Dane ponownie budzą obawy o wzrost w Europie

Komentarze ekspertów

Opublikowane dziś wstępne odczyty indeksów PMI dla Francji, Niemiec i strefy euro ponownie budzą obawy o sytuację w europejskiej gospodarce. Strach ten przekłada się na osłabienie wspólnej waluty i spadki na giełdach w Europie.

Publikacja wstępnych odczytów indeksów PMI każdego miesiąca jest z uwagą obserwowana przez inwestorów. To najbardziej aktualne dane, które pozwalają prognozować, jak będzie kształtowała się koniunktura w danej gospodarce. Nie inaczej było też dziś. Tyle tylko, że wnioski te są pesymistyczne, co przekłada się na wzrost awersji do ryzyka.

Pierwszym dzisiejszym rozczarowaniem były opublikowane jeszcze w nocy przemysłowe indeksy PMI dla Chin i Japonii. W listopadzie oba spadły, co było wynikiem poniżej prognoz. Jakkolwiek jednak chiński dane informowały, że tamtejszy przemysł znalazł się na skraju recesji, to nocne raporty zbyt mocno nie wystraszyły inwestorów. Strach pojawił się dopiero po publikacjach z Europy.

W listopadzie indeks PMI dla przemysłu we Francji nieoczekiwanie spadł do 47,6 pkt. z poziomu 48,5 pkt. Negatywną wymowę tego spadku dodatkowo pogłębia fakt, że dane były gorsze od prognoz (48,8 pkt.). Nie łagodzi jej natomiast wzrost podobnego wskaźnika dla usług do 48,8 pkt. z 48,3 pkt., przy prognozie na poziomie 48,5 pkt.

Największym rozczarowaniem okazały się jednak niemieckie dane. Opublikowany w tym tygodniu indeks ZEW dawał nadzieję, że słabszy okres tamtejsza gospodarka ma już za sobą i zacznie powoli wychodzić na prostą. Niestety, póki co okazuje się to być tylko mrzonką. Tak przynajmniej sugerują dzisiejsze dane. Indeks PMI dla przemysłu w Niemczech nieoczekiwanie zanurkował z 51,4 pkt. do 50 pkt., czyli do poziomu oddzielającego boom od recesji. Był to też odczyt znacznie poniżej prognoz. Oczekiwano wzrostu do 51,5 pkt. Równie mocno negatywnie zaskoczył usługowy PMI, spadając w listopadzie do 52,1 pkt. z 54,4 pkt. miesiąc wcześniej, podczas gdy prognozowano jego wzrost do 54,5 pkt.

Indeksy PMI dla strefy euro (50,4 pkt. – przemysł; 51,3 pkt. – usługi) w zasadzie potwierdziły wcześniejsze wskazania dla Francji i Niemiec, stawiając tylko przysłowiową kropkę nad i.

Rynki mogą czuć się rozczarowane opublikowanymi raportami. Dodając do tego wczorajszą realizację zysków na Wall Street oraz dzisiejszą przewagę zniżkujących giełd w Azji nie dziwi, że europejskie giełdy tracą na wartości. W tym gronie jest też warszawska giełda. Indeks WIG20 po dwóch i pół godzinach handlu tracił prawie 0,9%, testując poziom 2400 pkt.

Dziś wyprzedawane jest też euro. Kurs EUR/USD spadł do 1,2504 z dziennego maksimum na 1,2575 i wobec 1,2553 wczoraj na koniec dnia. To może być dopiero początek zniżki tej pary, a jednocześnie koniec zapoczątkowanej 7 listopada wzrostowej korekty. Kurs odbił się bowiem od strefy oporu 1,2570-1,2613, jaką tworzy górne ograniczenie dwutygodniowego kanału wzrostowego, ponad czteromiesięczna linia bessy oraz lokalne dołki z drugiej i trzeciej dekady października. Pierwszym celem dla podaży, a więc i pierwszą linią obrony dla popytu, jest strefa wsparcia 1,2430-1,2440. Jej przełamanie otworzy drogę do minimum z tego miesiąca, czyli poziomu 1,2358.

Ten prawdopodobny na gruncie analizy technicznej ruch EUR/USD w dół mogą przyspieszyć publikowane dziś po południu dane z USA. Wówczas inwestorzy poznają tygodniowe dane o zasiłkach (prognoza: 285 tys.), październikowy raport o inflacji CPI (prognoza: 1,6% R/R), sprzedaży domów na rynku wtórnym (prognoza: 5,16 mln) i indeks LEI (prognoza: 0,6%), a także listopadowe indeksy PMI dla przemysłu (prognoza: 56,3 pkt.) i Fed z Filadelfii (prognoza: 18,5 pkt.).

Marcin Kiepas,
Admiral Markets

Udostępnij artykuł: