników kontroli państwa. Kto ma rację? Zapewne każdy po trochu.

Próby regulowania DeFi

No dobrze, ale jak to się ma do przyszłości DeFi? W praktycznie każdym zakątku globu podejmowane są jakieś formy uregulowaniu lub nawet zakazu wykorzystania pewnych form zdecentralizowanych finansów (głównie kryptowalut oraz tokenów o charakterze inwestycyjnym).

Powodów dla których różne jurysdykcje podejmują konkretne działania jest kilka i nie sposób streścić ich w jednym artykule, ale podam kilka przykładów:

- kryptoaktywa, w szczególności kryptowaluty są szczególnie podatne na pranie pieniędzy, bowiem są „wdzięcznym” materiałem do ich przepuszczania bez wiedzy państwa, i to w skali międzynarodowej; oczywiście podejmowane są różne inicjatywy jak wspomniany już FATF czy rejestr tzw. VASPs (Virtual Assets Service Providers), ale nie oszukujmy się, konstrukcja sieci blockchain i konkretnych aktywów pozwala na ukrywanie wielu wątków; a kwestie AML są dla wszystkich niezwykle istotne;

- unikanie opodatkowania ‒ to zasadniczo temat pokrewny punktowi pierwszemu; na kryptoaktywach możemy się bogacić (i to znacząco), a państwu zależy na opodatkowaniu; możemy twierdzić, że to ucisk państwa, ale pamiętajmy, że (prawie) wszystkie nasze dochody podlegają opodatkowaniu i taka jest nasza umowa społeczna, koniec kropka; nie ma (chyba) państw bez podatków; a niestety mało kto ‒ podobno ‒ uczciwie rozlicza się z dochodów pochodzących z kryptoaktywów;

- uciekanie spod „jarzma” regulacji ‒ no cóż, wiele z tokenów o charakterze inwestycyjnym próbuje niejako obejść wymogi prawne i regulacyjne dla instrumentów finansowych czy papierów wartościowych, albo pokrewnych; powoduje to, że gwarancje (bo to dają przepisy) nie są zapewnione, np. w odniesieniu do ochrony konsumenta; możemy oczywiście twierdzić, że każdy przecież podejmuje ryzyko na własny rachunek, ale rolą państwa jest też dbanie o bezpieczeństwo obywateli i ich finansów (oczywiście w granicach rozsądku);

‒ próba zastąpienia oficjalnego pieniądza ‒ oficjalna waluta ma swoje plusy (niektórzy powiedzą, że to minus), bowiem jest gwarantowana przez państwo; jest też oficjalnym środkiem płatniczym, który każdy musi przyjąć, a więc jest sposobem na umarzanie zobowiązań; DeFi w rozumieniu kryptowalut w jakiś sposób miałoby zastąpić pieniądz, choć różnie się patrzy na kryptowaluty (być może częściej nie jako swoisty forex, ale rynek spekulacyjnych aktywów inwestycyjnych); biorąc jednak pod uwagę wyżej wskazane ryzyka nie jest to też na rękę państwom; dlaczego? ‒ rolą państwa jest też stymulowanie gospodarki i kontrolowanie podaży pieniądza; to pozwala na kontrolowanie m.in. akcji kredytowej i zapewnienie stabilności finansowej i gospodarczej; ze zdecentralizowaną walutą nie byłoby to możliwe; dlatego żadne szanujące się państwo tego nie odpuści; to kwestia o charakterze systemowym (i globalnym).

W praktycznie każdym zakątku globu podejmowane są jakieś formy uregulowaniu lub nawet zakazu wykorzystania pewnych form zdecentralizowanych finansów

To oczywiście nie wszystko, bo ryzyk jest jeszcze kilka ‒ np. o charakterze technologicznym czy w zakresie ochrony prywatności, ale będą to zagadnienia, które będą zawsze towarzyszyć cyfryzacji. Niestety, z tym musimy żyć. No i nie zapominajmy o wątkach stricte cywilistycznych, które również mogą mieć tutaj znaczenie.

Czyli wiemy dlaczego państwa decydują się na próbę ujarzmienia DeFi. Choć być może są też jakieś ukryte intencje, jak np. masoni, jaszczuroludzie czy wielkie korporacje zawłaszczające coraz więcej świata dla siebie (to akurat częściowo może być prawda), ale napisałem tutaj tylko o tych przyczynach, które są mi znane i empirycznie zbadane. Dlatego dalsze działania będą niewątpliwie podejmowane, czego przykłady mamy w przywoływanym już przeze mnie do znudzenia ‒ AML (mamy co chwilę coś).

Czytaj także: Znaczące zmiany unijnego Rozporządzenia 2015/847 w sprawie transferu środków pieniężnych, także kryptoaktywów

Prognoza dla DeFi

Czy to jednak oznacza, że DeFi zniknie? Zakładam, że nie, bo sama idea finansów zdecentralizowanych jest pozytywna, a perspektywa ograniczenia kosztów, poprawy bezpieczeństwa (paradoksalnie ‒ co wynika ze stosowanej technologii) oraz przyśpieszenia wielu procesów jest niezwykle kusząca, a jak wiemy sektor bankowy i publiczny są bardzo oporne na zmiany. Wynika to m.in. z kluczowej roli jaką pełnią poszczególne podmioty w gospodarce, a nie wyłącznie z ociężałości i niezdolności do podejmowania decyzji (choć to też jest niewątpliwie przyczyna).

Pytanie jednak w jakim kierunku będzie podążała ta decentralizacja, tym bardziej, że nawet niektóre (znaczące) banki centralne przebąkują coś o częściowej decentralizacji czy anonimowości w kontekście wspomnianych już CBDC.

Część z obszarów DeFi niewątpliwie będzie musiała poddać się szerszej regulacji (np. w związku z MiCA), albo zostanie zepchnięta do podziemia i z szarej strefy przekształci się w czarną. Inne z kolei będą skwapliwie dostosowywały się do nowych wymagań ‒ mam nadzieję ‒ nie tracąc na użyteczności.

Niewątpliwie pojawi się wiele podmiotów, które będą wspierały różne procesy (w tym RegTech), w taki sposób, aby było to maksymalnie nieuciążliwe dla użytkowników. Część z rozwiązań z DeFi pozostanie pewnie też na obecnym poziomie, bez jakichś większych zmian (np. pożyczki Peer-2-Peer) i to dobrze, bo niektóre produkty i usługi znacznie przyczyniają się do włączenia finansowego. My, mieszkańcy krajów rozwiniętych, może tego nie dostrzegamy, ale decentralizacja ma ogromne znaczenie dla financial inclusion.

Część z obszarów DeFi niewątpliwie będzie musiała poddać się szerszej regulacji (np. w związku z MiCA), albo zostanie zepchnięta do podziemia i z szarej strefy przekształci się w czarną

Być może pojawią się też jakieś formy mariaży, pomiędzy tradycyjnymi finansami a DeFi i będą to kooperacje o dużej wartości dla wszystkich. Wiele jednak zależy też od prawodawców, którzy powinni w sposób rozsądny podchodzić do tej regulacji.

Jednocześnie sami zwolennicy (w szczególności ci twardogłowi) powinni pamiętać, że współpraca daje lepsze efekty niż walka. Dlatego warto rozmawiać. Merytorycznie i z poszanowaniem zdania pozostałych. Do tego zresztą zachęcam.

Michał Nowakowski
Michał Nowakowski, https://pl.linkedin.com/in/michal-nowakowski-phd-35930315, Head of NewTech w NGL Advisory oraz Counsel w NGL Legal, założyciel www.finregtech.pl, wykładowca studiów podyplomowych SGH: FinTech ‒ nowe zjawiska i technologie na rynku finansowym. Adres e-mail: michal.nowakowski@ngladvisory.com
Opinie wyrażone w artykule są osobistymi opiniami Autora i nie mogą być utożsamiane z jakąkolwiek instytucją, z którą Autor jest lub był związany. Źródło: NGL Advisory
Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: