Fundusze dla ostrożnych: stabilnego wzrostu czy zrównoważone?

Komentarze ekspertów

Rekordowo niskie odsetki od depozytów oferowanych przez banki czy mało atrakcyjne oprocentowanie obligacji skarbowych, może skłaniać do poszukiwania innych form oszczędzania czy inwestowania. Zerkając choćby na wyniki funduszy inwestycyjnych z ubiegłego roku, kiedy najlepsze fundusze akcyjne dały zarobić nawet ponad 40 proc., w wielu może rodzić się pokusa do podjęcia nieco większego ryzyka.

Dla osób o mniejszym doświadczeniu fundusze akcji mogą być jednak zbyt dużym ryzykiem, dlatego dla nich najczęściej polecane są fundusze mieszane, czyli takie, którą łączą w sobie cechy bardzo bezpiecznych funduszy obligacji emitowanych i zabezpieczanych przez skarb państwa z funduszami inwestującymi w akcje spółek notowanych na giełdzie, co jest związane z wyraźnie większym poziomem ryzyka inwestycyjnego.

Fundusze mieszane dzielą się na trzy podgrupy: zrównoważone, stabilnego wzrostu i aktywnej alokacji aktywów. Polityka tych ostatnich sprawia, że w zależności od prognozowanej przez zarządzającego funduszem koniunktury rynkowej, czasem fundusz taki może być niemal klasycznym funduszem akcji, a czasem niemal klasycznym funduszem obligacji. W praktyce ich wyniki są więc różne, a ryzyko w istocie większe niż w przypadku funduszy mieszanych zrównoważonych i stabilnego wzrostu. Opisując ich polityki inwestycyjne w telegraficznym skrócie, można powiedzieć, że wpłacane do nich pieniądze fundusze zrównoważone inwestują mniej więcej po równo w akcje i obligacje, natomiast fundusze stabilnego wzrostu stawiają większy nacisk na bezpieczeństwo, inwestując w akcje zazwyczaj nie więcej niż jedną trzecią powierzanego im kapitału.

W oczywisty sposób przekłada się to na wyniki funduszy. Przeglądając ich średnie zyski z ostatnich lat łatwo zauważyć, że w latach tłustych zawsze zyskiwały obydwie grupy funduszy, z tym że fundusze stabilnego wzrostu niemal zawsze zarabiały nieco mniej niż zrównoważone. Wieloletnia średnia wskazuje, że wzrost wartości jednostek uczestnictwa funduszy stabilnego wzrostu stanowi ok. 70 proc. wzrostu jednostek funduszy zrównoważonych. Inaczej mówiąc, gdy fundusze zrównoważone średnio zarabiały 10 proc., to fundusze stabilnego wzrostu zyskiwały 7 proc.

140120.open.f

Jak widać potencjał zysku funduszy stabilnego wzrostu jest więc wyraźnie niższy niż w przypadku funduszy zrównoważonych. Z drugiej strony wpływa to na znaczne ograniczenia ryzyka inwestycyjnego, na jakie nastawia się osoba powierzająca im swoje oszczędności. W ostatnich 12 latach zdarzyły się dwa lata chude – 2008 i 2011 – gdy obydwie grupy funduszy przyniosły straty. Zwraca uwagę, że tym razem proporcje były nieco inne niż w przypadku opisywanych wyżej lat tłustych. Okazuje się bowiem, że średnie straty funduszy stabilnego wzrostu stanowiły ok. połowy średnich strat poniesionych przez fundusze zrównoważone. Inaczej mówiąc, gdy zrównoważone traciły 10 proc., to stabilne były „tylko” na 5-proc. minusie.

Zatem, gdy na rynku akcji będzie panował dobra koniunktura, właściciel jednostek uczestnictwa funduszu stabilnego wzrostu musi nastawić się na to, że jego zyski będą mniejsze, niżby zainwestował w fundusz zrównoważony. Ale nie aż o tyle niższe, o ile niższe byłyby jego straty, gdyby jednak na rynkach zapanowała dekoniunktura. Krótko mówiąc, dla osób o słabszych nerwach, pewnie lepszym rozwiązaniem będą fundusze stabilnego wzrostu, które w porównaniu z funduszami obligacji dają szansę na dodatkowy zysk ze wzrostu wartości akcji spółek giełdowych, ale jednocześnie nie narażają ich na konieczność obserwowania i denerwowania się dużymi skokami zmian wartości jednostki uczestnictwa.

Wadą funduszy mieszanych są stosunkowo wysokie koszty. Niemałe są zarówno opłaty dystrybucyjne, ponoszone przy zakupie jednostek uczestnictwa, jak i koszty związane z wynagrodzeniem za zarządzanie, jakie należne jest towarzystwu funduszy inwestycyjnych. W przypadku funduszy zrównoważonych podstawowa opłata dystrybucyjna to ok. 3,7 proc., natomiast rzeczywisty procent aktywów, przeznaczony na pokrycie kosztów operacyjnych funduszy to ok. 4,2 proc. w skali roku. Znacznie korzystniej przedstawia się to w funduszach stabilnego wzrostu, gdzie koszty te wynoszą w jednym i drugim ok. 2,7 proc.

Taniej portfel zrównoważony czy stabilnego wzrostu można sobie stworzyć inwestując odrębnie w fundusz akcji i obligacji. W takim przypadku narażamy się jednak na dodatkowe ryzyko, które wynika ze słabości silnej woli. Chodzi o to, że może pojawić się tendencja do odbierania wzrostów i spadków poszczególnych składników portfela indywidualnie, a nie poprzez pryzmat portfela jako całości. Od tego już tylko krok do pojawienia się pokusy do ciągłego ingerowania w jego skład i tym samym odchodzenia od pierwotnie przyjętej strategii, co być może samo w sobie nie jest takie złe, często jednak takie decyzje podejmowane są pod wpływem emocji i mogą obracać się przeciwko inwestorom.

Zaletą funduszy zrównoważonych czy stabilnego wzrostu jest przede wszystkim to, że pomagają zachować dyscyplinę w inwestowaniu. Lokując pieniądze w takim funduszu, nasze środki dzielone są w ramach niego w odpowiednich proporcjach pomiędzy akcje i obligacje i bezpośrednio nie mamy wpływu na kształt jego portfela. Siłą rzeczy, przez cały okres inwestycji w dany fundusz, utrzymujemy jedną, przyjętą na początku strategię.

Bernard Waszczyk
Open Finance

Udostępnij artykuł: