Dalej do podwyżki stóp w USA

Komentarze ekspertów

Publikacje z USA przybliżają scenariusz podwyżki stóp Fed dyskontowany przez rynek, czyli dopiero w 2016 r. Dynamika ożywienia słabnie i taka tendencja będzie się utrzymywać. Dolar traci w reakcji na nowy impuls, tylko nie wiadomo, jak długo mocniejsze euro tolerował będzie EBC.  Dziś ultra ważne w kontekście polityki pieniężnej dane o inflacji CPI z USA.

Rynek ma zawsze rację, a większość publikowanych danych z gospodarki jest w dużym stopniu uwzględniona w cenach aktywów. Taki wniosek nasuwa się, jeśli ktoś zastanawia się, skąd tak duża dysproporcja w oczekiwaniach dotyczących terminu podwyżki stóp procentowych w USA między  ekonomistami i członkami Federalnymi Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), a tym co wycenia rynek. Wczorajsze publikacje danych z amerykańskiej gospodarki (o sprzedaży detalicznej i inflacji PPI) zdecydowanie przybliżają scenariusz zdyskontowany wcześniej przez inwestorów. Perspektywa wzrostu oprocentowania w tym roku jest coraz bardziej mglista. Rynek obniżył prawdopodobieństwo podwyżki stopy funduszy federalnych do 0,5 proc. do zaledwie 27 proc. z blisko 40 proc. przed odczytami. W marcu jest szacowane na niecałe 50 proc.! (wcześniej blisko 60 proc.).

Wszystko wskazuje na to, że kolejne doniesienia z zakresu aktywności największej gospodarki świata będą jeszcze bardziej obierać stronę rynku w temacie podwyżek. Czas będzie grał na niekorzyść “jastrzębi” w FOMC. Koniunktura w USA słabnie. W horyzoncie najbliższych kilku miesięcy nie należy spodziewać się nie tylko przyspieszenia aktywności, ale nawet utrzymania dotychczasowej dynamiki ożywienia. Odczyty będą zawodzić oczekiwania, co może, choć nie musi, zmienić oceny poszczególnych członków Fed w temacie najlepszego terminu na rozpoczęcia normalizacji polityki monetarnej. Siła argumentów na rzecz zainicjowania wzrostu stóp w tym roku osłabnie.

Co pokazały rządowe dane? Sprzedaż detaliczna we wrześniu wzrosła zaledwie o 0,1 proc. m/m wobec zrewidowanych na niekorzyść danych z sierpień (do 0,0 proc. z 0,2 proc.). Z wyłączeniem sprzedaży aut obniżyła się o 0,3 proc., a dodatkowo bez paliw nie uległa zmianie. Ponadto, dynamika deflacji po stronie producentów przybrała u ubiegłym miesiącu na sile (-1,1 proc. r/r), co wskazuje na całkowity brak presji na wzrost cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Publikacja CPI z USA za wrzesień dziś o 14.30. Konsensus zakłada spadek wskaźnika cen z 0,2 do -0,1 proc. r/r. W przypadku indeksu z wyłączeniem wrażliwych na wahania kategorii (żywność, paliwa) wzrost cen w minimalnej skali w porównaniu do sierpnia i stabilizację na poziomie 1,8 proc. r/r. Tymczasem w większości dużych gospodarek, w których opublikowano już podobne dane (strefa euro, Chiny, Wielka Brytania) odnotowano spadek inflacji mocniejszy, niż szacowano. Istnieje zagrożenie, że w przypadku USA będzie podobnie. Jeśli tak się rzeczywiście stanie (deflacja głębsza niż 0,1 proc. r/r), Fed nie będzie miał podstaw, by spieszyć się z podwyżką oprocentowania. Wówczas, podczas głosowań dominujący tandem Yellen-Fischer weźmie stronę “gołębi”. Pytanie tylko czy za dwa miesiące dyskusja w gronie FOMC będzie rzeczywiście tak burzliwa, jak się można spodziewać. Do tego czasu napływające dane mogą mocno zmienić perspektywy koniunktury za oceanem.

EURPLN: Złoty stabilny do euro, wyraźnie mocniejszy do dolara. Obraz rynku pozostaje łagodnie pro-spadkowy. Nadal spodziewamy się, że kurs spróbuje przed końcem tygodnia dotrzeć w rejon psychologicznej bariery 4,20. Pozostajemy pozytywnie nastawieni do polskiej waluty, choć mamy świadomość, że czekające nas wybory i związane z nimi ryzyko polityczne może przeszkadzać w ujawnieniu się potencjału złotego. Zakładamy pozytywny scenariusz braku szerszych reperkusji po wyborach i szybkie wyłonienie rządu. IV kw. upłynie pod dyktando kupujących polską walutę.

EURUSD: Publikacja słabych danych o sprzedaży i inflacji PPI wywołała silną, negatywną reakcję na dolarze. Kurs przełamał linię wrześniowych maksimów (1,1460) i zbliżył się do bariery 1,15. Wzrosty mają szansę być kontynuowane. Kluczowe pytanie, to jak długo i w jakiej skali aprecjację euro akceptował będzie Europejski Bank Centralny. Na nastawienie inwestorów do dolara i stan koniunktury w USA wpływu nie ma, lecz może pokusić się o słowne interwencje zmniejszające atrakcyjność inwestowania we własną walutę, np. poprzez przybliżenie wizji rozszerzenia programu skupu obligacji poza wrzesień 2016 r. Inny dylemat to czy rynek nie uwzględnił już w cenach dłuższego trwania QE i niespecjalnie przejmie się tymi deklaracjami.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: