Dostęp do gotówki bez smartfona

Bezgotówkowo / Blogi / Karol Jerzy Mórawski

„Odłóż smartfon i żyj!” – tej treści przestrogi pojawiły się jakiś czas temu przed przejściami dla pieszych na warszawskich Bielanach. Zasada ta sprawdza się doskonale w ruchu ulicznym, znacznie gorzej w codziennym funkcjonowaniu. Coraz częściej bowiem to właśnie smartfon jest niezbędnym warunkiem, aby „żyć”, czyli załatwić jakiekolwiek sprawy, kluczowe dla ludzkiej egzystencji. Rynek finansowy nie jest pod tym względem wyjątkiem.

„Odłóż smartfon i żyj!” – tej treści przestrogi pojawiły się jakiś czas temu przed przejściami dla pieszych na warszawskich Bielanach. Zasada ta sprawdza się doskonale w ruchu ulicznym, znacznie gorzej w codziennym funkcjonowaniu. Coraz częściej bowiem to właśnie smartfon jest niezbędnym warunkiem, aby „żyć”, czyli załatwić jakiekolwiek sprawy, kluczowe dla ludzkiej egzystencji. Rynek finansowy nie jest pod tym względem wyjątkiem.

Wraz z kolejnymi odsłonami mobilnej rewolucji powraca pytanie stare jak świat: czy w świecie zdominowanym przez innowacje pozostanie jeszcze miejsce dla tych, którzy ze smutnej konieczności bądź wolnego wyboru nie chcą iść „z czasem, z postępem, z osiągnięciami” – jak to zapewniano w telewizyjnej reklamie sprzed zgoła trzech dekad.

I nie jest to problem wyimaginowany, choć w wielu przypadkach obawy przed nowymi rozwiązaniami przypominają te, towarzyszące narodzinom kolei żelaznej, kiedy to jak wirus rozeszła się stugębna plotka, jakoby widok lokomotywy na horyzoncie skutkował spadkiem mleczności u poczciwych krasuli.

Rzecz w tym, że – odrzucając tego rodzaju miejskie legendy – w dotychczasowym świecie zwycięstwo „nowego” nie oznaczało całkowitej marginalizacji „starego”.

Czytaj także: PSD2: nie masz telefonu? Możesz być wykluczony finansowo

Idzie nowe

Choć złote lata konia jako środka transportu minęły dobre kilkadziesiąt lat temu, po zdecydowanej większości dróg polskich i europejskich w dalszym ciągu można jeździć wierzchem, a i wynajęcie powozu zaprzężonego w czwórkę koni jest tylko kwestią zasobności portfela.

Triumfalny marsz cyfrowej fotografii przez świat nie spowodował wstrzymania produkcji klasycznych, światłoczułych materiałów, przeciwnie, zjawiskiem niezwykle modnym w środowisku hipsterów stała się ostatnio lomografia, czyli robienie fotek z wykorzystaniem wątpliwej jakości aparatów radzieckiej proweniencji, których wytwarzanie specjalnie w tym celu wznowiono w Austrii.

Nieostry i częściowo zamazany obraz zdaniem wyznawców tej dziedziny ma być ucieleśnieniem prawdziwej sztuki, w przeciwieństwie do „zawsze udanych” zdjęć ze smartfona…

Nie masz smartfona, jesteś wykluczony

Tymczasem korzystanie z usług finansowych bez smartfona, lub chociażby telefonu komórkowego, staje się zadaniem coraz trudniejszym. I nie myślę tu wyłącznie o konsekwencjach dyrektywy PSD2, która, zobowiązując banki do stosowania silnego uwierzytelnienia, w praktyce wymusiła na wszystkich posiadaczach elektronicznych kont korzystanie z SMS-ów w celu wykonania operacji płatniczej czy choćby zalogowania się na konto.

Pytanie, czy we współczesnym świecie takie rozwiązanie faktycznie można uznać za krzywdzące dla kogokolwiek. Aby odebrać wiadomość SMS nie potrzeba wszak smartfona z siedmiocalowym ekranem, wystarczy najtańszy telefon z supermarketu za kwotę niepomiernie niższą niż ta, uwidoczniona na „paragonach grozy” z nadbałtyckich knajp, a i w ofercie polskich operatorów telekomunikacyjnych nietrudno znaleźć opcję „na kartę”, a zatem bez żadnych długoterminowych zobowiązań, gdzie podstawowe usługi, łącznie z nielimitowanymi rozmowami i SMS-ami, zamykają się w jednocyfrowej kwocie za miesiąc.

Biorąc pod uwagę, że smartfonami dysponuje powszechnie młodzież szkolna, a widok bezdomnego z komórką w ręku powoli przestaje dziwić, nie sposób przyjąć za dobrą monetę argumentacji, iż zakup i utrzymanie podstawowego w dzisiejszych czasach narzędzia komunikacji wysadziłoby komukolwiek w powietrze domowy budżet.

Inne przyczyny wykluczenia

O ile czynnik ekonomiczny nie jest żadnym wytłumaczeniem, to już takie sytuacje jak niepełnosprawność czy podeszły wiek mogą stanowić w pełni uzasadnioną przesłankę, dla której dana osoba nie korzysta i nie będzie korzystać z telefonii bezprzewodowej.

A przecież dostęp do usług finansowych czy płatniczych to nie rozrywka, jak pstrykanie fotek klasycznym aparatem czy wypoczynek w siodle, tylko zaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych. Rzecz w tym, że wyzwaniem dla tego rodzaju osób, „cyfrowo wykluczonych” nie z własnej woli, będzie nie tyle potwierdzanie transakcji z użyciem SMS, ile w ogóle korzystanie z elektronicznych kanałów dostępu do banku.

Równocześnie wszyscy zdajemy sobie sprawę, iż ograniczanie sieci stacjonarnych placówek bankowych nie jest tylko chwilowym trendem, alternatywą byłyby wszak opłaty w granicach stu złotych miesięcznie za samo utrzymanie konta i niewiele mniej za każdą operację.

Klasyczna bankowość jest po prostu potwornie kosztotwórcza, i nie ma żadnych powodów, by instytucje finansowe, będące wszak przedsiębiorstwami ukierunkowanymi na generowanie przychodu, nie przenosiły tych kosztów na klienta.

Co gorsza, wraz z nieuchronnymi zmianami demograficznymi grono klientów tradycyjnych sukcesywnie się zmniejsza, co sprawia, że koszt utrzymania oddziałów czy choćby agencji staje się coraz większy. Czysta matematyka.

Kto i co zapewni niezawodny dostęp do gotówki?

Jak zatem w dobie cyfrowej rewolucji i stojącej za pasem gospodarki 4.0 zapewnić pełny dostęp do usług płatniczych tym wszystkim, którzy z różnych powodów nie są w stanie korzystać z dobrodziejstw nowoczesnej technologii?

Jakimś rozwiązaniem jest cashback – w końcu każdy bez wyjątku przynajmniej raz w tygodniu musi kupić chleb, masło i inne produkty pierwszej potrzeby. W sytuacji, kiedy już niebawem wszystkie punkty sprzedaży detalicznej miałyby obowiązek przyjmowania zapłaty w postaci elektronicznej (a więc głównie kartą), wprowadzenie cashbacku w każdym wiejskim sklepiku czy nawet u fryzjera nie stanowiłoby żadnego problemu od strony technologicznej.

Wąskim gardłem może się natomiast okazać dostępność gotówki w takich miejscach – w końcu nikt nie może nakazać kioskarzowi czy szewcowi, by swą szufladę zamienił w bankomat, zwłaszcza w czasach, gdy powszechnie promuje się odchodzenie od gotówki.

Brytyjczycy, którzy jako jeden z pierwszych krajów boleśnie zderzyli się z wizją „państwa bez gotówki”, postanowili rozwiązać ten problem, wykorzystując m.in. sieć placówek pocztowych, które i nad Wisłą wielu seniorom od lat służą za punkt kasowy.

W polskich warunkach rolę taka mogłyby pełnić także banki spółdzielcze, rzecz jasna pod warunkiem iż państwo, którego niezbywalną rola jest walka z wszelkiego rodzaju wykluczeniem społecznym, również w jego cyfrowej postaci, poczułyby się w obowiązku choć w części partycypować w kosztach.

Na razie jednak rządzący nie kwapią się nawet do spełnienia tak oczywistych postulatów spółdzielców jak zwolnienie z opodatkowania składek na BFG czy systemy ochrony instytucjonalnej, o czym nie omieszkali wspomnieć podczas niedawnego posiedzenia senackiej komisji budżetu i finansów reprezentanci spółdzielców.

A może po prostu wszystkich pogodzi kolejna odsłona cyfrowej rewolucji w postaci upowszechnienia biometrii z płatnościami w tle?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: