Czy hazard moralny jest zawsze niemoralny ?

Polecamy

"Postępowanie moralne - to tyle, co oliwa w maszynie społecznej. Zmniejsza nieuniknione tarcia i umożliwia bieg życia społecznego, nie psując machiny społecznej" pisał w swoich Pogadankach obyczajowych Władysław Witwicki1. Pół wieku później bieg życia społecznego został drastycznie zakłócony przez globalny kryzys finansowy, przyczyn którego upatruje się przede wszystkim w tzw. hazardzie moralnym (ang. moral hazard), w polskim piśmiennictwie zwanym również pokusą nadużycia. Owo pojęcie, choćby z racji skojarzeń z nieprawidłowościami w sektorze bankowym, budzi zdecydowanie negatywne konotacje, a działania utożsamiane z hazardem moralnym jawią się jako bezsprzecznie niemoralne. Nic zatem dziwnego, że przedmiotem licznych dyskusji - akademickich, biznesowych czy politycznych, stają się właśnie metody walki z tym głównym winowajcą światowego załamania koniunktury, który - jawiąc się jako swoista współczesna puszka Pandory, sprawił, że globalny rynek finansowy opanowany został przez złe praktyki i wadliwe mechanizmy.

Wydaje się jednak, że w ogniu dyskusji nad sposobami radzenia sobie z hazardem moralnym zapomina się o kilku fundamentalnych pytaniach, które stanowić powinny punkt wyjścia do dalszej debaty. Co rozumiemy pod pojęciem hazardu moralnego? Kogo ono dotyczy? Czy rząd ma moralny obowiązek pomagania instytucjom bankowym? Albo czy bank ma moralny obowiązek unikania ryzyka tak, aby nie musieć korzystać z pomocy rządowej? I wreszcie, czy ów hazard moralny jest możliwy do wyeliminowania i czy rzeczywiście jest niemoralny? Niniejszy tekst stanowi próbę znalezienia odpowiedzi na te pytania…

Kim są moralni hazardziści?

Pojęcie hazardu moralnego, choć dziś kojarzony jest on głównie z nadużyciami w instytucjach finansowych, ma swoje korzenie w branży ubezpieczeniowej. Definiuje się za jego pomocą skłonność do ponoszenia większego ryzyka przez osoby ubezpieczone w porównaniu z tymi, które nie posiadają stosownej polisy. Wraz z silną ekspansją firm ubezpieczeniowych pod koniec XIX i na początku XX wieku, termin ten stawał się coraz bardziej popularny, a opisywany przezeń problem – coraz bardziej istotny2. Kwestię zmiany zachowań na skutek uzyskania zabezpieczenia w formie polisy szczególnie często podnosiło się wówczas w odniesieniu do ubezpieczeń komunikacyjnych, majątkowych i społecznych podkreślając istotny wzrost niefrasobliwości osób zawierających umowy z ubezpieczycielami. Juz w 1913 roku Isaac Max Rubinow, zwany ojcem amerykańskiego systemu ubezpieczeń społecznych, rozróżniał jednak "pokusę ryzyka" od "pokusy symulacji". "Najbardziej destrukcyjnym w opinii wielu – pisze Rubinow – jest zarzut, że ubezpieczenie społeczne nie tylko zwiększa ryzyko, ale znacząco stymuluje wzrost pozorowania wypadków, chorób lub braku możliwości zatrudnienia, zachęca do profesjonalnego żebractwa i demoralizuje całą klasę robotniczą oferując łatwą nagrodę za oszustwo"3. Ma zatem hazard moralny dwojaką naturę – tę związaną z nadmiernym ryzykiem i tę przejawiającą się w malwersacjach i oszustwach. Druga jest bezdyskusyjnie nieetyczna, natomiast kwestią oceny pierwszej zajmiemy się w dalszej części tekstu.

Moralni hazardziści jednak to nie tylko strony podpisujące umowy ubezpieczeniowe. W latach 20-tych XIX wieku w Stanach Zjednoczonych rozgorzała dyskusja o wprowadzeniu systemu ubezpieczeń depozytów przenosząc tym samym debatę o hazardzie moralnym na grunt sektora bankowego. Tu o pokusie nadużycia mówi się zarówno w kontekście rządowego wsparcia dla banków przybierającego formę ubezpieczeń depozytów, jak i instytucji banku centralnego jako pożyczkodawcy ostatniej instancji. Hazardzistą moralnym może zatem stać się bank prowadzący nadmiernie ryzykowną działalność w odpowiedzi na udzielane mu przez nadzorcę gwarancje i ewentualną pomoc publiczną. Tu jednak również konieczne wydaje się rozróżnienie zaniechania pewnych norm ostrożnościowych, rzec można – swoistą beztroskę w postępowaniu władz banku od intencjonalnego oszustwa mającego na celu wprowadzenie w błąd drugiej strony umowy lub innych uczestników rynku. Oceniając drugi wariant jako niewątpliwie nieetyczny, skoncentrujmy się nad oceną pierwszego.

Jeden hazard – dwa oblicza

Na początku warto zastanowić się nad odpowiedzią o pytanie o cel wprowadzenia systemu ubezpieczeń. Czy przypadkiem nie jest tak, że z założenia generować ma on wyższy poziom ryzyka podejmowanego przez ubezpieczonych? Jeśli wyobrazimy sobie na przykład brak obowiązkowych ubezpieczeń komunikacyjnych, to przypuszczać należy drastyczny wzrost kosztów użytkowania samochodów i pogorszenie komfortu posiadaczy aut. Wydatki związane z ewentualnymi naprawami, trudności w egzekwowaniu należności i wreszcie prawdopodobnie bardzo zachowawcza jazda, zmniejszająca płynność ruchu drogowego doprowadziłyby do wydatnego ograniczenia liczby pojazdów na drogach. Ubezpieczenie częściowo rozwiązuje powyższe problemy, a firmy ubezpieczające zakładają mniejszą ostrożność kierowców, kalkulując odpowiednią wysokość składek. Podobnie rzecz się ma z innymi rodzajami ubezpieczeń – np. turystycznymi. Być może część osób zrezygnowałaby z wędrówek po górach, nurkowania czy narciarstwa nie mając swoistego psychicznego bufora w postaci ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków. Niektórzy filozofowie twierdzą nawet, że Kolumb nie odkryłby Ameryki, a Armstrong nie stanąłby na Księżycu, gdyby im i ich rodzinom nie zagwarantowano wsparcia finansowego przejmując tym samym na siebie część ryzyka niepowodzenia ich misji4.

O ile jednak związek hazardu moralnego i wielkich odkryć cywilizacyjnych można by zakwestionować, o tyle należy być przekonanym, że brak ubezpieczeń w instytucjach finansowych ograniczyłby wydatnie dostępność kredytu spowalniając tym samym rozwój gospodarczy. Wszak z działalności banku nie da się wyeliminować ryzyka. Asymetria informacji w relacji bank-klient oraz szereg uwarunkowań zewnętrznych powodują, że niepewność jest immanentną cechą rynków finansowych, a zabezpieczenie, nawet tyko części ewentualnych strat, staje się katalizatorem operacji na tych rynkach i przyczynia do szybszego ich rozwoju i wzrostu.

Znów jednak – rozróżnijmy wyraźnie działania ryzykowne od malwersacji czy oszustw. Część osób prawdopodobnie nie uzna za niemoralne złamanie przepisu drogowego, zjazdu na nartach po bardzo stromym stoku czy kupna udziałów w spółce joint venture. Tymczasem bez wątpienia niemoralnym będzie wyłudzenie odszkodowania po pozorowanym wypadku lub kreatywna księgowość mająca na celu obniżenie wskaźników ryzyka. Należałoby sądzić, że ten pierwszy zestaw czynności wpisany jest niejako w scenariusz rynku ubezpieczeń, drugi natomiast jest sprzeczny z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi.

Czy w tej sytuacji można usprawiedliwić nadmierną ekspansję na ryzyko, pozbawioną intencji oszustwa lub zatajenia informacji, i uznać ten rodzaj hazardu moralnego za etyczny? Próba odpowiedzi na to pytanie uwzględnić musi różnice pomiędzy standardowym kontraktem ubezpieczeniowym a kontraktami zawieranymi w sektorze bankowym, który, z racji pełnienia funkcji instytucji zaufania społecznego, rządzi się pewnymi specyficznymi prawami.

Przede wszystkim, "zwykła" umowa z ubezpieczycielem ma charakter dobrowolnego kontraktu biznesowego, natomiast relacja podmiotów sektora bankowego z nadzorcą publicznym jest w pewnym sensie umową społeczną, spełniającą wszelkie wymogi tejże, wynikające z założeń Hobbesa i teorii kanonicznej. Jeśli zatem uznany, że chroni ona dobro wspólnotowe, to jej naruszenie uznać należy za niemoralne. Lecz tutaj znów pojawia się problem – czy wiemy, na co się umówiliśmy?

Kwestia ta, wbrew pozorom, nie jest wcale oczywista. Skoncentrujmy się najpierw na pytaniu, do czego w tej umowie zobowiązuje się rząd i czy ma moralny obowiązek ratowania sektora bankowego przed upadkiem. Odpowiedzi można by udzielić powołując się na Artykuł 25 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, zgodnie z którym "każdy człowiek ma prawo do stopy życiowej zapewniającej zdrowie i dobrobyt jego i jego rodziny"5. W oparciu o to fundamentalne prawo uznać należy, że rząd ma moralny obowiązek chronić obywateli przed zjawiskami kryzysowymi, których wystąpienie istotnie pogorszyłoby stopę życiową mieszkańców danego państwa. A zatem, programy ratunkowe nie są realizowane w ramach fundamentalnego prawa banków do ochrony przed upadkiem, lecz w ramach fundamentalnego prawa obywateli do dobrobytu. Płynie stąd kilka istotnych wniosków: wspieranie płynnościowe banków jest uzasadnione etycznie, ale obowiązek wsparcia jest jedynie pochodną prawa obywateli do godziwych warunków życia. Więc jeżeli w danych okolicznościach istnieje moralnie bardziej uzasadniony sposób realizowania tego prawa, to właśnie on powinien być wykorzystany.

Jednakże jeżeli moralnym obowiązkiem jest ratowanie obywateli, nie banków, to z pewnością nie ma moralnego obowiązku ratowania bankierów, których działania doprowadziły do zagrożenia dobrobytu społecznego. Uzasadnienie dokapitalizowania sektora bankowego nie uzasadnia w żadnej mierze odstąpienia od wyegzekwowania konsekwencji wobec jednostek, które ponoszą winę za określony stan rzeczy. Przypomnijmy – chronimy prawa obywateli, nie banków, a już z pewnością nie bankowej kadry menadżerskiej.

Drugi dylemat, związany z moralnym obowiązkiem banków do prowadzenia działalności w sposób wykluczający konieczność ubiegania się o pomoc rządową, jest nieco bardziej skomplikowany. Treść analizowanej umowy społecznej jest w tym przypadku nieprecyzyjna. Nie da się oszacować granicznego poziomu ryzyka zapobiegającego kłopotom płynnościowym. Innym rozwiązaniem byłoby zapytanie obywateli, jaki jest, według nich, akceptowalny poziom ryzyka ponoszonego przez banki, a następnie uznać za niemoralne te podmioty, które ów poziom przekroczyły. Ogólnospołeczny konsensus w tej sprawie nie jest jednak możliwy. Ponadto, asymetria informacji i liczba zmiennych kształtujących ryzyko działalności banku jest tak duża, że nie ma możliwości precyzyjnego oszacowania poziomu niepewności operacji realizowanych przez bank. Co więcej – niski poziom ryzyka przekłada się na wysokie oprocentowanie kredytów, a zauważyć należy, że społeczeństwo oczekuje od sektora bankowego dostarczania kapitału po jak najniższej cenie. Wysoki wolumen kredytów, zwłaszcza w przypadku kredytowania wydatków inwestycyjnych, jest w gospodarce pożądany. Jak zatem w tym przypadku sformułowana jest treść umowy społecznej i czy nadmierne ryzyko przy jednoczesnym, niemal darmowym udzielaniu kredytów hipotecznych uznać należy za jej złamanie? To pytanie pozostać chyba musi bez odpowiedzi…

Moralny – czyli jaki?

Do pytań o moralność trudno zwykle ustosunkować się jednoznacznie. A to z bardzo prostej przyczyny – nie ma jednej, ogólnie obowiązującej definicji moralności. "Moralny – czyli jaki?" – na tak sformułowane pytanie padają bardzo zróżnicowane odpowiedzi – odwołujące sie do religii, prawa, emocji czy zasad społecznych. Przedstawię poniżej te, które usłyszałam najczęściej i spróbuję odnieść do nich rozważania nad (nie)moralnością hazardu moralnego.

Moralny czyli dobry… Należałoby jednak zapytać: dobry dla kogo? I co w sytuacji, jeżeli to, co dzisiaj dobre, jutro przynieść może katastrofę? Przenieśmy się do roku 2006 i zapytajmy milionów Amerykanów, czy dobrze jest kupić własny dom biorąc kredyt na ponad 100% wartości nieruchomości przy bardzo niskim oprocentowaniu. Zapytajmy kadrę menedżerską banków, czy dobrze jest wypłacać sobie wysokie premie od zysku bez wizji ponoszenia konsekwencji za ewentualne straty. Zapytajmy kongresmenów amerykańskich, czy dobrze jest mieć poparcie biedniejszej części elektoratu dzięki rządowym instytucjom typu Freddie Mac i Fannie Mae przejmujących na siebie niemal całe ryzyko spłaty najbardziej zagrożonych kredytów z portfeli banków. Zapytajmy następnie – tych samych Amerykanów – czy dobrze jest być jednym z 7 milionów obywateli eksmitowanych z zamieszkiwanych nieruchomości. Czy dobrze jest spotykać się z ostracyzmem społecznym i mieć pełen portfel niewiele wartych akcji zarządzanego przez siebie banku? Czy dobrze jest wreszcie uruchamiać programy pomocowe, dodrukowując pieniędzy i sięgając do kieszeni podatników? A zatem dobry jest ten hazard czy niedobry…?

Moralny czyli słuszny… I tu kolejna wątpliwość – kto rozstrzygać ma o słuszności? W odwiecznym sporze o relatywizm moralny często odrzuca się kartezjańskie rozumienie pewności jako cechy wiedzy. Jeżeli bowiem, wzorem absolutystów, odwołamy się do etyki jako nauki o moralności, oferującej uzasadnienia oparte na krytycznej aparaturze naukowej, to odrzucimy w ten sposób standardy tych kultur, które nie posiadają dorobku naukowego lub w inny sposób traktują naukę. Pojawia się zatem problem, który sprowadzić można do pytania o to, czy mamy możliwość zaproponowania takiego zestawu reguł czy też takich metod ich ustalania, które będą słuszne dla wszystkich ludzi oraz będą chronić słuszny interes i dobro każdego. Odpowiedź twierdząca implikuje kolejne ważne problemy. Jak można owe słuszne reguły obiektywnie ustanowić? I kto mógłby ten obiektywizm zweryfikować? Skąd wreszcie pewność, co do poprawności tej oceny? Wszak z pewnością znajdą się na przykład tacy, dla których rozwój rynków finansowych, nawet kosztem emisji wysoko ryzykownych instrumentów pochodnych, jest jedyną słuszną wizją ewolucji systemu finansowego. Będą również i tacy, którzy rządową pomoc dla instytucji finansowych nazwą zalegalizowaną nagrodą za bezmyślność czy antyrynkowym wsparciem nieudaczników. W niniejszym tekście przytoczyłam wcześniej, słuszne wydaje się, argumenty, które zaprzeczają obu tym tezom. Trudno jednak odmówić rozumu zwolennikom każdego z nich. W tej sytuacji pozostaje chyba zgodzić się z Jesse Prinzem, który neguje rozumowanie jako podstawę poszukiwania wartości moralnych. Nie kwestionuje wprawdzie istotności rozumowania dla wypracowywania moralnych zasad, ale twierdzi, że rozumowanie ostatecznie i tak zawsze odnosi się do emocji6.

Moralny czyli akceptowany przez większość… Parafrazując Gottloba Fregiego „bycie moralnym jest czymś innym niż bycie uważanym za moralne czy to przez jedną osobę czy wiele, czy przez wszystkich i w żadnym razie nie można go do tego sprowadzać”7. Jednak nawet jeśli odrzucimy tę argumentację, w tym miejscu należałoby wrócić do rozważań nad treścią umowy społecznej zawartej między społeczeństwem a sektorem bankowym i zastanowić się, czy poziom ryzyka podejmowanego przez banki był faktycznie nieakceptowany przez obywateli. Winą za kryzys nie można obarczyć banków, jeżeli racjonalnie zinterpretowały one oczekiwania społeczeństwa jako zezwalające, lub nawet zachęcające, do podejmowania wysokiego ryzyka. Informacje o tym społecznym przyzwoleniu opierać mogły na działalności odpowiednich instytucji politycznych i społecznych, legitymizujących niejako dopuszczalny i społecznie pożądany poziom ryzyka. Można tedy uznać, że jeśli banki działały w ramach obowiązujących norm, ich aktywność nie była naruszeniem umowy społecznej8.

Moralny czyli zgodny z zasadami… Nie sposób w tym miejscu nie odwołać się do Immanuela Kanta i sformułowanego przez niego imperatywu obowiązku. Zgodnie z nim, moralne jest to, co jest czynione z obowiązku, to zaś, co się robi z własnej ochoty, jest albo obojętne albo naganne. Zastanówmy się, jaki obowiązek banku uznać należy za nadrzędny. Poza spełnieniem obowiązków wynikających z porządku prawnego, najistotniejszy jest, mający swoje źródło w standardach nadzoru korporacyjnego, obowiązek staranności. Definiowany jest on zwykle jako czujność wobec potencjalnie ważnych problemów. Cóż, poziom czujności jest wprawdzie niemożliwy do obiektywnej weryfikacji, tym niemniej intuicyjna ocena skłania raczej do osądu, iż obowiązek ten nie został należycie przez banki wypełniony.

Moralny czyli kierujący się dobrymi intencjami… Zaskakujące, jak często ludzie oceniają nie konsekwencje a intencje właśnie. Wyobraźmy sobie sytuację, w której rząd udziela wsparcia finansowego dla banków, które ucierpiały na skutek katastrofy ekologicznej. Czy wówczas głosy sprzeciwu byłyby równie donośne? Zasadniczo hazard moralny odnosi się tylko do intencyjnych zachowań, w ramach których należałoby znów dokonać rozróżnienia na te ukierunkowane na poprawę dobrobytu i te z góry nastawione na malwersacje i oszustwa. W takim rozumieniu moralności banki, które nie oszukiwały w swoich sprawozdaniach finansowych i nie zaniżały świadomie wskaźników ryzyka, uznać trzeba za postępujące moralnie.

Moralny czyli warty powtórzenia… Konia z rzędem temu, kto potrafi wskazać, które elementy polityki banków i rządów godne są powtórzenia. Dzisiaj, w kilka lat po kryzysie, wciąż brak jest jednoznacznego stanowiska w kwestii słuszności rządowych zastrzyków płynnościowych, a stopy procentowe znów są niebezpiecznie niskie i zachęcają banki do nadpodaży kredytu… Eugene Dupreel w Traktacie o moralności pisze, że czynności pożądane, godne pochwały i powtórzenia, bywają dwojakiego rodzaju9. Pierwsze, oprócz wartości, za którą je chwalimy, są pożyteczne dla sprawcy, drugie – przeciwnie – są dla działającego szkodliwe lub przykre. Dupreel zauważa, że nie trzeba chwalić czynów pierwszego rodzaju, gdyż sprawca nie wyróżnia się w tym przypadku specjalnymi zasługami. Dopiero te drugie czyny, podkreśla autor, zaskarbiają dla sprawcy zasługę moralną. "Moralnie dobre są czyny, które – pozostając w zgodzie z określonym przepisem – wymagają ze strony sprawcy pewnej przynajmniej gotowości do ofiary."10 Chyba można potwierdzić, że strona rządowa wykazała tę gotowość, chyba nawet poniosła niemałą ofiarę, natomiast banki…? Głośne afery ze zwracaniem środków pomocowych, po to tylko, aby mieć zielone światło do wypłacania horrendalnych premii dla menedżerów są dowodem na to, że ze strony banków gotowości do poniesienia ofiary raczej niebyło.

Moralny czyli sprawiedliwy… Jeśli tak, to zastanówmy się najpierw, czym jest zasada sprawiedliwości. "Nikomu nie należy się nic z tego tylko tytułu, że to właśnie on, a nie kto inny" – brzmi jedna z definicji11. "W wypadkach identycznych należy postępować tak samo" – mówi druga12. Jednak i ta, wydawać by się mogło prosta, reguła budzić może szereg wątpliwości. Podstawową jest doprecyzowanie, czy sprawiedliwie to "każdemu po równo" czy "każdemu według potrzeb". Jeśli według potrzeb, co byłoby chyba bardziej uzasadnione, to ktoś powinien te potrzeby oszacować. Przyjmujący czy rozdzielający? Przenosząc teraz nasze rozważania na grunt sektora bankowego – jak się ma owa zasada to faktu odmowy pomocy rządowej dla banku Lehman Brothers, a następnie dokapitalizowania innych podmiotów zagrożonych brakiem płynności? Jedynym usprawiedliwieniem może być zaliczenie Lehman Brothers do innej kategorii zasadniczej, co tłumaczyłoby postawę rządu odmienną niż w przypadku pozostałych, uratowanych instytucji. A może w tym przypadku jednak nie można mówić o sprawiedliwości..?

Wnioski

Wiem, że nic nie wiem… chciałoby się powtórzyć za Sokratesem. Próba usystematyzowania rozważań nad hazardem moralnym wskazuje, jak bardzo złożony jest to problem. Jasne jest w zasadzie jedynie pochodzenie terminu, reszta to bezdroża dylematów i subiektywnych osądów. Jednak chyba mniejszą wartość miałyby te rozważania, gdyby nie padło na koniec kilka rozstrzygających zdań autora.

Czy hazard moralny jest zawsze niemoralny? Nie, nie zawsze, a nawet rzadziej niż się go o to posądza. Uzasadniając tę, być może kontrowersyjną, tezę, wygodnie będzie posłużyć się polskim synonimem tego terminu. Pokusa nadużycia – czy sama w sobie może być niemoralna? Czyż nawet uznani za świętych nie bywają kuszeni? Za niemoralne uznać można zapewne jej uleganie, ale tutaj trzeba by jasno określić, czym w tym przypadku jest owo nadużycie. Jest nim bez wątpienia manipulowanie danymi finansowymi w celu uzyskania jak najlepszego ratingu. Jest nim również ukrywanie rzeczywistego poziomu ryzyka związanego ze sprzedawanymi instrumentami pochodnymi. Jest nim i zapewne dezinformacja i brak transparentności podejmowanych operacji. To ewidentne nadużycia, zaliczane w poczet przestępstw gospodarczych, nad moralnością których nie trzeba debatować. Co jednak z tym, wyświechtanym już dzisiaj sloganem, jakim była "nadmierna ekspansja na ryzyko"? Co z milionami kredytów hipotecznych, których nie należało udzielić? Co z instrumentami pochodnymi skomplikowanymi do tego stopnia, że nikt już nie wiedział, na czym bazują i ile są warte? Co z opiewającymi na miliardy dolarów transakcjami typu swap czy kontraktami forward i futures, które uznać należałoby częściej za grę na chybił-trafił a nie realizowanie strategii banku? Czy jeżeli wszystko to odbywało się w majestacie prawa, przy ogólnej aprobacie i euforii kredytobiorców i inwestorów, to uznać to należy za niemoralne? W jednym chyba tylko przypadku – jeżeli władze banku przypuszczały, czym to szaleństwo może się skończyć. Sądząc jednak po ogromnej panice, zaskoczeniu i gigantycznych pakietach akcji własnych banków, z którymi obudzili się dyrektorzy w 2008 roku, nie przyszło im to wcześniej do głowy.

A władze państwowe? Cóż, tu sprawa jest prostsza. Powinny z całą mocą zapobiec druzgocącemu efektowi domina i powstrzymać lawinę zjawisk kryzysowych. Dopóki ktoś nie zaproponuje lepszej metody niż pakiety płynnościowe, nie mają innego wyjścia. To zresztą wcale nie jest tak, że banki dostały w prezencie dodatkowy kapitał, pomoc rządowa polegała zwykle na odkupywaniu mniej płynnych aktywów lub udzielaniu długoterminowych pożyczek, przy wymogu spełnienia określonych warunków w zakresie zaostrzenia polityki ostrożnościowej. Powtórzmy jednak – wspieranie banków to nie wspieranie ich dyrektorów czy menadżerów. Ci powinni ponieść konsekwencje swojej niekompetencji. W przypadku każdego z ratowanych podmiotów można takowej dowieść, skoro nie potrafili przewidzieć katastrofalnych skutków narastania bańki na rynku nieruchomości.

"Nie ma żadnych zjawisk moralnych – istnieje tylko moralna interpretacja zjawisk" – nie można by chyba lepiej niż tą myślą Fryderyka Nietzschego podsumować rozważań nad pokusą nadużycia. Również moralność hazardu moralnego jest kwestią interpretacji, emocji i światopoglądu oceniającego. Tu nie ma jedynej słusznej opinii i nie należy za taką uznawać opinii publicznej. Łatwo feruje się wyroki post factum, nie pamiętając wcześniejszego zbiorowego entuzjazmu na fali koniunktury. A może to my wszyscy – oczekujący wiecznej hossy – jesteśmy po trosze niemoralni…?

Emilia Klepczarek

Przypisy:

1) W. Witwicki, Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1957, s.20

2) A. E. Dembe, L. I. Boden, Moral Hazard: A Question of Morality?, "New Solutions", Vol. 10(3), 2000, s. 259

3) I. M. Rubinow, Social Insurance With Special Reference to American Conditions, 1913, s. 496

4) B. Hale, What's so Moral About the Moral Hazard?, "Public Affairs Quarterly", Volume 2, Number 1, January 2009, s.10

5) Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (przyjęta i proklamowana rezolucja Zgromadzenia Ogólnego ONZ 217 A (III) w dniu 10 grudnia 1948 r.)

6) J. Prinz, Morality is a Culturally Conditioned Response, “Philosophy Now”, Vol. 82, Jan/Feb 2011, s.6-9

7) Cyt. za J. Woleński, Epistemologia. Poznanie, prawda, wiedza, realizm, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005, s.104, podaję za: K. Niebrój, Subiektywne – intersubiektywne – obiektywne w ujęciu Gottloba Fregiego, „Analiza i Egzystencja” 17 (2012), s.56

8) R. Claassen, Financial Crisis and the Ethics of Moral Hazard, To be published in: "Social Theory and Practice", vol. 41, no. 3, 2015

9) E. Dupreel, Traktat o moralności, przeł. Zygmunt Glinka, PWN, Warszawa 1969, s. 51

10) Ibidem, s. 52

11) K. Ajdukiewicz, O sprawiedliwości, Odczyt wygłoszony we Lwowie w 1939 r., (przedruk w:) Język i poznanie, t. I, Warszawa 1960, s. 372

12) L. Chwistek, Rola zasady konsekwencji w zagadnieniu sprawiedliwości społecznej, Księga pamiątkowa zjazdu, "Przegląd Filozoficzny", Kraków 1936, s. 331

 

Bibliografia:

1) Ajdukiewicz K., O sprawiedliwości, odczyt wygłoszony we Lwowie w 1939 r. (przedruk w:) Język i poznanie, t. I, Warszawa 1960

2) Chwistek L., Rola zasady konsekwencji w zagadnieniu sprawiedliwości społecznej, Księga pamiątkowa zjazdu, "Przegląd Filozoficzny", Kraków 1936

3) Claassen R., Financial Crisis and the Ethics of Moral Hazard, To be published in: "Social Theory and Practice", vol. 41, no. 3, 2015

4) Dembe A. E., Boden L. I., Moral Hazard: A Question of Morality?, "New Solutions", Vol. 10(3), 2000

5) Dupreel E., Traktat o moralności, przeł. Zygmunt Glinka, PWN, Warszawa 1969Rubinow I. M., Social Insurance With Special Reference to American Conditions, 1913

6) Hale B., What's so Moral About the Moral Hazard?, "Public Affairs Quarterly", Volume 2, Number 1, January 2009

7) Niebrój K., Subiektywne – intersubiektywne – obiektywne w ujęciu Gottloba Fregiego, „Analiza i Egzystencja” 17 (2012)

8Powszechna Deklaracja Praw Człowieka (ONZ 217 A (III) w dniu 10 grudnia 1948 r.)

9) Prinz J., Morality is a Culturally Conditioned Response, “Philosophy Now”, Vol. 82, Jan/Feb 2011

10) Rubinow I. M., Social Insurance With Special Reference to American Conditions, 1913

11) Witwicki W., Pogadanki obyczajowe, Warszawa 1957

12) Woleński J., Epistemologia. Poznanie, prawda, wiedza, realizm, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2005

Udostępnij artykuł: