Ekonomiczne Sygnały – 25.08.2015 r.

Komentarze ekspertów

W poniedziałek panika na rynkach finansowych przybrała pokaźne rozmiary, co było efektem załamania zaufania do zdolności chińskich władz do stabilizowania rynku finansowego i gospodarki.

Rynek
W poniedziałek panika na rynkach finansowych przybrała pokaźne rozmiary, co było efektem załamania zaufania do zdolności chińskich władz do stabilizowania rynku finansowego i gospodarki. W zależności od aktywów, skala wahań cen była wczoraj najwyższa od lata 2011 r., kiedy strefa euro wchodziła w recesję, lub od zimy 2009 r., kiedy w recesji był cały świat. Osłabił się naturalnie również złoty, a także obligacje. Fundamentalnie, nawet załamanie gospodarcze w Chinach nie powinno znacząco wpłynąć na złotego, a cenom obligacji powinno sprzyjać, ale teraz fala awersji do ryzyka jest tak silna, że wszystkie fundamentalne rozważania zeszły na plan dalszy.  Trudno znaleźć jednoznaczną przyczynę wczorajszej paniki, jak zwykle w takich przypadkach nawarstwiło się wiele mniejszych sygnałów. Kroplą, która przelała czarę, był prawdopodobnie weekendowy brak reakcji chińskich władz monetarnych na załamanie giełdowe, które spotęgowały wrażenie, że dotychczas postrzegany jako wszechwładny nad gospodarką rząd w Pekinie “jest nagi”. Co więcej, po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, kiedy wstrząsom nie mogą zaradzić najważniejsze banki centralne drukujące waluty rezerwowe – Fed czy EBC. Wszystko jest w rękach coraz mniej przewidywalnych Chińczyków. Wydaje się, że największa fala paniki jest za nami, ale wchodzić na rynek w tym momencie to jak wkładać rękę pod piłę.

Podsumowanie: Fala paniki przybrała w poniedziałek na sile. Jest jakaś szansa, że ta fala nieco opadnie, choć możliwe są wstrząsy wtórne.

Świat
Kluczowe pytanie, które wisi obecnie nad rynkami finansowymi i globalną gospodarką, jest to, jaka będzie skala spowolnienia gospodarczego w Chinach? Spowolnienie to może bowiem na wiele sposobów wpłynąć na globalną gospodarkę. Po pierwsze, niższy popyt na import uderzy w eksporterów w wielu krajach. Po drugie, i pewnie najważniejsze w tym momencie, istnieje ryzyko radykalnej dewaluacji chińskiej waluty, która spotęgowałaby negatywny impuls handlowy a także była mocnym impulsem deflacyjnym dla świata. Po trzecie, na pewno zadziałają tzw. międzynarodowe mnożniki finansowe – instytucje finansowe tracące na chińskich aktywach, i generalnie na rynkach wschodzących, będą redukować zaangażowanie w wielu innych krajach. Choć ten kanał oddziaływania nie powinien być bardzo istotny, ponieważ Chiny nie są tak mocno finansowo zintegrowane ze światem jak są zintegrowane handlowo. Dopóki spowolnienie w Chinach będzie relatywnie łagodne, ze wzrostem PKB spadającym z ok. 7 do ok. 4-5 proc., dopóty perspektywy rozwojowe dla krajów rozwniętych (w tym Polski) nie powinny ulec istotnej zmianie. Negatywne impulsy handlowe będą amortyzowane przez pozytywny impuls ze strony niższych cen surowców i łagodniejszej polityki pieniężnej. Jeżeli jednak Chiny wejdą w recesję, wówczas spowolnienie może być wyraźnie odczuwalne na całym świecie. Ten pierwszy scenariusz wydaje się na razie wiąż bardziej prawdopodobny. Warto też pamiętać, że wbrew pojawiającym się tu i ówdzie opiniom, zachodnie banki centralne wciąż mają duże możliwości łagodzenia polityki pieniężnej i tym samym wspierania gospodarki, a Chiny mimo swojej potęgi raczej nie są w stanie zdestabilizować zachodniego systemu finansowego tak jak w 2008 i 2011 r. uczyniły to USA i Europa.

Podsumowanie: Spowolnienie w Chinach może na wiele sposobów wpływać na sytuację gospodarczą na świecie, ale raczej nie jest w stanie zdestabilizować światowej gospodarki tak jak uczyniły to USA w 2008 r. czy Europa w 2011 r.

Polska
Na razie nie widać przekonujących powodów, by w reakcji na wydarzenia w Chinach rewidować w dół prognozy wzrostu gospodarczego w Polsce. Już niedawne dane makro z kraju wskazały, że ścieżka wzrostu gospodarczego będzie bardziej płaska niż wydawało się kilka miesięcy temu, a do dalszych rewizji w dół potrzeba by namacalnych sygnałów wpływu sytuacji w Chinach na koniunkturę w Europie – na razie takich sygnałów brak, a nawet mamy sygnały, że zamówienia eksportowe generalnie ulegają poprawie. Natomiast sytuacja w Chinach wpływa na perspektywy inflacji i stóp procentowych, poprzez niższe ceny surowców oraz generalnie ryzyko pogłębienia procesów deflacyjnych na świecie (zmienne nominalne na świecie – inflacja czy stopy procentowe – są generalnie ze sobą bardziej skorelowane niż zmienne realne – PKB, produkcja itd.). Ryzyko obniżki stóp procentowych (ze względu na Chiny i wypłaszczenie ścieżki wzrostu w Polsce) w kraju wzrosło ok. 5-10 proc. do ok. 20-30 proc., a perspektywa podwyżek stóp oddala się coraz bardziej w głąb 2017 r. Fundamentalnie te procesy nie powinny wpływać na złotego, ponieważ ewentualne łagodzenie polityki pieniężnej – jeżeli w ogóle miałoby miejsce – nastąpi też w strefie euro, a jednocześnie mamy na tyle silną gospodarkę, że jakaś dłuższa fala awersji do złotego nie powinna nastąpić. Natomiast kiedy globalna awersja do ryzyka ustąpi, to na niższych perspektywach inflacyjnych powinny korzystać obligacje.

Podsumowanie: Na razie wydaje się, że sytuacja w Chinach wpływa bardziej na sferę nominalną niż realną w Polsce.

Ignacy Morawski
Główny Ekonomista
BIZ Bank

Udostępnij artykuł: