Dlaczego w Brukseli warto pilnować interesów polskich zakładów ubezpieczeniowych i ich klientów?

ESG / Gospodarka

W kuluarach Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń rozmawialiśmy z Iwoną Szczęsną kierującą biurem PIU w Brukseli.

Iwona Szczęsna, Fot: PIU

W kuluarach Kongresu Polskiej Izby Ubezpieczeń rozmawialiśmy z Iwoną Szczęsną kierującą biurem PIU w Brukseli.

Robert Lidke: Czy w procesie legislacyjnym w instytucjach unijnych widać efekty prac Biura Polskiej Izby Ubezpieczeń w Brukseli?

Iwona Szczęsna: Nasz głos na pewno był wysłuchany przy pracach nad dyrektywą Solvency II. To dyrektywa Unii Europejskiej, która reguluje działalność zakładów ubezpieczeń.

Polska jest na tyle dużym rynkiem, że musimy wnosić do dyskusji na forum unijnym naszą perspektywę

Projekt zobaczyliśmy we wrześniu tego roku, ale prace nad nim prowadziliśmy od dwóch lat, czyli od momentu utworzenia naszego biura w Brukseli. Ważne jest to, by być obecnym w dyskusji od samego początku. Od pierwszych koncepcji czy nawet zarysów danego unijnego rozwiązania prawnego.

Takie projekty nie powstają z dnia na dzień. Odbywają się dyskusje, konferencje, spotkania z ekspertami, konsultacje publiczne. Ważne jest, żebyśmy już na tych etapach wyrażali swoje opinie. Musimy też wspierać nasze postulaty ważnymi analizami i danymi potwierdzającymi nasze stanowisko.

Głos dużych rynków jak francuskiego czy niemieckiego jest bardzo dobrze słyszany w Brukseli. Ale Bruksela też chce słyszeć, co dzieje się w naszej części Unii Europejskiej. Polska jest na tyle dużym rynkiem, że musimy wnosić do dyskusji na forum unijnym naszą perspektywę.

Zdaje się, że biuro PIU zabiera głos w Brukseli nie tylko w sprawie polskiego rynku ubezpieczeniowego?

Mocno stawiamy na współpracę w naszym regionie Europy. To ważne dla krajów z CEE, ale też dla nas. Kiedy proszę o rozmowę wysokich urzędników unijnych, to wiedzą, że przychodzę nie tylko w imieniu naszego rynku. W efekcie szybciej do takiego spotkania dochodzi.

Wracając jednak do Solvency II, w pierwszym etapie prac dyskutowaliśmy o obciążeniach regulacyjnych w postaci wymogów kapitałowych wobec ubezpieczycieli. Mówiliśmy, że  kapitał, który musi być zgromadzony w zakładach ubezpieczeń, bo tak mówią regulacje, ogranicza możliwości inwestycyjne ubezpieczycieli.

Zaszyty we wzorze koszt kapitału ma zostać obniżony z 6 do 5 procent. Dla nas w Polsce oznacza to zmniejszenie obciążenia regulacyjnego w sektorze ubezpieczeniowym rzędu 1 mld złotych

Tymczasem przed Europą stoją ogromne wyzwania. Czeka nas fala zielonych regulacji, transformacja cyfrowa, przejście na kontakty zdalne – dostosowanie się do tych działań wymaga ogromnych inwestycji. Ubezpieczyciele mają tu do odegrania rolę jako inwestorzy.

Postulujemy, aby uwolnić te środki i przeznaczyć je na konieczne inwestycje, a więc zmniejszyć obciążenia regulacyjne, żeby ubezpieczyciele byli w stanie zainwestować w realizację unijnych celów strategicznych.

Konkretnie chodziło nam o uwolnienie środków z marginesu ryzyka, który jest dodatkowym buforem bezpieczeństwa kapitałowego ponad rezerwy na oczekiwaną wartość przyszłych odszkodowań.

Zaszyty we wzorze koszt kapitału ma zostać obniżony z 6 do 5 procent. Dla nas w Polsce oznacza to zmniejszenie obciążenia regulacyjnego w sektorze ubezpieczeniowym rzędu 1 mld złotych.

Tak więc sprawa jest załatwiona po myśli polskiego sektora ubezpieczeniowego?

Nie do końca. Cały czas musimy przekazywać nasze postulaty, bo przed nami są prace w Radzie Unii Europejskiej i w Parlamencie Europejskim, to oznacza kolejne dyskusje, spotkania, konsultacje.

To, o czym dziś mówimy, nie jest jeszcze wykute w skale. Na razie jesteśmy na etapie, na którym Komisja Europejska przedstawiła projekt zmian do dyrektywy Solvency II.

W Radzie Unii Europejskiej prace już się zaczęły. W parlamencie jeszcze nie. Czekamy na wyznaczenie posła sprawozdawcy. Należy przyjąć, że dyrektywa wejdzie prawdopodobnie w życie najwcześniej w 2024 roku.

Czy są też inne ważne kwestie, którymi zajmowało się biuro PIU w Brukseli?

Inny z postulatów PIU, który zgłaszaliśmy, to było niezharmonizowanie funduszy gwarancyjnych.

W Polsce mamy Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, ale on funkcjonuje w zakresie wybranych produktów ubezpieczeniowych, w szczególności ubezpieczeń komunikacyjnych. Harmonizacja wg założeń pierwotnych ekspertów unijnych oznaczałaby, że w każdym państwie członkowskim UE zasady funkcjonowania tych funduszy musiałyby się zmienić i wszędzie być takie same.  

To nie byłby dobre rozwiązania dla klientów. Dlaczego? Trzeba odróżnić sytuację klientów banków od sytuacji klientów firm ubezpieczeniowych.

System, który powstałby w wyniku harmonizacji byłby bardziej kosztowny

Jako klientka banku muszę mieć pewność, że swoje środki będą mogła w każdej chwili wycofać i z łatwością znajdę podobną lokatę. Natomiast w firmie ubezpieczeniowej dla klienta sprawą najważniejszą jest zachowanie ciągłości ochrony.

Klient, który dziś wycofa pieniądze z polisy, nie uzyska od innego ubezpieczyciela takiej samej ochrony. Klient w wieku 20 lat otrzyma inną ofertę produktową, a w wieku 40 lat inną, bo to są zupełnie inne ryzyka do ubezpieczenia.

System, który powstałby w wyniku harmonizacji, byłby bardziej kosztowny. Już dzisiaj mamy system gwarantowania środków na wypadek upadłości ubezpieczyciela, również  życiowego. Ale ten mechanizm działa post factum – czyli dzisiaj ubezpieczyciele życiowi nie płacą składek na fundusz gwarancyjny. Przekierowanie środków nastąpiłoby w razie upadku danego ubezpieczyciela.

Gdyby składki wpłacano przed zdarzeniem, to taki system generowałby bardzo duże koszty i nie wnosiłby wartości dodanej dla klienta. Dodatkowo taka forma finansowania na rynkach takich jak polski – czyli bardzo skoncentrowany – nie sprawdziłaby się.

W kwestii harmonizacji funduszy swoje postulaty zgłaszała EIOPA (Europejski Urząd Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych), jednak ten głos nie został wysłuchany przez Komisję Europejską. Brukselskim kompromisem jest jednak opublikowanie dyrektywy o resolution, czyli restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji.

Jakie widzi Pani zagrożenia dla branży ubezpieczeniowej biorąc pod uwagę to o czym się mówi w gremiach unijnych?

Jednym z obszarów niepewności jest próba wpisywania ubezpieczeń obowiązkowych w regulacje dotyczące sfery cyfrowej, w tym AI. Rozumiem dobre intencje regulatora unijnego czy doradców IT. Przede wszystkim chodzi o to, aby ubezpieczyciele jako eksperci od ryzyka promowali efektywne zarządzanie ryzykiem.

Nie każde ryzyka są jednak łatwo ubezpieczalne. Na obecnym etapie zakłady nie są gotowe, aby obowiązkowo ubezpieczyć sztuczną inteligencję. Głównie dlatego, że pewne kwestie nie są rozstrzygnięte. Przede wszystkim, kto jest ostatecznie odpowiedzialny za szkody wyrządzone przez AI.

Kwestia, która nas niepokoi, to propozycja wprowadzenia otwartego dostępu do danych, do żmudnie zbieranych statystyk zakładów ubezpieczeń: o naszych klientach, o ryzykach, jakie ubezpieczamy

Przykładowo, AI prowadzi auto, kto jest odpowiedzialny – kierowca, producent auta, programista? Albo przykład z zautomatyzowanym wózkiem sklepowym, wózek zrobił zakupy, wracając uderzył w samochód. Kto jest odpowiedzialny?

Dla ubezpieczyciela podstawą jest określenie zasad. Produkt ubezpieczeniowy musi być jednoznaczny, musi być jasno skonstruowany zakres odpowiedzialności. Tylko w ten sposób można potem określić, jaka składka ubezpieczeniowa jest w stanie pokryć dane ryzyko.

Rozmawiamy o tym w Brukseli i czekamy na ustalenie odpowiedzialności w kwestii AI. Jeśli to będzie jasne, to wtedy pojawimy się z konkretnymi produktami.

Inna kwestia, która nas niepokoi, to propozycja wprowadzenia otwartego dostępu do danych, do żmudnie zbieranych statystyk zakładów ubezpieczeń: o naszych klientach, o ryzykach, jakie ubezpieczamy.

Ubezpieczycieli obowiązuje tajemnica ubezpieczeniowa. Dane, które posiadamy o klientach pozwalają nam właściwie dobrać produkty dla potrzeb klienta i ważne jest dla nas, aby te dane były bezpieczne.

Pojawia się duży znak zapytania, o to czy ktoś jeszcze z tych baz danych mógłby korzystać i na jakich zasadach. W pewnych przypadkach to się może wydawać zasadne, jeśli byłoby to na bazie zagregowanej i służyłoby to jakiemuś wyższemu celowi.

Np. nasze dane mogą być przydatne dla państwa jako architekta systemów bezpieczeństwa, choćby w zakresie ryzyka klimatycznego. Te dane mogłyby być wykorzystywane do podejmowania decyzji o budowie zabezpieczeń antypowodziowych, itd.

Komisja Europejska chciałaby ograniczać bariery w dostępie do danych ubezpieczycieli i bariery wchodzenia na rynek innych podmiotów, w szczególności innowacyjnych start-upów.

A kwestia zmieniającego się klimatu? To jest chyba kluczowy problem dla branży?

Rzeczywiście. Problem zmian klimatu nie jest dla ubezpieczycieli niczym nowym i ubezpieczyciele odzwierciedlają te zmiany w swoich produktach. Podejmują też działania w zakresie wspomagania adaptacji do zmian klimatu. Wyzwaniem jest nie samo zmieniające się ryzyko, lecz regulacje ESG – nad tym pracuje cała branża finansowa, nie tylko ubezpieczeniowa.

Pojawiają się np. pomysły, aby ubezpieczyciele już w dzisiejszych składkach ubezpieczeniowych uwzględniali zmiany klimatyczne, które wystąpią np. za 50 lat.

Trzeba stawiać na ograniczanie ryzyka, na współpracę branży z państwem jako architektem zarządzania ryzykiem klimatycznym w skali kraju

To jest wbrew dotychczasowym zasadom, a nawet obecnym przepisom ubezpieczeniowym, zgodnie z którymi składka ubezpieczeniowa musi być adekwatna do ryzyka. Naszym postulatem jest to, abyśmy w dzisiejszych składakach nie odzwierciedlali czegoś, co będzie w przyszłości i co jest nieznane.

Ubezpieczyciele mają dużą rolę do odegrania w likwidacji szkód katastroficznych, ale obciążanie naszych klientów już dzisiaj zwiększoną składką od ryzyka, którego nie można zmierzyć nie jest naszym zdaniem uzasadnione. Klient ma dzisiaj płacić więcej, bo klimat w przyszłości się zmieni?

Intencje są dobre: zakłada się, że przy zmianie klimatu za 50 - 80 lat szkód może być znacznie  więcej niż dzisiaj, a nasz majątek też będzie rósł.

Istnieje obawa, że ryzyka te staną się nieubezpieczalne lub zbyt drogie. W Brukseli musimy jednak tłumaczyć, że rozwiązania tych problemów są gdzie indziej. Trzeba stawiać na ograniczanie ryzyka, na współpracę branży z państwem jako architektem zarządzania ryzykiem klimatycznym w skali kraju.

Nie możemy oferować Polakom zbyt drogich ubezpieczeń, które będą w sobie zawierały te przyszłe wzrosty ryzyka i wzrosty cen. Składka musi być adekwatna do ryzyka. To jest jedna z podstawowych zasad ubezpieczeń.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: