Czy państwo powinno bronić polskie firmy przed wykupem przez zagranicznych inwestorów?

Firma

Maciej Witucki
Maciej Witucki Fot. Work Service

Czy polskie firmy osłabione COVID-19 potrzebują obrony ze strony państwa przed przejęciami przez inwestorów spoza Europy? - rozmawiamy o tym z Maciejem Wituckim, prezydentem Konfederacji Lewiatan.

#MaciejWitucki: uważajmy, abyśmy przez koronawirusa nie wpuścili wirusów nacjonalizmu gospodarczego i nie zachwiali mechanizmami wolnego rynku #COVID19 #Koronawirus @LewiatanTweets @Grupa_PFR @GPW_WSExchange

Robert Lidke: Komisarze Unii Europejskiej uważają, że wiele firm w Europie jest zagrożonych przejęciem przez np. Chińczyków czy Amerykanów, ponieważ  wartość rynkowa tych spółek spadła. I dlatego należałoby te europejskie firmy w jakiś sposób chronić przed przejęciem. Czy Pana zdaniem polskie przedsiębiorstwa też są w takiej sytuacji? I też potrzebują ochrony?

Maciej Witucki: Jeśli chodzi o ochronę firm europejskich czy też polskich to generalnie podchodzę to takich przedsięwzięć z dużą rezerwą, ponieważ bardzo łatwo jest od sloganu ochrony przejść do protekcjonizmu, wewnątrz rynku krajowego.

Powinny jednak istnieć mechanizmy dla ochrony naprawdę ultra strategicznych sektorów, w których i tak państwo jest obecne, np. pakiety kontrolne w energetyce. I to jestem w stanie zrozumieć.

Natomiast bardzo bym uważał, bo obrona przed obcym kapitałem kojarzy mi się z protekcjonizmem wewnątrz kraju, czy nawet z koncepcjami ewentualnej renacjonalizacji. I nie jest to zjawisko obecne tylko w Polsce.

Widać to nawet w europejskich tarczach antykryzysowych, że państwa pod przykrywką walki z kryzysem mają tendencję do dawania forów i pomocy własnym firmom. Taka pomoc byłaby niemożliwa jeszcze 2 – 3 miesiące temu.

A dodatkowo, jeśli mówimy o Polsce, to zakładam, że ci „wieczni” Chińczycy, gdyby mieli coś przejmować w Europie, to na pewno spółki z dużą wartością dodaną, spółki technologiczne, z patentami. A takich w Polsce niestety w dużych ilościach jeszcze nie mamy.

Stąd skala zagrożenia na polskim rynku jest dużo mniejsza niż np. na rynku niemieckim, gdzie wiele firm technologicznych od jakiegoś czasu opiera się chińskim inwestorom.

Ale jest jeszcze drugi problem. Otóż dzieli się inwestorów na różne kategorie. Mówi się o tym, że firmy w UE mogliby przejmować inwestorzy z Obszaru Gospodarczego Unii Europejskiej. Czyli nie Chińczycy, nie Rosjanie.

‒ Przede wszystkim, żeby firmy nie miały tendencji do sprzedawania się za małe pieniądze, to trzeba im pomóc. Jeśli państwa europejskie, w tym Polska będą firmom dostatecznie pomagały, jeśli te tarcze, nasze krajowe, niemieckie, francuskie pomogą firmom, to obronią z jednej strony wartość spółek, a z drugiej obronią przekonanie właścicieli tych firm do tego, że będą one po tym kryzysie znowu rosły.

Czyli najlepszą obroną jest podtrzymywanie wartości firm. A nie sztuczne stwierdzenie, że teraz z jednej strony niespecjalnie będziemy wam przedsiębiorcom pomagali, a z drugiej strony zamkniemy wam możliwość sprzedaży waszych firm.

Ale jest jeszcze jeden element, który jest dla mnie krytyczny. Otóż bardzo bym nie chciał, żebyśmy byli takimi rozporządzeniami „broniącymi przedsiębiorców” zaskakiwani. Ponieważ wiemy, że urzędnicy na całym świecie, a w Polsce w szczególności, mają tendencje do znajdywania genialnych rozwiązań dla nas, bez nas.

Dlatego nie chciałbym, żebyśmy tak jak w przypadku kilku ostatnich „tarczy” dowiadywali się np. w niedzielę o godz. 21 z przecieku o tym, co pojawi się w przepisach prawa w poniedziałek czy we wtorek po południu.

Bo wtedy możemy się dowiedzieć, że np. ktoś z rozpędu wpisał na listę spółek strategicznych, spółki których właścicielom zamknie się możliwość wykorzystywania własnych aktywów. A to będą biznesy, które ze strategią obrony państwa, jego bezpieczeństwa nie mają nic wspólnego.

Jednak pandemia koronawirusa może zmienić nasze podejście do tego, które spółki  są strategiczne, a które nie. Państwo chroni spółki sektora energetycznego, ale czy nie należałoby rozszerzyć listy  firm chronionych np. o spółki z branży farmaceutycznej,  o firmy produkujące specyficzny sprzęt medyczny?

‒ Pytanie tylko, co rozumiemy przez słowo „chronić”. Bo jeśli przez ochronę rozumiemy ochronę przed przejęciem przez kapitał jednego kraju m.in. z Chin czy z Rosji, to rozumiem, że państwo może wtedy powiedzieć, że potrzebujemy na miejscu np. zbudowania fabryki produkującej substancje czynne bez których nie można produkować innych złożonych leków. Ta produkcja z jakiś powodów rozwijała się w Chinach, a zniknęła z Polski i z innych państw Zachodu.

Produkcja substancji czynnych została przeniesiona do Chin, bo tam była tańsza produkcja. I teraz okazuje się, że państwa, które tego podstawowego czynnika nie mają, nie produkują, są uzależnione od innego państwa, od firm zewnętrznych. Wydaje mi się, że  w tej kwestii należałoby jednak pilnować, żeby  w Polsce tego rodzaju produkcja była prowadzona.

‒ Oczywiście tak, i to jest jasne. I wiedzieliśmy to nawet przed kryzysem COVID-19, już przy ubiegłorocznym kryzysie lekowym. Wspieranie, inwestowanie, wspomaganie takich firm poprzez finansowanie, gwarancje jest właściwe, bo takie działanie jest najbliżej mechanizmów rynkowych.

Czyli raczej wspieranie rozwoju i bardzo krótka lista zakazów. Choć oczywiście ktoś może też kupić dany rynek po to, aby go w Polsce nie rozwijać, a nawet zlikwidować.

Ja jednak jestem za bodźcami pozytywnymi. Nie wierzę w to, że państwo jako omnipotentny właściciel aktywów gospodarczych to jest najlepsze rozwiązanie.

Nie po to przez trzydzieści lat pozbywaliśmy się naleciałości gospodarki centralnie sterowanej żebyśmy teraz wskutek COVIDU zdecydowali się na rozwiązania, które będą antyrynkowe, i anty innowacyjne.

Bo jeśli popatrzymy na największe gospodarki – choć i Niemcy mają swoje państwowe firmy, i Francuzi też je mają – to czy są to najbardziej innowacyjne firmy na świecie?

Te firmy, które mają kapitał prywatny, są ewentualnie wspomagane przez państwowe programy, radzą sobie najlepiej.

Dlatego uważałbym na to, abyśmy przez koronawirusa nie wpuścili wirusów nacjonalizmu gospodarczego i  nie zachwiali mechanizmami wolnego rynku.

Boję się, że tarcze antykryzysowe w różnych krajach też służą do tego, aby poszczególne państwa Europy ustawiły sobie lepsze punkty startowe, rozbieżne z ideą otwartego, wolnego europejskiego rynku, na czas po kryzysie.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: