Czy Polacy powinni zarabiać mniej od Niemców? – włoska lekcja

Gospodarka

Wenecja
Fot. Robert Lidke/aleBank.pl

Profesor Tito Boeri, prezes Włoskiej Agencji Ubezpieczeń Społecznych (odpowiednik ZUS) opublikował na portalu Politico ekonomiczną analizę przyczyn kryzysu politycznego po ostatnich wyborach w Italii.

#WitoldGadomski: Jeżeli byśmy powtórzyli błąd Włochów, na przykład uznając, że należą się nam wynagrodzenia takie jak w Niemczech, skoro jesteśmy wspólnie w Unii Europejskiej, znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji, w jakiej dziś są mieszkańcy Sycylii. #Wzrostpłac #Włochy

Wydajność niższa o 30 procent, a płace niższe tylko o 5 procent

Włoski but jest podzielony na część południową i północną i ten podział, mający źródła w wielowiekowej historii,  pogłębia się, mimo że kraj jest zjednoczony od 150 lat. Różnice w  wydajności pracy między firmą działającą w Lombardii, a firmą na Sycylii wynoszą  ok. 30 %. To może być ta sama firma, mająca zakłady na północy i na południu.

Gdyby funkcjonowały rynkowe zasady ekonomiczne, powinny istnieć również 30-procentowe różnice wynagrodzeń. Wówczas jednostkowe koszty pracy byłyby w przybliżeniu równe. Przedsiębiorcy mieliby możliwość wyboru – inwestować na południu, gdzie pracownicy są mniej wydajni, ale płaci im się za to mniej, czy na północy, gdzie sytuacja jest odwrotna.

Ale różnice w wynagrodzeniach wynoszą tylko 5 %, co wynika nie z ekonomii, a z polityki. Decydują bowiem układy zbiorowe zawierane pod naciskiem silnych związków zawodowych.

W Polsce wzrost płac nie wyprzedzał wzrostu wydajności pracy

Jeśli  Włosi zgodziliby się na decentralizację wynagrodzeń, jak miało to miejsce w Niemczech po zjednoczeniu, zmniejszyłaby się  nierównowaga i obniżyło ubóstwo związane z bezrobociem na południu.

Co więcej, mogłyby wzrosnąć płace w wydajnej Lombardii, które dziś są zaniżone przez te same układy zbiorowe, które nie dopuszczają do zróżnicowania.Na południe Włoch powędrowałby strumień inwestycji, powstałyby miejsca pracy, a mieszkańcy Sycylii czy Kalabrii mieliby motywację do podnoszenia kwalifikacji i wydajności.

Zapoczątkowałoby to proces, jaki zachodził w Niemczech i jaki zachodzi w Polsce – nasze płace są niższe niż u zachodnich sąsiadów, ale rosną szybciej, podobnie jak wydajność. Czyli – po dywergencji, zaczęłaby się stopniowa konwergencja.

Tymczasem utrzymywanie jednakowych płac przy dużej różnicy wydajności prowadzi do petryfikacji biedy i napięć społecznych – wysokiego bezrobocia na południu, życia z zasiłków społecznych, i niezadowolenia mieszkańców północy z tego, że to oni utrzymują zbyt hojny system socjalny.

Warto się uczyć na błędach, zwłaszcza nie swoich. Relatywnie wysoką dynamikę gospodarczą ostatnich 25 lat zawdzięczamy między innymi temu, że wynagrodzenia podążały za wzrostem wydajności, ale jej nie wyprzedzały. W efekcie jednostkowe koszty pracy były konkurencyjne i pobudzały inwestycje krajowe i zagraniczne. Jeżeli byśmy powtórzyli błąd Włochów, na przykład uznając, że należą się nam wynagrodzenia takie jak w Niemczech, skoro jesteśmy wspólnie w Unii Europejskiej, znaleźlibyśmy się w takiej sytuacji, w jakiej dziś są mieszkańcy Sycylii.

 

Udostępnij artykuł: