Emisji publicznych w bród

Komentarze ekspertów

Alior, Bank Pocztowy i M.W. Trade to nowi emitenci, którzy zamierzają przeprowadzić publiczne emisje obligacji na podstawie prospektów emisyjnych. Inwestorzy będą więc mogli dywersyfikować portfele.

Trzech nowych emitentów wydaje się skromną liczbą, ale jeśli pamiętać, że w 2015 r. było ich raptem dziewięciu (rok wcześniej siedmiu, a w 2013 czterech), zmiana jest znacząca. Wartość wszystkich zaoferowanych w 2015 r. obligacji w ramach publicznych ofert wyniosła 558 mln zł (z czego detaliczni inwestorzy mogli brać udział w emisjach wartych 478 mln zł). W tym kontekście dołożenie programów Aliora (800 mln zł), Banku Pocztowego (150-200 mln zł) i M.W. Trade (180 mln zł) wygląda już zupełnie inaczej. Nawet jeśli przyjąć, że w 2015 r. uda się zrealizować tylko część tych planów, to rynek emisji publicznych możne znacząco urosnąć.

Z dziewiątki firm obecnych na rynku publicznych emisji w 2015 r., większość nadal jest w grze. Tylko Capital Park zakończył program emisji publicznych, a po zmianach w zarządzie Polnordu, nie jest jasne, czy deweloper zamierza kontynuować swój program. Ale już Best zapowiedział jego dokończenie (90 mln zł) i wznowienie (nawet 500 mln zł wraz z Kredyt Inkaso), Kruk podwoił wartość programu do 300 mln zł, Ghelamco nastawia się na pozyskanie 350 mln zł (w tym od inwestorów instytucjonalnych), Murapol ma do uplasowania jeszcze prawie 50 mln zł), Rokita swoim zwyczajem zapewne przynajmniej zrefinansuje kwietniową serię (25 mln zł), z emisji podporządkowanych obligacji nie zamierza też rezygnować Getin Noble Bank. A przecież 2016 r. nawet się jeszcze nie rozpoczął, nie można więc wykluczyć, że emitentów starających się pozyskać środki z publicznych emisji obligacji będzie więcej.

Zwłaszcza w kontekście podatku bankowego. Jego podwyższenie do 44 bps rocznie oznacza ryzyko wzrostu marż kredytowych przeciętnie o 55 pkt bazowych (podatek od aktywów nie będzie mógł być wpisywany w koszty). Realne warunki mogą naturalnie zmieniać się w różnym stopniu, ale nie można raczej mówić o utrzymaniu trendu spadających marż (widocznym też i na Catalyst). Być może więc inwestorzy detaliczni będą mieli wybór nie tylko większy, ale i z perspektywą większych zysków (jeśli marże kredytowe w bankach wzrosną, to kupony od obligacji również). Jeśli faktycznie doszłoby do wzrostu marż od obligacji, to zapewne raczej w drugiej połowie roku niż na jego początku. Zresztą inwestorzy detaliczni mogą tego nie odczuć, bo obligacje banków będą oferowały – nominalnie – oprocentowanie niższe niż papiery korporacyjne. Przekonamy się na ile inwestorzy detaliczni będą skłonni obejmować obligacje dające 3-4 proc. zysku w skali roku.

Innym interesującym zjawiskiem może być wzrost spreadów. Obligacje skarbowe nie będą opodatkowane w bilansach banków, a kredyty i obligacje korporacyjne już tak. Premia za ryzyko (dodatkowe 55 bps) może więc wydawać się wyższa niż w rzeczywistości będzie ono warte, o czym trzeba będzie pamiętać. Ale takie warunki będą korzystnie wpływały zarówno na wyniki funduszy inwestujących w obligacje firm (one domiaru podatku nie mają), jak i inwestorów detalicznych (łatwiej będzie pobić wynik z lokaty czy obligacji skarbowych). A do tego jeszcze nie można zapominać, że rząd intensywnie pracuje na wzrost rentowności obligacji skarbowych, który może się nałożyć na czynniki o globalnym zasięgu. Wiele więc przemawiać może za tym, aby przesiadać się z obligacji skarbowych lub funduszy obligacji skarbowych na rzecz papierów korporacyjnych. Nieco sprawę upraszczając – na podatku bankowym stracą kredytobiorcy, ale zyskać mogą inwestujący w obligacje firm.

Emil Szweda,
Obligacje.pl

Udostępnij artykuł: