Dług publiczny rośnie, a budżet państwa kwitnie

Blogi / Jan Cipiur

Niespłacone zobowiązania państwa składające się na nasz dług publiczny rosną i nie ma sił politycznych, które chciałyby lub mogłyby ten wzrost poskromić. Gorzej, że nie znamy prawdziwych rozmiarów zadłużenia, ponieważ rząd pożycza pieniądze także za pośrednictwem instytucji państwowych, np. Banku Gospodarstwa Krajowego, czy Polskiego Funduszu Rozwoju, które są wyłączone spod bezpośredniej kontroli Sejmu.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Niespłacone zobowiązania państwa składające się na nasz dług publiczny rosną i nie ma sił politycznych, które chciałyby lub mogłyby ten wzrost poskromić. Gorzej, że nie znamy prawdziwych rozmiarów zadłużenia, ponieważ rząd pożycza pieniądze także za pośrednictwem instytucji państwowych, np. Banku Gospodarstwa Krajowego, czy Polskiego Funduszu Rozwoju, które są wyłączone spod bezpośredniej kontroli Sejmu.

Aż dziw bierze, że opozycja tak bardzo mało czyni w sprawie, która jest z rodzaju „być albo nie być”, nie składając m.in. codziennie natarczywych interpelacji z żądaniem pełnej informacji o wysokości i strukturze długu.

W tej przykrej i niespotykanej w cywilizowanych demokracjach sytuacji zdawać się musimy na szacunki. Wg licznika Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, jawny dług publiczny przekroczył właśnie 1501 mld złotych i rośnie w niesamowitym tempie niemal 380 mln złotych na dobę, 15,7 mln zł na godzinę.

Dług przypadający na mieszkańca to 40 000 zł bez kilku setek. Na jednego pracującego Polaka obu płci dług oficjalny osiągnie na koniec 2022 roku 92,5 tys. zł.

Włosi zadłużeni bardziej

Działają jednak także wspomniani „tajni agenci” Ministerstwa Finansów, którzy na boku pożyczają niby na własny rachunek, ale w rzeczywistości na potrzeby państwa. Dług poza kontrolą parlamentu zbliża się do kwoty 350 mld złotych.

Jeśli dodać obie kwoty, to zadłużenie państwa stanowić może obecnie 67,7 proc., czyli dwie trzecie polskiego PKB.

Nadal jesteśmy zadłużeni znacznie mniej niż np. Włosi (2 895 mld €, 47 600 € per capita, 160 proc. PKB, roczny koszt odsetek – prawie 96 mld €), ale to nie z Włoch powinniśmy brać przykład.

Tradycyjne odniesienia statystyczne nie przemawiają do wyobraźni, ponieważ używane wielkości są sztucznymi konstruktami nieistniejącymi w codziennej rzeczywistości.

W bardziej przyziemnym ujęciu wyobraźmy zatem sobie, że wydajemy codziennie jeden miliard złotych z polskiego długu na cokolwiek. Groziłoby nam znużenie, ponieważ musielibyśmy to robić przez 5 lat i pół miesiąca.

Ile kosztuje dług?

Pytanie, jak długo będziemy nasze długi kiedyś spłacać, na przykład żeby oddać tylko tyle, żeby zejść dobrze poniżej jednego biliona złotych jawnego i ukrytego długu publicznego.

Przez kilka minionych lat samych odsetek od długu publicznego płaciliśmy rocznie po ok. 30 mld zł. W Wieloletnim Planie Finansowym Państwa założono, że w tym roku zapłacimy 50 mld zł procentu, a w 2023 r. już 70 mld zł. Spłaty odsetek pochłaniają dziś ok. 1,7 proc. PKB, w przyszłym roku ma to być 2,1 proc.

Niestety, nie tylko dlatego, że są to jedynie szacunki, ale przede wszystkim z powodu nagminnego uciekania się do jaskrawych kłamstw przez premiera i członków rządu, nie można mieć pewności, że nie są to wielkości zaniżone.

Pożyczkodawcy kierują się w stronę krajów o wysokiej stopie wzrostu, ale nie lubią słabnących walut.

Dług jest narzędziem przeznaczonym dla ludzi rozsądnych, poukładanych w sprawach gospodarczo-finansowych i na pewien sposób oszczędnych. W tym wydaniu wstrzemięźliwości chodzi zwłaszcza o to, żeby oszczędzać sobie, dzieciom, wnukom… złej i trudnej przyszłości.

W serii słynnej amerykańskiej placówki badawczej NBER ukazała się właśnie praca (working paper) o tym, kto dzierży wierzytelności publiczne państw zadłużonych i dlaczego ma to znaczenie („Who holds sovereign debt and why it matters”). Autorami są Xiang Fang z University of Hong Kong, Brian Hardy z Banku Rozliczeń Międzynarodowych (BIS) i Karen K. Lewis z Wharton School Uniwersytetu Pensylwanii.

W kontekście uwag o polskim długu państwowym istotny jest fragment, w którym twierdzą, że każdy wzrost długu o 1 punkt procentowy podnosi koszty jego obsługi o 1,4 proc. Jeśli więc np. jakiś kraj z grupy goniących (emerging markets) powiększa swoje zadłużenie o 10 proc. swego PKB i płaci obecnie za swoje bieżące zadłużenie 8-procentowe odsetki, to po takim wzroście zadłużenia koszty odsetkowe wzrosną do 9 proc. (8 procent razy 1,14).

Pożyczkodawcy kierują się wysokim zarobkiem, ale ważą starannie ryzyko niewypłacalności swoich potencjalnych i faktycznych wierzycieli. W naszej obecnej rzeczywistości zwraca także uwagę wniosek, że pożyczkodawcy kierują się w stronę krajów o wysokiej stopie wzrostu, ale nie lubią słabnących walut. Słabnący zloty wzmacnia zatem presję na podnoszenie ceny naszych długów w formie odsetek.

Dług publiczny rośnie, a budżet państwa ponoć kwitnie.  Ministerstwo Finansów podało właśnie, że w I półroczu 2022 r. wydatki budżetu państwa wzrosły w porównaniu z tym samym okresem 2021 r. o 30 mld zł, a mimo to nadwyżka budżetu centralnego wyniosła 27,7 mld zł.

Inflacja wszystkiego nie tłumaczy. U steru mamy zatem mistrzów, sztukmistrzów, czy kuglarzy?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: