Dzieci wróciły do szkół, szkolne gabinety nie

Samorząd

Ponad 90 proc. polskich dzieci ma próchnicę. Choroba ta dotyka coraz młodsze dzieci, a zęby tracą już nawet trzylatki. Jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu dzieci traciły mleczaki w wieku 7-8 lat, teraz ta granica znacznie się przesunęła. Ale jeszcze kilkanaście lat temu w większości polskich szkół znajdowały się gabinety stomatologiczne. Czy jest szansa, że szkolne gabinety jeszcze kiedyś wrócą do szkół?

Ponad 90 proc. polskich dzieci ma próchnicę. Choroba ta dotyka coraz młodsze dzieci, a zęby tracą już nawet trzylatki. Jeszcze kilka lub kilkanaście lat temu dzieci traciły mleczaki w wieku 7-8 lat, teraz ta granica znacznie się przesunęła. Ale jeszcze kilkanaście lat temu w większości polskich szkół znajdowały się gabinety stomatologiczne. Czy jest szansa, że szkolne gabinety jeszcze kiedyś wrócą do szkół?

Szkoła bez dentysty = dzieci z próchnicą

Wielu z nas pamięta czasy, gdy w szkołach, oprócz regularnych badań u higienistki, przyjmował także dentysta, który co jakiś czas sprawdzał zęby uczniów, a także wykonywał zabiegi profilaktyczne takie jak chociażby fluoryzacja. Dziś po szkolnych gabinetach prawie nie pozostał ślad. Większość z nich została zlikwidowana po reformie systemu ubezpieczeń społecznych w 1999 roku, kiedy to zmieniły się zasady finansowania publicznej opieki zdrowotnej i zostały wprowadzone słynne Kasy Chorych. Został natomiast problem w postaci coraz większego odsetka próchnicy u dzieci, próchnicy, z którą nikt nie walczy. Jak czytamy w raporcie Ministerstwa Zdrowia, stan zębów polskich dzieci jest wręcz opłakany. Dziecko rozpoczynające naukę w szkolę podstawowej ma średnio 5 zębów zaatakowanych przez próchnicę, z czego wyleczony jest tylko 1. Zdrowsze zęby mają nawet dzieci z Ugandy czy RPA, a więc krajów uważanych za biedne. - Przede wszystkim brakuje programów profilaktycznych dla dzieci. Rodzice niejednokrotnie bagatelizują konieczność regularnego szczotkowania zębów przez ich pociechy i zwyczajnie nie dopilnowują dzieci w tym zakresie. Nie zaprowadzają dzieci na regularne wizyty u dentysty i potem na efekty tych zaniedbań nie trzeba długo czekać - podsumowuje ponure statystyki dr n. med. Mariusz Duda, stomatolog, implantolog i prezydent Polskiego Stowarzyszenia Implantologicznego.

"Szkolny gabinet stomatologiczny" nie istnieje

Dopytujemy w oddziałach wojewódzkich Narodowego Funduszu Zdrowia co się stało ze szkolnymi gabinetami stomatologicznymi. Na Śląsku dowiadujemy się, że... nie ma takiego pojęcia jak "szkolny gabinet stomatologiczny". - NFZ kontraktuje leczenie stomatologiczne, a każdy gabinet musi spełniać odpowiednie warunki, a warunki te wykluczają umiejscowienie go w takim miejscu jak kiedyś w szkołach - tłumaczy rzecznik śląskiego oddziału Funduszu, Jacek Kopocz. Z kolei Beata Szczepanek - rzeczniczka świętokrzyskiego oddziału NFZ-etu doprecyzowuje: - W naszym województwie kontraktowaliśmy m.in. świadczenia ogólnostomatologiczne dla dzieci i młodzieży do lat 18. Zresztą tak jest w całej Polsce - tłumaczy Beata Szczepanek i potwierdza słowa rzecznika ze śląskiego NFZ-etu, że nie ma pojęcia "szkolny gabinet stomatologiczny". - Świadczenie ogólnostomatologiczne dla dzieci i młodzieży do ukończenia przez nie 18. roku życia może być natomiast wykonywane w gabinecie mieszczącym się w: przychodni, ośrodku zdrowia, gabinecie prywatnym, poradni stomatologicznej, itp., a także w szkole czy przedszkolu. Świadczenia te są dostępne dla całej populacji dzieci i młodzieży do lat 18, to znaczy nie ma żadnego ograniczenia zmuszającego czy przypisującego dziecko do jednego, konkretnego gabinetu - tłumaczy rzeczniczka.

Ważniejsza jakość od umiejscowienia gabinetu

- Przeprowadzając konkursy w zakresie całej stomatologii, także dziecięcej NFZ kieruje się takimi kryteriami jak: dostępność dla pacjentów (czas pracy, w tym godziny popołudniowe, soboty, dostępność dla osób niepełnosprawnych), jakość - kwalifikacje kadry medycznej, wyposażenie gabinetu w sprzęt medyczny, itp. Jak widać kryterium w postępowaniach konkursowych nie jest miejsce udzielania świadczeń, ale jakość zaoferowanej usługi - mówi Beata Szczepanek, z kolei Jacek Kopocz podkreśla, że te kryteria wykluczają umiejscowienie gabinetu w takich placówkach jak szkoły czy przedszkola. Czy aby na pewno?

W świętokrzyskiem na początku roku NFZ ogłosił postępowanie uzupełniające z zakresu świadczenia opieki stomatologicznej dla dzieci i młodzieży z zaznaczeniem, że miejscem udzielania tych świadczeń ma być placówka oświatowa. - Było to postępowanie uzupełniające, ogłoszone po zakończeniu postępowania podstawowego w ramach posiadanych środków. Uznaliśmy, że w takiej sytuacji możemy wyjść naprzeciw postulatom środowisk lokalnych, zwiększyć dostępność dzieci do leczenia i zakontraktować - podkreślam - dodatkowo, gabinety mieszczące się w szkołach i dostępne dla całej populacji dzieci i młodzieży do lat 18 z terenu województwa, a nie tylko dla uczniów tych szkół. Tym sposobem zawarliśmy umowy z 16 dodatkowymi gabinetami. W sumie mamy więc 38 gabinetów ogólnostomatologicznych dla dzieci i młodzieży do lat 18, z czego 27 mieszczących się w szkołach i przedszkolach - mówi Beata Szczepanek. W województwie śląskim można znaleźć 22 gabinety świadczące opiekę stomatologiczną dla dzieci, ani jeden nie znajduje się w szkole. Inny wariant zakłada, że szkoła zorganizuje taki gabinet we własnym zakresie, nie będzie on miał jednak nic wspólnego z NFZ-etem. W praktyce jednak szkoły nie mają środków na wydzielenie pomieszczenia, wyposażenie go w niezbędny sprzęt i jeszcze zatrudnienie lekarza.

Dentysta w szkole potrzebny tak jak higienistka

Jak jednak podkreślają stomatolodzy, w przypadku gabinetów dla dzieci, ważna jest nie tylko jakość, ale także to, gdzie chodzą do tego gabinetu. - Wiadomo, że gabinet przeznaczony dla dzieci jest trochę inaczej zorganizowany niż ten dla dorosłych i ważne jest, by dziecko czuło się w nim komfortowo. Nie możemy jednak zapominać, że w dzieciństwie kształtują się nawyki na całe dorosłe życie. I jeśli chodząc codziennie do szkoły, dziecko będzie przechodziło regularne kontrole stomatologiczne w szkolnym gabinecie, to obraz ten zostanie w jego pamięci. Wtedy jest większa szansa, że już jako osoba dorosła wykształci w sobie nawyk regularnych kontroli, co przełoży się na stan zdrowia jego zębów. O ile oczywiście nie nabawi się traumy w takim gabinecie, ale to wszystko zależy od podejścia lekarza do małego pacjenta. Ta kontrola w szkole nie musi trwać długo, to może być raptem kilka minut podczas przerwy między lekcjami - mówi dr Mariusz Duda i dodaje, że tak jak w szkołach są higienistki, tak samo powinien być dentysta niejako "pierwszego kontaktu". Ważne, by dziecko było poddawane regularnym kontrolom, istotna jest także fluoryzacja, która nie tylko wzmocni zęby, ale i uchroni je przed próchnicą. - Wielu z nas ma traumy związane ze szkolnym dentystą, na szczęście obecnie standardy opieki stomatologicznej uległy znaczącej poprawie i podczas leczenia wykorzystuje się zarówno nowoczesny sprzęt, jak i skuteczne metody znieczulania. Poza tym obecnie taki gabinet umiejscowiony w szkole mógłby się skupić na profilaktyce, a w przypadku np. stwierdzenia próchnicy, dentysta mógłby wydawać zalecenia rodzicom co do dalszego leczenia - proponuje dr Duda.

Stomatolodzy sami wychodzą naprzeciw

Na szczęście dentyści świadomi problemu, coraz częściej sami organizują cykliczne akcje profilaktyczne i prozdrowotne adresowane do najmłodszych pacjentów. - Jeśli dziecko od samego początku nie oswoi się z gabinetem i nie nauczy się dbać o swoje zęby to próżno oczekiwać, że jako dorosły będzie przywiązywał wagę do właściwego dbania o higienę i zdrowie swojej jamy ustnej. Dlatego też w naszej klinice co jakiś czas organizujemy Dzień Otwarty, na który zapraszamy m.in. także dzieci z okolicznych przedszkoli. Pokazujemy im gabinet, mogą wszystkiego dotknąć, usiąść na fotelu, zapytać lekarza o co tylko chcą, a na koniec dostają medale dzielnego pacjenta, co jest dla nich szczególnym wyróżnieniem. Zazwyczaj te dzieci przychodzą do nas później z rodzicami i sprawdzamy czy maluch ma do wyleczenia próchnicę, wykonujemy lakowanie i fluoryzację. A jeśli się okaże, że musimy wypełniać ubytek to oczywiście najpierw znieczulamy żelem o jakimś fajnym smaku, a dziecko może wybrać sobie kolor plomby - tłumaczy stomatolog prowadzący Duda Clinic w Katowicach i mówi, że dzięki takim akcjom u dzieci nie rodzi się trauma związana z wizytą w gabinecie.

Udostępnij artykuł: