Fed gołębio, obawia się zagrożeń zewnętrznych

Komentarze ekspertów

Rezerwa Federalna pozostawiła stopy procentowe na poziomie 0,25-0,5 proc. W komunikacie wydanym po posiedzeniu bank podkreśla, że wydarzenia na rynkach finansowych i w światowej gospodarce zagrażają stabilnemu wzrostowi w Stanach Zjednoczonych. Prognozy wzrostu PKB i bezrobocia zostały nieznacznie obniżone, inflacji nie uległy zmianie. Znacznie zredukowane zostały, i zbliżone do oczekiwań rynkowych, projekcje stopy funduszy federalnych oparte o opinie poszczególnych członków Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Obecnie wynika z nich, że do końca roku oprocentowanie wzrośnie o 50 pkt bazowych, czyli dwukrotnie. W grudniu spodziewano się 4 podwyżek o 0,25 pkt proc. W kolejnym roku stopa ma się zwiększyć o kolejny punkt proc.

Fed podtrzymuje akomodacyjne nastawienie do polityki pieniężnej, a termin i skalę dalszych dostosowań docelowego zakresu stopy procentowej, będzie oceniał przez pryzmat postępu – zarówno zrealizowanego, jak i oczekiwanego – w kierunku maksymalnego zatrudnienia i 2-proc. inflacji. Weźmie pod uwagę szeroki zakres informacji, w szczególności dotyczących warunków na rynku pracy, wskaźników presji inflacyjnej i oczekiwań inflacyjnych oraz wskazówki dotyczące wydarzeń o charakterze finansowym i międzynarodowym.

W reakcji na komunikat rynek obniżył szanse wzrostu stóp w czerwcu z powyżej 50 do 38 proc. Gołębiego wydźwięku komunikatu nie zburzyła nawet informacja, że E. George, szefowa Fed z Kansas, nie zgodziła się z większością i optowała za podwyżką stóp procentowych już na tym posiedzeniu. W naszej ocenie, rynek ponownie przeszarżował w kwestii oddalania terminu monetarnego zacieśnienia w USA. Wraz z upływem czasu inwestorzy będą coraz bardziej uwzględniać scenariusz wzrostu oprocentowania w czerwcu. Uchronić przed tym scenariuszem może seria niekorzystnych odczytów z lokalnej gospodarki, pogorszenie nastrojów na rynkach i/lub oczekiwań dotyczących sfery realnej na świecie.

Komunikat Fed został dobrze odebrany na Wall Street. Ceny akcji wzrosły, choć nie można mówić o euforii. Dolar stracił na wartości, a waluty emerging markets zawróciły ze ścieżki osłabienia. Mocno wzrosły ceny ropy naftowej, metali i większości innych surowców.

Seria danych, która została wczoraj opublikowana zanim Fed podjął decyzję, wskazuje na niejednoznaczny obraz koniunktury w USA. Pozytywne są, mniejszy niż oczekiwano, spadek inflacji CPI (do 1,0 proc. r/r) oraz jej wzrost w ujęciu bazowym (2,33 proc. – najwyższy poziom od września 2008 r.). Odczyty wskazują na utrzymujący się na wysokim poziomie popyt wewnętrzny, dzięki któremu producenci nie mają problemów z przeforsowaniem podwyżek cen.

Na drugim biegunie przemysł. Dane Rezerwy Federalnej pokazały, że silne odbicie produkcji przemysłowej w styczniu było jednorazowym zjawiskiem. W lutym wytwórczość ponownie spadła (o 0,5 proc. m/m). Na przestrzeni ostatnich 13 miesięcy jedynie w dwóch z nich produkcja amerykańskiego przemysłu wzrosła (m/m). Wykorzystanie mocy wytwórczych – w grudniu najniższe od 2,5 lat – po odbiciu w styczniu, w lutym ponownie spadło (76,7 proc.). Słabe wyniki to ciągle efekt fatalnej sytuacji w przemyśle łupkowym.

Także informacje z rynku nieruchomości nie napawają optymizmem, szczególnie, jeśli chodzi o perspektywy. Liczba rozpoczętych budów domów wzrosła wyraźnie w lutym i jednostkowo utrzymuje się na stabilnym poziomie ok. 1,1-1,2 mln rocznie. Natomiast liczba pozwoleń na budowę, prognozująca do pewnego stopnia przyszłą wielkość budów, spadła w lutym trzeci miesiąc z rzędu. Póki co nadal nie jest to nic niepokojącego, bowiem ilościowo utrzymuje się w rejonie najwyższych wartości od 2007 r. Niemniej, pojawiają się sygnały nasycenia na rynku nieruchomości, co może zapowiadać trudności w horyzoncie najbliższych kilku miesięcy.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: