Fundusze inwestycyjne – czy nastąpi wielki come back?

Fundusze inwestycyjne mają wiele zalet i stwarzają znacznie więcej możliwości niż lokaty. W takim razie jak to możliwe, że postrzeganie funduszy przez wielu klientów instytucji finansowych jest dziś zupełnie inny? Z jakiego powodu kojarzone są z ryzykiem i utratą części kapitału? Dlaczego tylko co dziesiąty Polak odkłada środki z wykorzystaniem funduszy inwestycyjnych?

Odpowiedzią na te pytania są być może zawirowania rynkowe z ostatnich lat, nazwane „największym kryzysem finansowym na świecie od czasu Wielkiej Depresji z lat 30-tych XX wieku”. Jeśli chodzi o spadki cen akcji na giełdzie w Nowym Jorku, rok 2008 był jednym z  trzech najgorszych w ostatnich 150 latach. Fatalne wyniki za Oceanem przeniosły się na rynek polski. Dla inwestorów, którzy trzymali środki w funduszach akcyjnych (i zrównoważonych) to negatywne doświadczenie mogło naruszyć zaufanie do ryzykownych inwestycji na tyle, że po 4 latach nadal niechętnie wychodzą poza odkładanie pieniędzy na lokatach.

Co ciekawe, rok 2008 był jednocześnie znakomitym rokiem dla funduszy inwestycyjnych z rynku obligacji. Przykładowo, UFK Nordea Bezpiecznego Inwestowania zarobił wtedy  rekordowe 7,14% i był to jego najlepszy wynik od uruchomienia w 2003 roku do 2012 roku, kiedy rekord  został pobity wynikiem 8,58%. Dlaczego więc to doświadczenie 2008 roku jest tak jednoznacznie negatywne, skoro fundusze obligacji miały w tym czasie znakomite stopy zwrotu? Ponieważ większość Klientów trzymała środki w funduszach agresywnych, zawierających akcje. A dlaczego właśnie w tych? Ponieważ miały znakomite wyniki historyczne w latach poprzednich i każdy liczył na kontynuację pozytywnego trendu w latach kolejnych.

Tu dochodzimy do sedna problemu. Zła sława funduszy inwestycyjnych nie wynika z ich wad wrodzonych, ale z nieostrożnego użytkowania. Gdyby inwestycje w fundusze były lepiej podzielone w 2008 roku, to straty na funduszach akcyjnych (i zrównoważonych) byłyby w pewnym stopniu rekompensowane zyskami z funduszy obligacji. To mogłoby uspokoić inwestorów na tyle, żeby utrzymali swoje inwestycje w kolejnych latach i po wzrostach z lat 2009-2010 odrobili straty w całości.

Dlatego, gdyby inwestycje w fundusze inwestycyjne były wybierane pod kątem potrzeb Klienta (a nie pod kątem aktualnego trendu, czyli historycznej stopy zwrotu), to doświadczenia Klientów z tymi produktami byłyby dziś dużo lepsze, a same produkty bardziej popularne.

Kto ponosi odpowiedzialność za dopasowanie produktów inwestycyjnych do potrzeb Klientów? Ten kto ponosi odpowiedzialność na przykład za bezpieczeństwo uczestników imprez masowych, czyli organizator. W przypadku tematów inwestycyjnych, są nim instytucje finansowe.

W minionych miesiącach obserwujemy na polskim rynku wprowadzenie pojęcia banku „doradczego”. Klienci są coraz bardziej świadomi swoich potrzeb finansowych i oczekują  wysokiego poziomu  usług. Oczekują poświęcenia im uwagi nie tylko w trakcie sprzedaży produktu, ale również przy kolejnych kontakatach z doradcą. To dobrze, bo presja ze strony klientów motywuje banki do działania, a wyścig o klienta wygra ten, który najlepiej o niego zadba. Jeśli starania instytucji finansowych przełożą się na lepsze „doradztwo” w zakresie doboru funduszy inwestycyjnych do indywidualnych potrzeb, to klienci znów mogą obdarzyć ten produkt większym zaufaniem.

Łukasz Mickiewicz
Nordea Bank Polska

Udostępnij artykuł: