Fed w komfortowej sytuacji

Komentarze ekspertów

Amerykańska Rezerwa Federalna ma sprzyjające warunki do normalizowania polityki pieniężnej – niską inflację, stabilny wzrost, pełne zatrudnienie. W mniej korzystnej sytuacji jest Europejski Bank Centralny, który zbyt późno przymierza się do zacieśniania i może mieć trudności z odpowiedzeniem na następny kryzys.

Wskaźnik inflacji oparty o wydatki na konsumpcję w Stanach Zjednoczonych (PCE) okazał się w czerwcu nieznacznie wyższy (1,5 proc. rdr), niż się spodziewano (1,4 proc), ale pozostał w rejonie najniższego poziomu od 1,5 roku. Presja popytowa jest niska i nie wymusza na Rezerwie Federalnej pośpiechu w zacieśnianiu polityki pieniężnej. Fed będzie jednak zapewne robił swoje, tj. w najbliższym czasie ogłosi zamiar zmniejszenia sumy bilansowej poprzez ograniczenie reinwestowania środków uzyskiwanych z tytułu posiadanych na rachunkach aktywów. W grudniu prawdopodobnie podniesie stopy. Ma to na celu wykorzystanie sprzyjających warunków (pełne zatrudnienie, wzrost zgodny z potencjałem, niska inflacja) do znormalizowania parametrów polityki monetarnej, by mieć narzędzia oddziaływania w przypadku pogorszenia warunków ekonomicznych.

Po słabym początku roku, a w części sektorów także w II kw., w ostatnich tygodniach odczyty wyraźnie się poprawiły. Indeksy zaskoczeń dla amerykańskiej gospodarki wzrosły. Wczoraj Instytut Zarządzania Podażą podał, że mierzący kondycję amerykańskiego przemysłu indeks ISM spadł lekko w lipcu (z 57,8 do 56,3 pkt), ale pozostaje daleko ponad granicą oddzielającą wzrost od kontrakcji (50 pkt). Jest w rejonie najwyższych wartości w tej dekadzie. Przemysł to od wyboru D. Trumpa na prezydenta zdecydowanie mocny punkt amerykańskiej gospodarki.

Nieoczekiwanie słabo wypadły natomiast w czerwcu dochody konsumentów. Nie uległy zmianie w porównaniu do maja, pomimo oczekiwań zwyżki o 0,4 proc. i negatywnej rewizji danych z poprzedni miesiąc (do 0,3 z 0,4 proc. mdm). Niska dynamika wynagrodzeń to czynnik w dłuższym terminie oddziałujący w kierunku osłabienia konsumpcji, a co za tym idzie inflacji i wzrostu PKB. To normalna sytuacji po 8 latach ożywienia. Gospodarka USA jest w zaawansowanej fazie cyklu koniunkturalnego i będzie raczej zwalniać, niż przyspieszać, bez względu na to, co o ekspansjach nie mówiliby przedstawiciele Fed („expansions do not die of old age”). Na nie najlepsze rokowania na 2018 r., szczególnie w kontekście konsumpcji, wskazują kiepskie ostatnio wyniki sprzedaży producentów aut.

Z zupełnie inną sytuacją mamy do czynienia w Europie. Tu cykl dopiero wchodzi w okres najdynamiczniejszego wzrostu, co potwierdzają bieżące wyniki. PKB w strefie euro wzrósł w II kw., według wstępnych danych, o 0,6 proc. kdw i był wyższy niż przed rokiem o 2,1 proc. To zdecydowanie tempo powyżej potencjału (szacowanego na 1,0-1,5 proc.). Stąd też, relatywnie, perspektywy inwestycji na Starym Kontynencie, a także – co istotne z punktu widzenia zachowania waluty kierunki polityki pieniężnej – są obecnie lepsze niż w USA. Pcha to od pół roku euro w górę nie tylko w relacji do dolara, ale większości podstawowych walut.

Damian Rosiński

Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: