Fed umacnia dolara. BoE osłabia funta. Złoty … kalkuluje

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynkach finansowych była publikacja minutes ze styczniowego posiedzenia FOMC. Zgodnie z oczekiwaniami w zeszłym miesiącu podjęta została dyskusja nad tzw. strategiami wyjścia z obecnej, ultrałagodnej polityki pieniężnej. Z protokołu wynikało, że Rezerwa Federalna rozważy duże zmiany w programie ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE) na posiedzeniu w marcu.

W środę najważniejszym wydarzeniem na rynkach finansowych była publikacja minutes ze styczniowego posiedzenia FOMC. Zgodnie z oczekiwaniami w zeszłym miesiącu podjęta została dyskusja nad tzw. strategiami wyjścia z obecnej, ultrałagodnej polityki pieniężnej. Z protokołu wynikało, że Rezerwa Federalna rozważy duże zmiany w programie ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE) na posiedzeniu w marcu.

Choć sytuacja na rynku pracy wciąż nie jest zadawalająca, to "(...) kilku przedstawicieli Fed było zdania, że trwająca właśnie ocena kosztów, efektywności i zagrożeń związanych z programem może skłonić bank do ograniczenia lub wstrzymania zakupu aktywów". Pojawiło się wiele propozycji jak postępować z obecnym programem przewidującym miesięczny zakup aktywów za 85 mld  USD. M.in. jednym z nowych pomysłów jest zastąpienie zakupów obietnicą nie sprzedawania ich w okresie dłuższym niż obecnie zapowiadany. Wskazywano też na możliwość zmniejszenia tempa skupu. Nietrudno się domyślić, że członkowie FOMC byli jednak podzieleni w ocenach, pojawiały się też opinie, że zbyt szybkie zakończenie QE zaszkodziłoby gospodarce.

Tak jak się spodziewaliśmy, po wyraźnie jastrzębim tonie protokołu dolar umocnił się wobec euro. Kurs EUR/USD spadł zgodnie z oczekiwaniami poniżej 1,33 notując dzisiaj rano najniższy poziom od 10 stycznia br.

Z technicznego punktu widzenia główna para walutowa środowym ruchem wybiła się ze średnioterminowego trendu wzrostowego, w którym przebywała od listopada ub. roku. Droga do niższych poziomów, włącznie z testem 1,30 USD, została więc otworzona. Dzisiaj rynek będzie "sprawdzał" wtorkowy powiew optymizmu, co do kondycji niemieckiej gospodarki i to co zobaczy w danych zaważy na dalszych losach wspólnej waluty. Ostatnie bardzo pozytywne opinie niemieckich członków EBC oraz przedstawicieli Bundesbanku, a przede wszystkim zaskakująco wysoki wskaźnik ZEW (opisujący nastroje wśród analityków i inwestorów instytucjonalnych) pobudziły wyobraźnię ekonomistów. Poprzeczka została więc wysoko podniesiona, co oznacza, że rozczarowanie może być bolesne. Jeszcze przed południem opublikowane zostaną wskaźniki PMI dla przemysłu i usług całej strefy euro oraz jej głównych gospodarek. Prognozy wskazują oczywiście na poprawę sytuacji (w przypadku Niemiec oczekuje się wzrostu ponad recesyjny poziom 50 pkt).

Na rynek powróciły też dyskusje dotyczące ciągnących się problemów peryferii strefy euro, co dodatkowo deprecjonująco oddziaływało w środę na wspólną walutę (m.in. właśnie z tego powodu nie udało się parze euro/dolar dłużej utrzymać powyżej poziomu 1,34 USD). Przedstawiciel francuskiego rządu poinformował, że kraj może mieć problemy ze sprowadzeniem deficytu budżetowego poniżej 3,0% PKB. Agencja ratingowa  S&P wskazała na "istotne i rosnące ryzyko" dla stabilności oceny kredytowej Cypru. Obecnie kraj ma przyznany rating na poziomie CCC+ z perspektywą negatywną. Jednak, jeśli nie otrzyma pomocy finansowej od UE i MFW stanie się niewypłacalny. Według analityka S&P istnieje 33% prawdopodobieństwo, że w tym roku ocena wiarygodności Cypru zostanie po raz kolejny obniżona. Obniżka ratingu oznaczałaby, że znalazłby się on na poziomie "bankructwa". Z kolei z Hiszpanii płyną komentarze o wciąż trudnej sytuacji gospodarczej kraju. Premier M. Rajoy zapowiedział wprawdzie, że w ciągu kilku tygodni rząd przedstawi nowy program stymulacyjny dla gospodarki, jednak Partia Ludowa, z którą jest związany, traci poparcie obywateli i może być mu trudno uzyskać aprobatę społeczną. Rynkowi ciąży dodatkowo niewiadoma związana z wynikiem weekendowych wyborów we Włoszech.

Tymczasem, coraz gorzej "miewa się" funt brytyjski. Od styczniowego maksimum na poziomie 1,638 parę GBP/USD dzieli już blisko 13 centów. Obecnie za 1 GBP płaci się niewiele ponad 1,51 USD. Ucieczka od funta to po pierwsze wynik ostatnich (niezdementowanych) doniesień o możliwej obniżce ratingu Wielkiej Brytanii  przez agencję S&P (obecnie na poziomie AAA) i spekulacji, że decyzja taka może zapaść już 20 marca po przedstawianiu założeń budżetowych. Po drugie w środę poznaliśmy minutes z lutowego posiedzenia Banku Anglii, z którego wynikało, że już  trzech z dziewięciu członków BoE (w tym prezes M.King) głosowało za zwiększeniem programu QE o 25 mld GBP do kwoty 400 mld GBP. Wcześniej "za" opowiadał się tylko jeden członek. Dyskutowano także nad możliwością podjęcia innych działań luzujących politykę pieniężną, co dodatkowo negatywnie odbijało się na kondycji brytyjskiego funta.

W kraju złoty nadal pozostaje pod wpływem silnej styczniowej produkcji przemysłowej analizowanej w kontekście decyzji RPP. Przez całą środę para EUR/PLN kontynuowała spadek testując podczas sesji europejskiej wsparcie na 4,155 wspierana dodatkowo komentarzem członkini Rady E.Chojnej-Duch, w ocenie której na marcowym posiedzeniu może nie znaleźć się większość by przegłosować wniosek o obniżkę stóp o kolejne 25 pkt. Rosnące w opinii rynku prawdopodobieństwo, że w marcu koszt pieniądza w NBP pozostanie na dotychczasowym poziomie, sprawiło iż nasza waluta silnie nie zareagowała nawet na środowe zmiany z szerokiego rynku. Dzisiaj od rana kurs EUR/PLN oscyluje w okolicach 4,165. W ciągu dnia poznamy protokół z lutowego posiedzenia RPP, który da zapewne pełniejszy obraz tego co może wydarzyć się 5-6 marca podczas decyzyjnego posiedzenia RPP.

130221.ryn.walut.01.320x130221.ryn.walut.02.320x130221.ryn.walut.03.550x

Joanna Bachert
Biuro Strategii Rynkowych
PKO Bank Polski

Udostępnij artykuł: