Fed dał sygnał do umocnienia dolara

Komentarze ekspertów

Dziś rano za dolara trzeba zapłacić ponad 4,22 zł. To o 7 gr więcej niż 24 godziny wcześniej. Ten skok w górę to reakcja wyniki posiedzenia Fed, które przyniosło nie tylko wzrost stóp procentowych, ale też zapowiedź 3. ich podwyżek w 2017 roku.

Dolar był głównym beneficjentem wczorajszego posiedzenia Fed. O godzinie 10:10 kurs EUR/USD testował poziom 1,0490 wobec 1,0650 w środę tuż przed godziną 20:00, gdy inwestorzy poznali wyniki posiedzenia amerykańskiego banku centralnego. Notowania USD/CHF wzrosły do 1,0244, USD/JPY do 117,76, a wspomniana para USD/PLN podskoczyła do 4,2240 zł.

Umocnienie dolara idzie w parze ze wzrostem rentowności obligacji, a także spadkiem cen surowców. W tym m.in. ropy, miedzi i złota. To ostatnie potaniał dziś do 1134,67 USD, kontynuując zapoczątkowany w lipcu trend spadkowy i testując poziomy nieoglądane od stycznia br.

Fed zdecydował wczoraj o podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych (pb). Tym samym podnosząc przedział wahań stopy funduszy federalnych do 0,50-0,75%. Była to druga podwyżka w zapoczątkowanym w grudniu 2015 roku cyklu zaostrzania polityki monetarnej w USA.

Jednocześnie władze monetarne zasugerowały 3 podwyżki stóp procentowych w 2017 roku (o jedną więcej niż to sugerowały we wrześniu). W górę też zostały skorygowane prognozy wzrostu gospodarczego dla USA na ten rok oraz na lata 2017 i 2019, przy równoczesnej korekcie w dół prognoz stopy bezrobocia w tych samych okresach czasu.

Wyniki posiedzenia Fed były pewnym zaskoczeniem dla rynków. Powszechnie zakładano bowiem, że decyzji o wzroście stóp procentowych będzie towarzyszyć “gołębia retoryka”. Mówiąc wprost, żeby nie przestraszyć rynków finansowych, FOMC nie będzie sugerował wyraźnego przyspieszenia zaostrzania polityki monetarnej w przyszłym roku. Stało się inaczej.

Jeżeli “jastrzębia” wymowa wczorajszego posiedzenia Fed nie zostanie zneutralizowana to końcówka roku upłynie pod znakiem drogiego dolara, rosnących rentowności długu, odpływu kapitałów z rynków wschodzących, ale też przy niewielkich zmianach na rynkach akcji (silnej korekty na giełdach spodziewałbym się dopiero w styczniu). Dla polskiego złotego oznaczałoby rosnącą presję na jego osłabienie. W moim scenariuszu bazowym na koniec grudnia za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł, za dolara 4,28 zł, a za szwajcarskiego franka 4,17 zł.

Niezależnie od tego jakie nastroje będą panować na rynkach finansowych w najbliższych dniach należy mieć na uwadze, że perspektywa zaostrzenia polityki monetarnej w USA, przy realizowanej ultraluźnej polityce monetarnej przez Europejski Bank Centralny (ECB), musi oznaczać zrównanie się kursu euro i dolara (parytet) w I połowie przyszłego roku. Jeżeli ten obraz uzupełnić o rozczarowujące wyniki polskiej gospodarki, ryzyko cięcia ratingu, utrzymując się spór polityczny, słabe postrzeganie rynków wschodzących, a przede wszystkim wobec braku widoków na podwyżkę stóp przez RPP przed 2018 roku, to trzeba przyzwyczaić się do wysokich kursów głównych walut. Trzeba też oswoić się z myślą, że za euro i dolara przyjdzie nam zapłacić w przyszłym roku po 4,40 zł.

W czwartek w dalszym ciągu tematem numer jedne na rynkach finansowych będzie posiedzenie Fed. Szczególnie, że ani zakończone już posiedzenie Narodowego Banku Szwajcarii (SNB), ani też kończące się o godzinie 13:00 posiedzenie Banku Anglii (BoE), nie będzie dla rynków żadnym impulsem. Inwestorzy zignorowali też dobre odczyty grudniowych indeksów PMI dla Francji, Niemiec i Strefy Euro. W tej sytuacji można oczekiwać, że większych emocji nie wołają także publikowane po południu dane makro z USA.

Marcin Kiepas

Udostępnij artykuł: