Deflacja, zasiłki i frank

Komentarze ekspertów

Za nami ciekawy dzień na rynkach finansowych. Niemcy pierwszy raz od 2009 roku pogrążyły się w deflacji, w USA kolejki po zasiłek są najkrótsze od prawie 15 lat, a szwajcarski frank był najtańszy od "czarnego czwartku". To już kolejny tak emocjonujący dzień w styczniu. I nie ostatni. W piątek powinno być równie interesująco.

Za nami ciekawy dzień na rynkach finansowych. Niemcy pierwszy raz od 2009 roku pogrążyły się w deflacji, w USA kolejki po zasiłek są najkrótsze od prawie 15 lat, a szwajcarski frank był najtańszy od "czarnego czwartku". To już kolejny tak emocjonujący dzień w styczniu. I nie ostatni. W piątek powinno być równie interesująco.

W styczniu, jak wynika z opublikowanych dziś wstępnych szacunków, ceny płacone przez konsumentów w Niemczech mocno zanurkowały. Wskaźnik CPI spadł do -0,3% R/R z poziomu +0,2% R/R w grudniu i wobec prognozowanych -0,1% R/R. To pierwszy przypadek deflacji w niemieckiej gospodarce od 2009 roku. Gdyby więc Europejski Bank Centralny nie zdecydował się na ilościowe luzowanie polityki pieniężnej przed tygodniem, to po takich danych można by mieć ponad stuprocentową pewność, że taka decyzja podjęta zostałaby na kolejnym posiedzeniu.

Równie ciekawe dane napłynęły też z USA, gdzie w poprzednim tygodniu liczba nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych nieoczekiwanie spadła aż o 43 tys. do poziomu 265 tys. To o 35 tys. mniej niż oczekiwano. Dodatkowo, to najniższy poziom od kwietnia 2000 roku. Miał więc rację wczoraj Fed zwracając uwagę na poprawę na rynku pracy w USA. Tyle tylko, że to jeszcze za mało, żeby istotnie przesunąć oczekiwania na pierwszą podwyżkę stóp procentowych. W dalszym ciągu inflacja oraz oczekiwania inflacyjne pozostają niskie. Fed nie ma więc powodu, żeby spieszyć się z podwyżkami. Dlatego też dane z rynku pracy nie przełożyły sie na umocnienie dolara.

Podczas gdy z Niemiec i USA spływały interesujące dane makroekonomiczne, to na rynku szwajcarskiego franka było naprawdę ciekawie. Tracił on na wartości do głównych walut. W efekcie w relacji m.in. do złotego, euro i dolara był najsłabszy od 15 stycznia, czyli od momentu gdy Narodowy Bank Szwajcarii przestał bronić poziomu 1,20 na parze EUR/CHF.

Dzisiejsze osłabienie franka wiązane jest z nadziejami na przyszłą interwencję SNB w celu jego dalszego osłabienia. Ten pretekst był już grany w tym tygodniu, po tym jak takie sugestie popłynęły z banku centralnego, ale jak widać jeszcze się nie zgrał. Dlaczego sądzimy, że to tylko pretekst? Po pierwsze dlatego, że trudno sobie wyobrazić skuteczną interwencję SNB w krótkim czasie po jego kapitulacji w "czarny czwartek". Po drugie, dalej uważamy, że rynek franka jest w okresie dużej niestabilności, gdy trwa poszukiwanie nowego punktu równowagi. Składając to razem, obecnie nie należy do deprecjacji franka, jak również do jego ewentualnej aprecjacji, przykładać zbyt dużej uwagi. W tym nie należy wyciągać zbyt daleko idących wniosków, gdyż mogą one prowadzić na manowce. Rynek ten najpierw musi się ustabilizować i wrócić do zmienności sprzed 15 stycznia, żeby móc stawiać prognozy co do przyszłości. Jedyne co teraz można powiedzieć to tylko to, że prawdopodobnie ten nowy poziom równowagi dla EUR/CHF wypadnie powyżej parytetu, a dla CHF/PLN powyżej poziomu 4 zł.

W piątek będzie nie mniej ciekawie niż dziś. Wszystko za sprawą licznych publikacji makroekonomicznych jakie na ten dzień są zaplanowane. Należy zwrócić szczególną uwagę na wstępne dane nt. dynamiki amerykańskiego Produktu Krajowego Brutto (PKB) za IV kwartał 2014 roku. Rynek oczekuje odczytu na poziomie 3,3%, po tym jak kwartał wcześniej było to aż 5%.

Marcin Kiepas,
Admiral Markets

 

Udostępnij artykuł: