EVITA i inni

Blogi / Wojciech Fułek

Wojciech Fułek, stały autor naszego portalu, sopocki pisarz, scenarzysta, kronikarz historii polskiego jazzu i rocka, współautor wielu dokumentalnych filmów telewizyjnych o historii i ważnych postaciach polskiego rocka (m.in. „Czy mnie jeszcze pamiętasz?”- o Czesławie Niemenie, tryptyk „Partia, pieniądze, rock and roll” – o trzech dekadach polskiego rocka, „I nie żałuj tego” – o Franciszku Walickim, ojcu chrzestnym polskiego big-beatu), tym razem opisuje narodziny i historię musicalu rockowego, sięgając również po najciekawsze przykłady z polskiego podwórka. „Długie włosy Jezusa” (od „Hair” do „Kolędy nocki”) to jeden z rozdziałów nowej książki Wojciecha Fułka, przygotowywanej do druku. Publikujemy ten tekst jako pierwsi.

Muzycznie nie jest to już, co prawda, tak mocny, „rockowy” materiał, jak „Jesus Christ Superstar”, ale trudno jednak zrozumieć, dlaczego Broadway nie upomniał się od razu o to wybitne przecież dzieło. #WojciechFułek

DŁUGIE WŁOSY JEZUSA

(od „Hair” do „Kolędy nocki”)

(część V)

EVITA i inni

Andrew Lloyd Webber i Tim Rice, przygotowując się do realizacji swojej pierwszej opery rockowej,   raczej  nie korzystali z doświadczeń twórców  polskiej mszy beatowej, bo na pewno  nigdy o niej w ogóle nie  słyszeli. Chociaż…  kto wie, bo przecież zagraniczni korespondenci częściej o tym wydarzeniu pisali, niż polscy  dziennikarze. Ale powróćmy do angielskiego duetu, który przełamał amerykańską hegemonię musicalową.  Po gigantycznym sukcesie brodwayowskiej inscenizacji swojej wersji ostatnich dni Jezusa, obydwaj dżentelmeni mieli pełne prawo się tym sukcesem  nieco zachłysnąć, zasiąść na laurach i odcinać kupony od  sławy i niespodziewanego wybuchu popularności. A „Jesus Christ Superstar” przecież dopiero rozpoczynał swój triumfalny pochód przez muzyczne sceny praktycznie całego świata i grany jest do dziś, a już w roku 1973  reżyser Norman Jewison zrealizował wtedy filmową wersję, która zdobyła nawet  Oskarową  statuetkę za najlepszą muzykę i uzyskała 9 nominacji w innych kategoriach. Rolę Jezusa miał w tej ekranizacji  zagrać początkowo wspominany Ian Gillan, ale nie pozwoliły mu na to wtedy koncertowe zobowiązania grupy „Deep Purple”.  Zastąpił go  Ted Neeley, Judasza zagrał (i zaśpiewał) czarnoskóry Carl Anderson, a Marię Magdalenę – Yvonne Elliman.

Nie oglądając się na hollywodzkie sny  Webber i Rice rozpoczynają w roku 1974 wspólną  pracę nad kolejną operą rockową, tym razem za główny temat wybierając – dość ryzykownie – życie Evity Peron, pierwszej żony argentyńskiego prezydenta, Juana Perona. Temat dość zaskakujący i ryzykowny, bowiem    sam Peron nie miał wówczas  najlepszej prasy.  Na początku 1974 Argentyna znalazła się w obliczu kolejnego kryzysu gospodarczego, a jej prezydent (zmarły 1 listopada tego samego roku) kojarzył  się głównie z wprowadzonym zakazem protestów i  represjami wobec opozycji. Ale w wizji angielskiego duetu to nie on był głównym bohaterem ich kolejnego musicalowego projektu. Tytułowa Evita Duarte, aktorka teatralna i filmowa wyszła za mąż za Perona w roku 1945, a po jego aresztowaniu była motorem masowych demonstracji, które doprowadziły do jego uwolnienia i w rezultacie – do prezydenckiego pałacu. W czasie jego rządów odpowiadała m.in. za politykę społeczną, współpracę ze związkami zawodowym i organizacjami kobiecymi. W roku 1947 doprowadziła do przyznania argentyńskim kobietom praw wyborczych. Nic więc dziwnego, że cieszyła się niezwykłą wprost popularnością. Zmarła w roku 1952 i… przeszła do legendy, którą wykorzystał Tim Rice przy poszukiwaniu bohatera/bohaterki  i fabuły kolejnej musicalowej opowieści.  Pracę nad tym kolejnym wspólnym dziełem zakończono wydaniem dwupłytowego koncepcyjnego albumu „Evita” w październiku 1976 roku. Partie wokalne głównej bohaterki  powierzono  Julie Covington, a największy przebój musicalu w jej wykonaniu – „Don’t  cry for me Argentina”, uplasował się na pierwszym miejscu wielu list przebojów na całym świecie. Drugi hit płytowej wersji to „Another suitcase, another hat”, śpiewany przez Barbarę Dickson.W nagraniach wziął również udział m.in. Paul Jones, wcześniej  wokalista znanego zespołu “Manfred Man” (jako Juan Peron)  i popularny już wtedy piosenkarz Tony Christie, znany choćby z przeboju „Is this the way to Amarillo?” Album cieszył się dużym powodzeniem  w Wielkiej Brytanii, Australii, RPA, Ameryce Południowej i Europie. W USA nie zawojował jednak rynku. Czyżby amerykańscy twórcy musicali przestraszyli się brytyjskch kolegów?   Singiel  z piosenką Don’t Cry for Me Argentina (również w wykonaniu Covington) został wydany w październiku 1976 roku i szybko wpiął się na pierwsze miejsce  UK Singles Chart i odnosił  sukcesy na arenie międzynarodowej. Muzycznie nie jest to już, co prawda,  tak mocny, „rockowy” materiał, jak „Jesus Christ Superstar”, ale trudno jednak zrozumieć, dlaczego Brodway nie upomniał się od razu o to wybitne przecież dzieło.

Andrew Lloyd Webber  i dyrygent Anthony Bowles zdecydowali się jednak wystawić próbne przedstawienie na festiwalu w Sydmonton, 85 km od Londynu.  Kompozytor, po światowym sukcesie, kupił  tam bowiem stary  zamek, gdzie od 1975 roku organizuje coroczny festiwal teatru muzycznego. To właśnie tam, w nieczynnym kościele zwykł on prezentować zaproszonym gościom wszystkie prapremierowe wykonania swoich kolejnych  kompozycji. Po komercyjnym i artystycznym sukcesie nagranego albumu oraz udanej koncertowej (wzbogaconej wizualizacjami) wersji, przedstawionej  na festiwalu, zaproszono do współpracy znanego reżysera Harolda Prince’a . Kiedy okazało się, że może on zająć musicalem dopiero po dwóch latach, Webber i Rice postanowili jeszcze trochę przerobić cały materiał, z niektórych utworów rezygnując, inne skracając lub dopisując nowy  tekst. Produkcją spektaklu zajął się dobrze nam już znany Robert Stigwood.  21 czerwca 1978 roku odbyła się w końcu długa wyczekiwana prapremiera teatralna  na scenie Edward Prince Theatre w Londynie. W premierowej obsadzie jako Evita wystąpiła – wybrana w castingu, bo Julie Covington zrezygnowała z udziału w spektaklu – doskonała Elaine Paige, a obok niej pojawili się m.in. David Essex jako Che i Joss Akcland jako Juan Peron. Przedstawienie zeszło z afisza West Endu dopiero w roku 1986, po 2900 występach. Dopiero po roku od premiery londyńskiej w końcu musical zwędrował do Nowego Yorku. Ten sam Hal Price wyreżyserował  amerykańską inscenizację w   Brodway Theatre (25 września 1979), gdzie była grana nieprzerwanie przez 4 kolejne lata (przy 1567 występach i 17 przedstawieniach przedpremierowych).  W roku 1996 Alan Parker nakręcił adaptację filmową musicalu z Madonną w roli głównej, która przyniosła jej wtedy nagrodę Złotego Globu oraz Antonio Banderasem jako Che. „Evita” powróciła również na West End (2006) i Brodway (2012), ale tym razem nie okazała się już jednak tak atrakcyjna dla widzów. Musical miał polską prapremierę w chorzowskim Teatrze Rozrywki (reżyseria nieżyjącego, sopockiego reżysera Marcela Kochańczyka) w roku 1994 i przetrwał na afiszu całą dekadę. W roli Evity występowała wtedy Maria Meyer, a w roli Che – m.in. Paweł Kukiz i Michał Bajor.  Później spektakl wystawiono jeszcze na deskach Teatru Muzycznego w Gdyni (1997) oraz w poznańskim Teatrze Muzycznym (2015).  I choć Webber odszedł jednak w swoich późniejszych kompozycjach od rockowego brzmienia, to warto na pewno  wymienić jego kolejne sukcesy sceniczne np. w musicalu „Cats” (1981), zainspirowanym wierszami o … kotach laureata Literackiej Nagrody Nobla z roku 1948 – T.S.Eliota. „Koty” pobiły bowiem wtedy wszystkie możliwe rekordy w długości nieprzerwanego wystawienia zarówno na West Endzie, jak i na Brodway’u, i to stamtąd pochodzi jeden z największych przebojów musicalowych w historii – „Memory”. Potem nadjechał „Starlight Express” (1984) – barwna historia wyścigu lokomotyw, w której wykonawcy występują na wrotkach oraz spektakularny „Phantom of the Opera” (londyńska premiera 1986), uznany przez krytyków jednogłośnie za spektakl roku na West Endzie. Kiedy po 2 latach trafił na Broadway – otrzymał w roku swojego debiutu  prestiżową nagrodę Tony. Szybko zdetronizował „Koty” i dziś jest musicalem, który nie tylko przyniósł największe dochody w historii, ale  też brodwayowskim  rekordzistą, jeśli chodzi o nieprzerwaną długość grania. Webber powrócił tu do rockowych inspiracji (oprócz tradycyjnych sekcji dętych i smyczkowych kompozytor wykorzystał też gitarę elektryczną, basową i perkusję), sam określając swoje dzieło jako „rock pod maską opery”. „Upiór w operze” doczekał się dwóch udanych polskich inscenizacji – w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego w warszawskim Teatrze Roma (2008), gdzie na jednym z przedstawień pojawił się nawet jako gość sam Andrew Lloyd Webber. W roku 2013 miała miejsce druga polska premiera tego musicalu – na scenie Opery Podlaskiej w Białymstoku, ponownie w reżyserii Wojciecha Kępczyńskiego.

Wysokich notowań Webbera (jest on zdecydowanie  najbardziej płodnym i wciąż aktywnym współczesnym twórcą musicalowym) nie przekreślają w żaden sposób wypadki przy pracy –niezbyt udane „Jeeves” (1976)  i „Song and Dance”(1982). Współtwórca  sukcesów „Jesus Christ Superstar” oraz „Evity” – Tim Rice, po rozstaniu się z Webberem, do swoich większych sukcesów zaliczyć może chyba tylko „Szachy” („Chess” – 1984), opisujące konflikt arcymistrzów szachowych w czasach zimnej wojny.  Muzykę do tego przedstawienia skomponowali wspólnie  Benny Anderson i Björn Ulvaeus   z grupy „Abba”. „Szachy” w polskiej wersji pojawiły się też na scenie Teatru Muzycznego w Gdyni im. Danuty Baduszkowej  w roku2000 – za czasów dyrekcji Macieja Korwina. 

Co porabiają w tym czasie ich konkurenci? Autor porywającej  muzyki „Hair” (spektakl schodzi z afisza na Brodwayu w połowie 1972 roku) – Galt McDermot, firmuje swoim nazwiskiem dwa kolejne, kompletnie nieudane przedsięwzięcia – „Dude” i „Via Galactica”. Każdy z tych spektakli, przy uruchomieniu gigantycznej machiny marketingowej, przygotowano wówczas kosztem budżetu przekraczającego milion dolarów, a mimo to poniosły one  totalną klęskę. Z kolei twórca sukcesu „Godspell” – kompozytor Stephan Schwartz zapisał na swoim koncie kolejny udany musical rockowy – „Pippin”(prapremiera 1972), którego głównym bohaterem jest młody książę, syn Karola Wielkiego z frankijskiej dynastii Karolingów. Mimo autentycznych postaci fabuła jest całkowicie fikcyjna. W historycznym kostiumie  (libretto Rogera Hirsona) odnaleźć jednak można było aktualne, współczesne i uniwersalne problemy i dylematy, związane z wojną, pokojem, buntem przeciwko władzy, walką pokoleń.   Współtwórcą sukcesu tego spektaklu był świetny reżyser i choreograf – Bobb Fosse, który miał również spory wpływ na zmiany w początkowej wersji libretta.

Współczesna, awangardowa, bezkompromisowa  i autentyczna muzyka rockowa wraca jednak w latach 70-tych tam, skąd zresztą trafiła na najważniejsze musicalowe sceny – do konkurencyjnych sal off i off-off Brodwayu. Rock ma już  za sobą  ponad 25-letnią, wyjątkowo bogatą historię, z której można przecież pełnym garściami czerpać inspiracje. A Broadway wciąż niecierpliwie i zachłannie czeka raczej na przedstawienia, które – odwołując się do określonych wspomnień i sentymentów – zapewnią gwarancję sukcesu i wysokiej liczby widzów. Niekoniecznie sięgając do pokładów ostrego, agresywnego rocka. Największym przebojem kasowym okazuje się w takiej sytuacji „Grease”(1972) Jima Jacobsa i Warrena Caseya, odwołujący się do korzeni rock’n’rolla. To  pogodna komedyjka o szalonych latach 50-tych, która pobije wkrótce ilościowy rekord popularnego „Skrzypka na dachu”, osiągając na Broadwayu 3388 przedstawień. „Grease”, który wkrótce trafi też na ekrany kin (1978) i wypromuje m.in. Johna Travoltę, grany jest nieprzerwanie na jednej scenie brodwayowskiej w latach 1972-1980, przynosząc ostatecznie swoim producentom 8 milionów dolarów czystego zysku. Na Polsce pojawił się na dwóch najważniejszych scenach musicalowych – w Teatrze Roma w Warszawie (2002)  oraz w Teatrze Muzycznym w Gdyni (2011).

W lutym 1973 roku magazyn „Rolling Stone” donosi o niezbyt udanym, kontrowersyjnym musicalu „The Trials of  Oz”, ale warto jednak przypomnieć, ze zawierał on m.in. piosenki tak znanych gwiazd rocka jak Mick Jagger oraz John Lennon, wspomagając się też  kompozycje  żony Lennona, Yoko Ono. Miesiąc później New York Joffrey Ballet wystawia premierę „Deuce Couple Ballet” do muzyki niezwykle popularnego amerykańskiego zespoły „The Beach Boys”. A więc już nie tylko rockowy musical czy opera, ale także rock-balet święci triumfy, sięgając po nieco mocniejsze rytmy i brzmienia? Warto też odnotować w naszej kronice kilka ciekawych  prób musicalowych, wykorzystujących muzykę i piosenki słynnej czwórki z Liverpoolu. Były to m.in.:  inscenizacja dobrze już nam znanego Toma O’Horgana – „Sgt. Peper’s Lonely Hearts Club Band”, „Beatlemania” czy kolejna produkcja Roberta Stigwooda – „John, Paul, George, Ringo… and Bert”. Choć spektakle te – z oczywistych i zrozumiałych względów  – cieszyły się dość niezłą frekwencją i ciepłym przyjęciem publiczności, to nie znalazły jednak większego uznania krytyków. Zauważyli oni natomiast kilka innych ciekawych prób. Np. wokalista „Jefferson Airplane” (legendy amerykańskiego undergroundu muzycznego) oraz jego późniejszej mutacji „Jefferson Starship” – Marty Balin, komponuje i współreżyseruje operę rockową „Rock Justice” (1979, San Francisco). Balin, sam zresztą występujący w tej inscenizacji, za główny temat spektaklu wybrał sen rockowej gwizdy o wytoczonym przeciwko sobie procesie, w którym głównym punktem oskarżenia był brak przebojów w koncertowym repertuarze.

Rok 1981 przyniósł z kolei premierę „The Catherine Wheel”, następnego głośnego rockowego baletu z choreografią Tyl Tharp, znaną wcześniej m.in. z wyjątkowo atrakcyjnych scen tanecznych w filmowej wersji musicalu „Hair”. Zespół baletowy  Tharp posiadał już zresztą znacznie wcześniej w swoim repertuarze taneczne  opracowania do muzyki m.in. takich legend rock an rolla, jak Chuck Berry czy Bruce Springsteen, a także zespołów „Supertramp” czy „The Beach Boys”. „The Catherine Wheel” był jednak w ich repertuarze pierwszym spektaklem baletowym, do którego muzykę rockową  zamówiono i napisano specjalnie. Jej autorem i wykonawcą był David Byrne z zespołem „Talking Heads”.

A echa idei „Jesus  Rock” powrócą jeszcze raz pod koniec roku 1982 w musicalu Vinette Carol „Your Arm’s  too Short to Box with God”, opartym – podobnie jak wcześniejszy „Godspell” – na wątkach z Ewangelii Św. Mateusza. W prapremierowej nowojorskiej inscenizacji wystąpili wtedy m.in. autentyczny i charyzmatyczny kaznodzieja Al Green i znana już piosenkarka Patti LaBelle.

Wojciech Fułek

(CDN)