Droższa Wielkanoc

Blogi / Przemysław Szubański

Przed Wielkanocą zapłacimy za jaja o jedną trzecią więcej niż przed rokiem i jest to dobra informacja, bo było jeszcze drożej. W ubiegłym roku, w związku z aferą z fipronilem, aż połowę produkcji wysłaliśmy na Zachód, co odczuli polscy konsumenci, dla których zabrakło jaj w sklepach.

Powoli przychodzi czas, kiedy polscy producenci pokażą, że są w stanie zaspokajać nawet najbardziej wybredne gusta #RenataDutkiewicz #BZWBK

Wielkanoc to jeden z dwóch szczytów sprzedaży jaj, drugi jest na Boże Narodzenie. Ale jaja drożeją nie tylko z powodu fipronilu i eksportu – zwiększony popyt powoduje bodaj zawsze wzrost cen. Nie tylko jaj. Według szacunków analityków Banku BGŻ BNP Paribas za skomponowany przez nich koszyk, w którym znalazło się m. in. 30 sztuk jaj, trzy bochenki chleba, 8 kg mięsa i wędlin, kilogram twarogu, 3 kostki masła i 5 kg warzyw i owoców oraz dwa kilogramy cukru, polski konsument zapłaci w tym roku ok. 176 zł  czyli blisko o 11 zł więcej niż w marcu 2017 r.

Oczywiście, jaja mają w tym duży udział, ale są produkty, które dzielnie im towarzyszą. Ceny masła niby spadają w ostatnich miesiącach, ale według szacunków BGŻ BNP Paribas są o 25 proc. wyższe niż przed rokiem. Jeszcze gorzej jest z krajowymi owocami, zwłaszcza jabłkami: podrożały o ponad 50 proc. Ale za to sernik można zrobić przynajmniej w cenie ubiegłorocznej, a może nawet taniej: twaróg i mąka ceny utrzymały, za to cukier potaniał. W przeciwieństwie do wędlin – te są o kilka procent droższe niż rok temu.

A jak będzie w przyszłym roku? Dla zdrowożywieniowców sytuacja może się zacząć pogarszać, i to na stałe. Polska żywność zdobyła sobie markę w Unii Europejskiej i jej eksport będzie rósł. Od 2004 r. do 2017 r. wartość eksportu żywności z Polski zwiększyła się o 22 mld euro, co oznacza wzrost o 421 proc.

Zdaniem Renaty Dutkiewicz, dyrektor ds. Sektora Spożywczego i FMCG Banku Zachodniego WBK, powoli przychodzi czas, kiedy polscy producenci pokażą, że są w stanie zaspokajać nawet najbardziej wybredne gusta i wypełniać bardzo specyficzne nisze. Według niej będą coraz mocniejsi w produkcji żywności funkcjonalnej, w tym w żywności naturalnej. Czyli mniej jej zostanie w kraju…

A poza tym jedna niedziela handlowa mniej oznacza według wszelkich znaków na niebie i ziemi, że ceny pójdą przed świętami znacząco w górę, bo ludzie i tak kupią, a przedświąteczny utarg pójdzie na pokrycie strat. To samo zapewne odczujemy przed Bożym Narodzeniem. No, ale za to niepracujący w niedziele handlowcy będą mogli spokojnie spędzić ten czas z rodzinami w restauracji, kawiarni czy kinie – których to obsługi, jak wiadomo, rodzin nie mają.

Wesołego Alleluja!

Przemysław Szubański

Udostępnij artykuł: