Duża zmienność: jedyny pewnik na rynkach

Komentarze ekspertów

Wzrost prawdopodobieństwa wcześniejszej, niż dotychczas wyceniał rynek, podwyżki stóp procentowych w USA niekorzystnie wpływa na wyceny akcji, ale nie powoduje jak na razie gwałtownej wyprzedaży. Osłabienie złotego i walut gospodarek wschodzących także umiarkowane. W dłuższym niż kilka tygodni horyzoncie na powolne zacieśnianie polityki pieniężnej w USA patrzymy optymistycznie.

Rynek w coraz większym stopniu dyskontuje podwyżkę stóp procentowych w połowie roku, a wzrost stóp w lipcu zaczyna być bazowym scenariuszem. Wczoraj takiej opcji przypisywano nawet 51-proc. prawdopodobieństwo. Jeśli Fed dostrzega konieczność zacieśnienia polityki pieniężnej w powolnych krokach przez kolejne 2-3 lata, jest to optymalny moment na podwyżkę. Wiadomy już będzie wynik głosowania w referendum w Wielkiej Brytanii (potencjalny czynniki ryzyka dla rynków), a jednocześnie nie będzie konieczności podnoszenia ich w szczytowym okresie kampanii prezydenckiej w poł. września. Jednocześnie, jeśli dalej utrzymane zostaną warunki do monetarnego zaostrzenia warunków udzielania kredytów, kolejna podwyżka będzie mogła zostać wykonana w grudniu, czym Fed wypełni marcowe prognozy wzrostu oprocentowania w tempie 0,5 pkt proc. w 2016 r.

Jakie to będzie miało konsekwencje dla rynków finansowych? Podnoszenie stóp kluczowej waluty świata nie jest per se przyjmowane jako korzystne dla aktywności w portfelach, ponieważ powoduje ograniczenie płynności (większe koszty na obsługę długu). Stąd dotyka to w pierwszej kolejności najbardziej ryzykowne instrumenty; te, które dokonywane są, kiedy podstawowa część kapitału została odpowiednio zabezpieczona. Tutaj również do głosu dochodzą czynniki fundamentalne. Kraje emerging markets są w największym stopniu uzależnione od finansowania z zewnątrz, zazwyczaj w dolarach, co zwiększa koszty obsługi tego długu przez państwa i firmy.

Z drugiej strony, pierwsza faza podnoszenia stóp procentowych odbywa się zazwyczaj w okresie wchodzenia danej gospodarki w najlepszy okres cyklu koniunktury, kiedy zaczyna przyspieszać inflacja, co w obecnych warunkach powinno zostać dobrze odebrane przez rynki (wreszcie koniec deflacji), a jednocześnie pozytywnie wpływać na wyceny akcji (w skali całego świata). W szczególności producentów surowców (zazwyczaj podmioty z krajów wschodzących), bo przy dobrej koniunkturze na świecie, w założeniu, poprzez oddziaływanie strony popytowej, ich (towarów) ceny powinny zwyżkować. Stąd w szerszym aspekcie na powolne zacieśnianie polityki pieniężnej w USA można patrzeć optymistycznie.

Problem polega na tym, że dobra koniunktura w Stanach Zjednoczonych nie jest tożsama z wysoką aktywnością w skali świata. Wzrost rozkłada się bardzo nierównomiernie. Światowa gospodarka pracuje na jednym silniku. W Europie, Japonii i dużych krajach wschodzących ożywienie jest niemrawe. Chiny zwalniają. Ryzyko przechylone jest praktycznie tylko na stronę scenariusza, że to “słabość” pociągnie za sobą “siłę”, a nie odwrotnie.

Dodatkowo, przez ostatnie lata większość typowych, teoretycznych – ale wcześniej sprawdzających się w praktyce – modeli kształtujących wydarzenia na rynkach i w gospodarce została zakwestionowana. Funkcjonujemy w środowisku ujemnych stóp procentowych, niestandardowych narzędzi polityki pieniężnej, zaburzenia mechanizmów oceny ryzyka, itp. Dlatego duża zmienność i niepewność, co do dalszego kształtowania się cen aktywów oraz ewolucji zmian ekonomicznych w skali świata, to jedyna wiadoma na najbliższe kilka lat.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: