Deflacja coraz słabsza

Komentarze ekspertów

Wszystko wskazuje na to, że największe nasilenie spadkowej tendencji cen towarów i usług konsumpcyjnych mamy już za sobą. Według najnowszych danych, ich wskaźnik spadł w kwietniu o 1,1 proc., a więc wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej, czy niż w lutym, gdy ceny zmniejszyły się o 1,6 proc. Ekonomiści prognozują, że niższymi cenami będziemy cieszyć się tylko do końca roku.

Do kwietniowej deflacji, sięgającej 1,1 proc., podobnie jak wcześniej, najbardziej przyczynił się spadek cen paliwa do prywatnych środków transportu. Były one niższe niż w kwietniu ubiegłego roku o 13 proc. W kwietniu zaczęły iść w górę notowania ropy naftowej na giełdach. O ile jeszcze na początku miesiąca sięgały one niewiele ponad 55 dolarów za baryłkę, to w kolejnych tygodniach podskoczyły o około 10 dolarów. To wciąż niewiele, w porównaniu do około 110 dolarów, notowanych w kwietniu 2014 r., ale surowiec już nie jest tak tani, jak na początku roku. Ceny ropy zaczęły się obniżać w lipcu ubiegłego roku, a więc już za kilka tygodni różnice między obecnymi a ówczesnymi kosztami surowca będą się zmniejszały, obniżając dysproporcje, a tym samym zmniejszając presję deflacyjną, przynajmniej w ujęciu statystycznym. Skala tego zjawiska będzie jednak zależeć od tego, co będzie się działo z cenami ropy w najbliższym czasie. Prognozy w tym zakresie są niejednoznaczne. Informacje, że najwięksi producenci i eksporterzy surowca nie zamierzają zmniejszać wydobycia i sprzedaży, sugerują, że ceny ropy mogą iść w dół. Na razie mamy do czynienia z tendencją odwrotną. Od początku roku ropa podrożała już z poniżej 50 do niemal 70 dolarów za baryłkę, czyli o około 40 proc. Warto także pamiętać, że ceny płacone za paliwo na stacjach zależą też w dużym stopniu od kursu dolara. Ten na szczęście od dwóch miesięcy idzie w dół. W połowie marca za dolara płacono 3,8-3,9 zł, podczas gdy pod koniec kwietnia już tylko 3,6 zł.

W marcu mocno, bo o 3,8 proc. taniała żywność. To zjawisko nietypowe jak na tę porę roku, ale w ostatnim czasie nietypowych zjawisk nie brakuje. W kwietniu ceny towarów żywnościowych spadały już wolniej. Były niższe niż w kwietniu ubiegłego roku o 2,7 proc. Pewien wpływ mogło mieć na to wyhamowanie spadkowej tendencji notowań surowców rolnych na giełdach. Wciąż tanieją odzież i obuwie, ale to zjawisko obserwujemy już od wielu miesięcy. W kwietniu spadek cen tego typu artykułów wyniósł 5,1 proc. – był więc słabszy niż w marcu, gdy ubrania potaniały o 5,3 proc. Tradycyjnie w górę szły koszty związane z edukacją, kulturą i rekreacją, usługami hotelarskimi, a także ceny w restauracjach. W tych kategoriach zanotowano wzrost po nieco ponad 1 proc.

Nasilenie zjawisk deflacyjnych zmniejsza się już drugi miesiąc z rzędu. Najmocniej, aż o 1,6 proc. wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych obniżył się w lutym. W marcu spadek wyniósł 1,5 proc., a w kwietniu 1,1 proc. Można się spodziewać, że z taką tendencją będziemy mieć do czynienia także w następnych miesiącach. Ekonomiści prognozują, że pod koniec roku ceny przestaną już spadać. W skali całego roku średni spadek wskaźnika cen ma wynieść około 0,4 proc. (w 2014 r. średniorocznie ceny były na takim samym poziomie jak w 2013 r.). Kwestia korzystnego wpływu deflacji na zasobność naszych portfeli, czy większą zdolność do zakupów, jest więc czasem nieco wyolbrzymiana, choć oczywiście nie można jej nie dostrzegać, czy bagatelizować w skali całej gospodarki.

Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że tendencja spadku cen jest jednak zjawiskiem przejściowym. Analitycy prognozują, że w przyszłym roku inflacja znów powróci, a średni wzrost wskaźnika cen może ich zdaniem wynieść nawet 1,6 proc. Ten fakt należy uwzględniać w kalkulacjach dotyczących lokowania pieniędzy. Przy deflacji przekraczającej 1 proc., realne zyski z lokat czy obligacji, oprocentowanych na przykład na 2-2,5 proc., są jeszcze dość przyzwoite. Jednak gdy inflacja skoczy znów na przykład do 1-1,5 proc., tego typu odsetki będą już zupełnie nieatrakcyjne. Warto już teraz brać to pod uwagę, bo przecież obecnie podejmowane decyzje o lokowaniu pieniędzy dotyczyć będą przyszłości, w której trzeba się liczyć ze wzrostem wskaźnika cen.

Łukasz Lefanowicz
Prezes GERDA BROKER

 
Udostępnij artykuł: