Do czego państwu i gospodarce są potrzebne banki?

Multimedia

Po co nam banki? – taki przewrotny tytuł nosiła prezentacja Piotra Czarneckiego, eksperta bankowości i biznesu cyfrowego, którą przedstawił podczas Asseco Banking Forum. Jego zdaniem sektor bankowy w Polsce musi nadal inwestować w przemiany cyfrowe, mimo że jest ponad miarę obciążony podatkami i różnego rodzaju daninami.

#PiotrCzarnecki: Jedyna infrastruktura w Polsce, która chodzi 24 godziny na dobę, 356 dni w roku, na okrągło, jest bezpieczna, niezawodna, dociera do każdego człowieka i jest w stanie go zweryfikować pod względem bezpieczeństwa ‒ to jest tylko infrastruktura bankowa @asseco_pl

Robert Lidke: Już 23 lata temu mówił Pan o rozwoju technologicznym sektora finansowego, o tym co powinno się w tym sektorze wydarzyć. Jak Pana zdaniem zmieniła się sytuacja banków od tego czasu?

Piotr Czarnecki: Myślę, że to co było wtedy widziane jako nadchodząca czy pełzająca rewolucja, w tej chwili jest realizowane i to w tempie bardzo przyspieszonym. Pandemia wymusiła, nie tylko na firmach, ale przede wszystkim na klientach zainteresowanie się wszystkimi kanałami, które nie są fizyczne.

Kanał cyfrowy jest kanałem działania, kanałem transakcyjnym, sposobem porozumiewania się, docierania do klienta, który jest najtańszy, bezpośredni, mało tego ‒ skrojony na miarę.

Dlatego rewolucja cyfrowa w tej chwili dostała paradoksalnie ogromny silnik rakietowy. I to widać w wynikach spółek, największych BigTechów, gigantów, którzy w przeciwieństwie do nazwijmy to „starej, realnej gospodarki”, notują ogromne wzrosty. Dlaczego? ‒ ponieważ wykorzystują w tym momencie obniżenie jednak bariery wejścia, niechęci klientów, którzy uważają, że do banku „trzeba iść”.

Okazało się w ciągu dwóch miesięcy, że : a) nikt nie musi iść do banku; b) banki są przygotowane do tego, żeby zdalnie obsługiwać klientów; c) można zdalnie pracować nawet ze starszymi ludźmi.

W związku z tym digitalizacja, rewolucja cyfrowa nie jest fanaberią, ale jest koniecznością, żeby za chwilę można było utrzymać się na rynku.

Czytaj także: XV Kongres Gospodarki Elektronicznej, co przyśpiesza transformację cyfrową w gospodarce?

Wobec tego czy polskie banki utrzymają się na rynku? Czy w Polsce pandemia COVID-19, która przyspieszyła cyfryzację – otworzyła bankom oczy i czy banki zdążą się umocnić przed wejściem silnej konkurencji np. BigTechów?

‒ Polskie banki były porządnie przygotowane do tego, co się wydarzyło. Jako jeden z nielicznych sektorów były w stanie natychmiast dostosować się do zmienionych warunków.

Natychmiast zamknęły oddziały i nie zmieniło to ani  jakości usług, ani dostępności do usług. Banki pokazały, że są zaawansowane technologicznie. Polskie banki są nieźle przygotowane do rewolucji cyfrowej.

Ale ta rewolucja trwa. To nie jest ostateczny etap i dlatego pojawia się pytanie: co dalej? Czy te poprzednie lata inwestycji, mobilności, ucyfrawiania, transformacji operacyjnej, transformacji fizycznych oddziałów do obsługi klientów w sposób cyfrowy, jak najbardziej dopasowany do ich potrzeb ‒ czy ten proces jest już zakończony?

Otóż nie, te wszystkie środki, które w poprzednich latach były inwestowane, dzisiaj są do pewnego stopnia „przejadane”, mimo że są potrzebne następne inwestycje.

Dlaczego są potrzebne? Ponieważ BigTechy i Fintechy, czyli te mniejsze, zwinne podmioty, które wchodzą w poszczególne nisze będą zabierały biznes bankom.

A banki jeszcze dodatkowo mają bardzo trudną sytuację, ponieważ stopy procentowe są praktycznie „zjechane” do zera i w związku z tym ten jeden z najważniejszych dochodów, odsetkowy, też „zjechał” dramatycznie.

Klienci są przyzwyczajeni, że właściwie wszystko mają za darmo, bo można było do pewnego stopnia przez lata to subsydiować, a państwo w tym momencie, od pięciu lat wykonuje ‒ powiedzmy to sobie otwarcie ‒ „zbójeckie” podejście wobec sektora bankowego, mówiąc: wy macie pieniądze, to dajcie te pieniądze nam.

Dlatego to jest sektor, który płaci najwyższe podatki w Polsce. 10 mld złotych w 2019 roku  zapłacił sektor bankowy, i to tylko podatku CIT i bankowego. A do tego jest to jedyny sektor, który sam siebie ubezpiecza, i „robi zrzutkę” na Bankowy Fundusz Gwarancyjny. W 2020 roku ta „zrzutka” wyniesie 3 mld złotych.

Ponadto jest to sektor, który zatrudnia 157 tys. ludzi. I to są ludzie pracujący nie na umowach śmieciowych, tylko każdy z nich płaci PIT. Czyli są umowy o pracę, jest to w pełni ozusowane, opodatkowane. A państwo traktuje ten sektor jak dojną krowę, „bo potrzebuje”.

Ale ten sektor musi inwestować, a to, że pieniądze w tej chwili są odsysane z sektora bankowego, negatywnie odbije się później na rozwoju banków. Jestem o tym głęboko przekonany.

Czytaj także: Prezes ZBP: zmiany w podatku bankowym potrzebne całej gospodarce

Banki finansują 70 proc. gospodarki, więc jeżeli banki zachorują, to zachoruje cała gospodarka. Co należałoby zrobić, żeby sektor bankowy w Polsce mógł nadążyć za cyfryzacją, żeby BigTechy i Fintechy nie były śmiertelnym zagrożeniem?

‒ One śmiertelnym zagrożeniem nie będą. Najgorzej, że będą bardzo zdecydowanie osłabiały ten sektor, nie dając możliwości dalszego rozwoju. To znaczy ‒ odsysając jeszcze te najlepsze kawałki tortu, te które jeszcze są nieryzykowne, szybkie, dotyczące płatności, wymiany walut.

I dla banków zostanie najgorsza część, o czym mówię od wielu lat, czyli długie finansowanie, drogie finansowanie, i niestety będzie to najbardziej ryzykowne. Bo nikt inny tego nie będzie chciał robić. A to będzie spychało banki z tego wyścigu technologicznego o atencję klienta, o jego zaangażowanie w relacji ‒ właśnie do pozycji dostarczyciela infrastruktury.

Jest to taka sama sytuacja, która miała miejsce w przypadku telekomów 10 lat temu. Telekomy też myślały, że będą kreowały specjalne wartości, wartość dodaną dla klienta, usługi muzyczne, sprzedażowe, e-commerce ‒ na bazie tego, że będą dostarczały Internet.

I co, czy dzisiaj tak wybieramy? Absolutnie nie. Telekomy są dostarczycielem najtańszej, i która ma być jeszcze porządna ‒ infrastruktury. Klient chce najtańszy pakiet, taki, żeby mógł z każdego miejsca go obsługiwać. A jeśli nie, to pójdzie do konkurenta, i następnego dnia będzie już jego klientem. 

Czyli cała śmietanka jest gdzie indziej.

‒ I to samo może czekać banki.

Czy w tym realistyczno-pesymistycznym obrazie jest jakaś odrobina nadziei?

‒ Przez lata pokazywaliśmy, bankowcy, że potrafimy unowocześniać bankowość, że potrafimy się zmieniać, że potrafimy być bardzo dobrym partnerem nawet w sytuacjach, kiedy państwo nie jest wstanie spełniać swoich funkcji.

Przypomnę tylko: 500+, 300+, podzielona płatność, Jednolity Plik Kontrolny ‒ to wszystko dzieje się na infrastrukturze bankowej. Państwo nie byłoby w stanie tego zrobić, bo nie ma takiej infrastruktury.

Jedyna infrastruktura w Polsce, która chodzi 24 godziny na dobę, 356 dni w roku, na okrągło, jest bezpieczna, niezawodna, dociera do każdego człowieka i jest w stanie go zweryfikować pod względem bezpieczeństwa ‒ to jest tylko infrastruktura bankowa. O czym państwo, rządzący doskonale wiedzieli i dlatego wykorzystali banki i ich infrastrukturę.

Polska Cyfrowa też buduje się na infrastrukturze bankowej, nota bene za bankowe pieniądze, bo państwo za to nie chce płacić.

Ale może trochę optymizmu…

‒ To jest optymizm. Potrafimy się dostosować, tylko muszą być na to pieniądze. To jest ogromny wyścig. Jeżeli największe firmy świata w tej chwili, BigTechy ‒ Apple, Amazon, Google, Microsoft ‒ w czasie pandemii wzrastają po kilkanaście procent w ciągu pół roku.

Jeżeli Apple z Google potrafią zarobić 50 mld dolarów na usługach, które nam się wydają śmieszne, bo to są jakieś aplikacje plus muzyka, gry, usługi finansowe jak GooglePay, ApplePay ‒  zwiększając tę skalę w porównaniu do pierwszego półrocza 2019 roku o mniej więcej 20 proc., to daje naprawdę do myślenia.

To są walce, które będą przejeżdżały po takich segmentach rynku jak sektor bankowy, zabierając ogromną cześć pieniędzy. I rzeczywiście, wtedy rola banków zostanie sprowadzona do dostarczania infrastruktury.

Dodajmy, że te BigTechy w państwach europejskich nie płacą podatków.

‒ Oczywiście, że nie płacą podatków. A przypomnę, że największym płatnikiem podatków w Polsce są banki. Realna stopa podatkowa, jaką są obciążone banki to 40 proc., przy 19-proc. CIT. Jest jeszcze podatek bankowy, wpłaty na BFG. I jeszcze banki finansują swój własny nadzór, żeby ten skakał im po plecach.

Czyli państwo powinno trochę odpuścić bankom?

‒ Jeżeli państwo tego nie zrobi, to może doprowadzić do sytuacji, w której część banków sobie nie poradzi. Oczywiście największe banki sobie poradzą ponieważ mają ogromne kapitały, mają poważnych akcjonariuszy, i nie mówię tu tylko o tych dwóch największych bankach pod kuratelą państwa, ponieważ one nie siedzą kapitałowo tylko w państwowej kieszeni ‒ mówię o bankach, które są oparte o duże grupy kapitałowe.

Ale my mamy niejednolity system bankowy, mamy potężną grupę banków spółdzielczych, które w tej chwili zostały ograbione z pieniędzy, w wyniku obniżki stóp procentowych, która w ogóle nie była potrzebna gospodarce, lecz była potrzebna do finansowania budżetu, który się w ten sposób taniej finansuje.

 „Zakręciliśmy kurek”  tym bankom ‒ nie mówiąc o SKOK-ch, które są w tej chwili bardzo słabymi organizmami i nie mają skąd wziąć pieniędzy. Stąd pytanie: co z nimi zrobi państwo?

Bo Bankowy Fundusz Gwarancyjny nie jest w stanie ich finansować, gdyby się przewróciły. A w bankach spółdzielczych jest np. 125 mld złotych naszych depozytów. Jest o co walczyć.

Czytaj także: Trudne czasy dla wierzycieli. Forum Liderów Banków Spółdzielczych 2020

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: