Czy zapaść demograficzna i zmiany na rynku pracy uderzą w rynek mieszkaniowy?

Inwestycje / Multimedia / Nieruchomości

Jak demografia i pandemia mogą wpłynąć na rynek mieszkaniowy? To pytanie powinny sobie stawiać wszystkie te osoby, które szukając w tej chwili atrakcyjnych możliwości zachowania, a nawet pomnożenia swojego kapitału w czasach niemal zerowych stóp procentowych decydują się na inwestowanie na rynku mieszkaniowym. Warto sprawdzić czynniki, które mogą wpływać na ceny nieruchomości w dłuższej perspektywie czasowej.

Przemysław Śleszyński, PAN
Źródło: aleBank.pl

Jak demografia i pandemia mogą wpłynąć na rynek mieszkaniowy? To pytanie powinny sobie stawiać wszystkie te osoby, które szukając w tej chwili atrakcyjnych możliwości zachowania, a nawet pomnożenia swojego kapitału w czasach niemal zerowych stóp procentowych decydują się na inwestowanie na rynku mieszkaniowym. Warto sprawdzić czynniki, które mogą wpływać na ceny nieruchomości w dłuższej perspektywie czasowej.

Dr hab. Przemysław Śleszyński z Zakładu Geografii Miast i Ludności, Zespołu Systemów Informacji Geograficznej i Kartografii, i Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN w swojej prezentacji podczas tegorocznego XVII Kongresu Finansowania Nieruchomości Mieszkaniowych wskazywał nie nieuchronność silnej depopulacji w naszym kraju.

Perspektywy rynku mieszkaniowego rysują się raczej w ciepłych barwach, pomimo spadku liczby mieszkańców

Jednak w jego opinii fakt, że będzie nas mniej wcale nie oznacza, że popyt na mieszkania spadnie.

- To nie jest tak, że liczba mieszkań zależy od liczby ludności. Ważnym czynnikiem są kwestie związane ze stanem mieszkań – mówił.

Przypomniał, że 30 lat temu Polska wchodziła w okres transformacji jako jeden z najbardziej zapóźnionych krajów w Europie, jeśli chodzi o warunki mieszkaniowe.

- Myślę, że perspektywy rynku mieszkaniowego rysują się raczej w ciepłych barwach, pomimo spadku liczby mieszkańców – zauważył.

Polska się wyludnia, ale nie wszędzie

Jednak, jak przyznał, zmiany na rynku mieszkaniowym nie będą jednorodne.

Mamy w Polsce proces polegający na tym, że wzmacniane są największe aglomeracje, a wyludniane są pewne rejony peryferyjne. Zwłaszcza obrzeża, te które są nie tylko w Polsce wschodniej, ale i zachodniej, m.in. Śląsk Opolski.

Co jest bardzo ważne, miasta będą się wyludniały, a tylko w kilku można się spodziewać wzrostu ludności – przestrzegał prof. Przemysław Śleszyński.

Istotne zmiany na rynku pracy

Zmiany demograficzne znacząco wpływają na rynek pracy, a ten oddziałuje na rynek mieszkaniowy – takie wnioski płyną z dalszej części prezentacji.

Prof. Śleszyński wskazywał, że luka podażowa na rynku pracy może wynieść ok. 2 mln osób w roku 2050, a nawet blisko 7 mln osób.

- Co to dla Polski oznacza? To znaczy, że zakłady pracy będą konkurowały o pracownika, co już się dzieje. I ta duża fala imigrantów zagranicznych, zwłaszcza z Ukrainy, częściowo z Białorusi, która przed pandemią była szacowana od 1 do 2 mln, to jest właśnie zasypywanie luki podażowej, która się ujawniła na rynku pracy - mówił prelegent podczas Kongresu Finansowania Nieruchomości Mieszkaniowych.

Nie trzeba przenosić się do Warszawy czy do Krakowa, bo można pracować zdalnie

Kolejnym zjawiskiem w Polsce jest trend, który trwa już od kilku lat nie tylko w naszym kraju. Chodzi o przenoszenie się ludzie, nawet z największych miast na ich obrzeża. To zjawisko nasiliło się szczególnie w okresie pandemii.

-Wzrasta chęć do mieszkania w domach jednorodzinnych, gdzieś na obrzeżach, z daleka od gęstych skupisk ludności – zauważył Przemysław Śleszyński, i dodał:

-Myślę, że ten trend się utrzyma, i że zasięg np. Warszawy, kiedy ludzie kupują domy, będzie coraz większy. Oczywiście to jest związane z pracą zdalną. Nie trzeba będzie przenosić się do Warszawy czy do Krakowa, bo będzie można pracować zdalnie.

Upadek średnich miast?

W opinii eksperta PAN ważne jest aby te strumienie ludzi chętnych do zmiany miejsca zamieszkania nie kierowały się wyłącznie do  „piątki” największych miast w Polsce (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Wrocław), ale zasiliły też mniejsze miasta, które nie są tak bardzo zaludnione i zagęszczone, a ryzyko epidemiczne nie jest tak wysokie, jak w dużych aglomeracjach.

Zdaniem prof. Przemysława Śleszyńskiego średnie miasta są szczególnie zagrożone   z powodów demograficznych oraz zmian na rynku pracy. Rozwój pracy zdalnej mógłby zatrzymać upadek małych i średnich miast. 

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: