Dobre wieści z przemysłu, wśród menedżerów przybywa optymistów

Komentarze ekspertów

Luty rozpoczynamy dobrymi danymi z przemysłu. PMI polskiego sektora przetwórstwa w styczniu wyniósł 51,9 pkt (51,7 pkt w grudniu 2020 r.). Oznacza to siódmy z rzędu miesiąc, kiedy wśród menedżerów logistyki optymiści przeważają nad pesymistami - co więcej przyrasta tych pierwszych.

Sonia Buchholtz
Fot. Konfederacja Lewiatan

Luty rozpoczynamy dobrymi danymi z przemysłu. PMI polskiego sektora przetwórstwa w styczniu wyniósł 51,9 pkt (51,7 pkt w grudniu 2020 r.). Oznacza to siódmy z rzędu miesiąc, kiedy wśród menedżerów logistyki optymiści przeważają nad pesymistami - co więcej przyrasta tych pierwszych.

Można odnieść wrażenie, że w dzisiejszych danych znalazły ujście: odporność polskiego eksportu i duże zapotrzebowanie krajowe na niektóre dobra (np. AGD) oraz nadzieje wzbudzone przez program szczepień.

Czytaj także: Wskaźnik PMI dla Polski w styczniu w górę, wzrost eksportu najszybszy od trzech lat >>>

Wskaźniki składowe PMI dostarczają jednak bardziej złożonego obrazu sytuacji w przetwórstwie. Wprawdzie notuje ono rosnącą liczbę nowych zamówień (w tempie znanym z długookresowych trendów), jednak systematycznie większy wkład mają zamówienia zza granicy (w styczniu najwyższe od 3 lat). Nie podąża za nimi produkcja (trzeci miesiąc spadków). IHS Markit zwraca uwagę na rolę kwarantann w ograniczaniu mocy produkcyjnych. Nie widzimy tego jednak w danych dla całej gospodarki. Niezależnie, deficyty kadr dają się we znaki - wzrost popytu uzasadniałby tzw. chomikowanie pracy (niezwalnianie, aby uniknąć kosztów rekrutacji przy szybkim odbiciu popytu) oraz rosnące zatrudnienie. Konsekwencją braków pracowników jest wzrost zaległości (błędnie postrzegany w PMI jako korzystny). Czas dostaw rośnie do poziomów znanych z marca i kwietnia.

Czytaj także: Popyt zagraniczny wspiera polskie przetwórstwo >>>

Obserwujemy kumulujące się zapasy materiałów. Ich przyczyny są wielorakie: fizyczny brak dóbr a także ryzyko niedostępności oraz produkcja poniżej planowanej (za brakiem pracowników idą niewykorzystane surowce). Niedostępność materiałów to bardzo problematyczne zjawisko nie tylko z powodów technologicznych. Rzadkie dobra są cenione wyżej, stąd inflacja kosztów, która w styczniu osiągnęła poziomy nienotowane od niemal dekady. Zmniejszanie marż producentów nie jest dłużej możliwe, co doprowadza do przenoszenia części kosztów na klientów.

Optymizm na najbliższe 12 miesięcy wciąż wysoki (minimalny spadek w stosunku do grudnia). Nic dziwnego, polska gospodarka - nawet funkcjonująca w trybie pandemicznym - notuje popyt po stronie firm i producentów, a skuteczność szczepionek może tylko poprawić nastroje.

Można jednak sobie wyobrazić również bardziej pesymistyczny scenariusz, w którym kolejne mutacje wirusa ponownie blokują światową gospodarkę.

Udostępnij artykuł: