Czy jest coś w stanie zatrzymać dolara?

Komentarze ekspertów

  Wtorkowa sesja przyniosła dalsze spadki rentowności w strefie euro, a ich skala była porównywalna do tych z poniedziałkowej sesji. W efekcie notowania 10-letnich obligacji niemieckich obniżyły się do poziomu 0,25%, co oznacza spadek aż o 15 pb od początku tygodnia. Przy braku istotniejszych publikacji danych makroekonomicznych doszło również do silnego spadku rentowności obligacji amerykańskich, co naszym zdaniem częściowo można traktować jako odreagowanie po piątkowej gwałtownej przecenie, a częściowo jako reakcję na działania EBC.

Co ciekawe jednak w Polsce rentowności obligacji skarbowych nie tylko nie spadały, ale nawet wręcz lekko rosły. Jednym z czynników, który mógł osłabiać krajowy rynek była aukcja obligacji skarbowych, którą Ministerstwo Finansów zorganizuje w najbliższy czwartek. Początkowo MF miało zaoferować papiery za 3-6 mld PLN. Zgodnie z wtorkowym komunikatem wartość oferty została obniżona do 3-4 mld PLN (WZ0124, DS0725 i WS0428). Spodziewamy się, że po czwartkowej aukcji na rynku możliwy będzie wyraźniejszy wzrost cen papierów, wzmacniany nie tylko przez EBC, ale również przez publikację danych nt. lutowej inflacji (spodziewamy się deflacji na poziomie minus 1,4% r/r).

W ostatnich dniach agencje informacyjne publikują wywiady z przedstawicielami RPP, którzy sygnalizują, że uważnie patrzą na efekty programu realizowanego przez EBC. We wtorek A. Zielińska-Głębocka (RPP) powiedziała dla Reutera, że „za mocną tezą jest stwierdzenie, że Rada Polityki Pieniężnej nie zmieni już obecnego poziomu stóp do końca swej kadencji”, dodając jednocześnie, że przestrzeń do obniżek obecnie się wyczerpała. W podobnym tonie w poniedziałek wypowiadał się również A. Glapiński (RPP), który stwierdził, że do przełomu 2015 i 2016 roku, nie należy się spodziewać zmiany stóp procentowych, choć nadzwyczajne okoliczności tego całkowicie nie wykluczają. Oznacza to, że notowania na krótkim końcu krzywej dochodowości w dużej mierze będą uzależnione od dalszych zmian na rynku walutowym, a także od tego, czy do Polski faktycznie zacznie napływać kapitał. Póki co we wtorek doszło do wyraźnego osłabienia złotego (kurs EUR/PLN wzrósł w okolice 4,16 wobec 4,11 w poniedziałek). W tej sytuacji notowania kontraktów FRA utrzymują się w tenorach 2×5 do 9×12 na poziomie 1,60%-1,64%. W najbliższych tygodniach na bazie wspomnianych spekulacji możliwy jest lekki spadek krótkiego końca.

Dolar nadal utrzymuje się na fali wzrostowej pchanej siłą pompowanego balona oczekiwań na rychłą normalizację polityki monetarnej Fed. Kurs EURUSD zszedł już poniżej 1,07 notując tym najniższe poziomy od dwunastu lat. Do dolara osłabia się też japoński jen, któremu ciążą działania na rzecz ożywienia inflacji w Japonii oraz nie najlepsze perspektywy wzrostu głównych światowych gospodarek, za wyjątkiem USA. Ponadto, odnotowany ostatnio blisko pięcioprocentowy spadek cen produkcji w Chinach pociągnął kurs dolara australijskiego do blisko sześcioletniego minimum wobec waluty amerykańskiej. To wszystko sprawia, że „zielony” względem koszyka walut zbliża się już do psychologicznego poziomu 100 dolarów.

Rozpędzonego dolara może być trudno zatrzymać biorąc pod uwagę perspektywę podwyżek stóp Fed i rozpoczęte w poniedziałek ilościowe luzowanie polityki monetarnej EBC. Do tego dochodzi czynnik losowy w postaci nadal ciągnącej się sprawy greckiego zadłużenia.

W przyszłym tygodniu posiedzenie decyzyjne zaplanowane ma amerykańska Rezerwa Federalna. Po ostatnich publikacjach danych z rynku pracy (raport NFP i stopa bezrobocia) na rynku istotnie wzrosły oczekiwania na usunięcie z komunikatu już w marcu frazy mówiącej o „cierpliwym” oczekiwaniu na pierwszą podwyżkę stóp. Coraz częściej do zakończenia polityki taniego dolara nawołują jastrzębi członkowie FOMC. Ostatnio Richard Fischer szef oddziału Fed w Dallas Rezerwa Federalna mówił, by zacząć zaostrzać politykę wcześniej podwyższając koszt pieniądza stopniowo, gdyż będzie to mniej szokowe rozwiązanie niż zwlekanie z decyzją do ostatniej chwili i następnie podejmowanie bardziej agresywnych działań. Przed 18 marca (posiedzenie FOMC) można więc oczekiwać rosnącego zainteresowania dolarem. Oznacza to jednak, że przy rozczarowaniu decyzją euro stanie przed szansą na chwilowe odreagowanie. Trzeba jednak pamiętać, że rezygnacja z „cierpliwości” nie oznacza automatycznej podwyżki. Jak powiedziała prezes Janet Yellen będzie to dopiero krok do rozpoczęcia zastanawiania się nad możliwością normalizacji amerykańskiej polityki monetarnej.

Złoty podczas wtorkowego handlu odreagowywał ostatnie umocnienie. Kurs EURPLN wzrósł ponad opór na poziomie 4,16. Brak nowych impulsów sprawia, że na rynku zaczynają działać sprawdzone mechanizmy: eurodolar w dół, to eurozłoty w górę. Ponadto po dotarciu w okolice wsparcia na 4,10-4,11 również z technicznego punktu widzenia walucie naszej należy się korekta.

Niewykluczone też, że po części do wyprzedaży naszej waluty przyczynił się wczorajszy komentarz członkini RPP Anny Zielińskiej-Głębockiej, w którym m.in. stwierdziła, że zbyt mocną tezą jest stwierdzenie, iż stopy procentowe nie ulegną zmianie do końca kadencji RPP. Choć na obecną chwilę ta członkini RPP nie widzi przestrzeni do dalszej redukcji stóp, to jednak wskazuje, że Rada obserwuje gospodarkę i w razie koniczności będzie reagować. Słowa Głębockiej można odebrać, jako ripostę do poniedziałkowej wypowiedzi Adama Glapińskiego (również członka RPP), w której z kolei przydusił nadzieje na zmiany w poziomie kosztu pieniądza w okresie do stycznia/lutego 2016 roku czyli końca urzędowania obecnej Rady. W ocenie Glapińskiego tylko „nadzwyczajne okoliczności”, takie jak ewentualny zmasowany napływ kapitału po decyzji EBC o uruchomieniu programu luzowania ilościowego, mogłyby wpłynąć na zmianę stanowiska Rady. Jak wskazał, umiarkowany napływ kapitału, oznaczający stopniową aprecjację złotego, nie jest szkodliwy, groźny byłby zaś jego „zmasowany” napływ.

W najbliższych dniach oczekujemy spadku euro do 1,06 USD i nie wykluczamy testu okolic 1,18 na EURPLN, szczególnie gdyby dane sprzedażowe z USS (czwartek) zaskoczyły pozytywnie.

Mirosław Budzicki,
Joanna Bachert,
Biuro Strategii Rynkowych,
PKO Bank Polski

 

Udostępnij artykuł: