Fundusze inwestycyjne zajmują nisze

Polecamy

Wśród licznych instrumentów umożliwiających pasywne pomnażanie kapitału, jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych nie należą do szczególnie popularnych opcji. Według raportu Fundacji Kronenberga na temat finansów Polaków, jedynie co dwudziesty respondent przyznał się do powierzania swych oszczędności towarzystwom funduszy inwestycyjnych.

Przy stosunkowo niskim popycie, podaż na rynku tego rodzaju instrumentów finansowych jest całkiem spora. W końcu roku 2014 działało w Polsce 1282 fundusze inwestycyjne; było wśród nich 488 funduszy otwartych i aż 794 zamkniętych (na przykład sekurytyzacyjne). 61 towarzystw funduszy inwestycyjnych zarządzało środkami o łącznej wartości przekraczającej 150 mld złotych – a więc porównywalnej z funduszami własnymi polskiego sektora bankowego. Jak by nie patrzeć, na rynku tym było dość gęsto, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę – delikatnie mówiąc – umiarkowane zainteresowanie naszych rodaków tą formą inwestowania. Nietrudno się domyślić, że w takiej sytuacji oferenci nowych produktów powinni koncentrować się na niszach rynkowych. Jedną z takich nisz mogą być produkty łączące w sobie stopę zwrotu z inwestycji charakterystyczną dla instrumentów inwestycyjnych ze znacznie niższym poziomem ryzyka. Właśnie tego rodzaju produkty w ostatnich tygodniach debiutowały na rynku.

Przykładem może być oferta firmy Investment Fund Manager, opierająca się na tzw funduszach luksemburskich. Przypomnijmy: przepisy wspólnotowe (tzw. Dyrektywa UCTIS) zezwalają funduszom funkcjonującym w dowolnym kraju unijnym na oferowanie jednostek uczestnictwa również w pozostałych państwach. Fundusze takie generalnie oferują dwa rodzaje jednostek uczestnictwa: jednostki akumulacyjne (w ich przypadku zysk z inwestycji powiększa wartość wpłaconego kapitału) oraz tzw. jednostki dystrybucyjne. Istotą tych ostatnich jest rozdzielenie pomiędzy kapitałem a przychodem z inwestycji; ten ostatni wypłacany jest uczestnikowi w formie dywidendy. Z powodu uregulowań zawartych zarówno w polskim i luksemburskim prawie podatkowym, jak również w umowie o unikaniu podwójnego opodatkowania pomiędzy obydwoma krajami korzystniejszy jest ten ostatni model. Teoretycznie dochód taki powinien być opodatkowany przez fiskusa luksemburskiego – jednak kraj ten zastosował w tym zakresie liczne zwolnienia. Ale nie tylko korzyści podatkowe mogą skłaniać za wyborem małego księstwa jako biznespartnera dla polskich instytucji finansowych. Aleksander Jawień, prezes IFM przypomina, że Luksemburg to największy rynek europejski. – Funkcjonuje tu ponad 14 tysięcy funduszy inwestycyjnych; wśród nich kilka tysięcy stanowią instrumenty typu Exchange Traded Fund  – podkreślił Jawień. Dwa nowe fundusze mają bazować na instrumencie SICAV (société d’investissement a capital variable – towarzystwo inwestycyjne o kapitale zmiennym). Pierwszy z nich bazować będzie na papierach dłużnych – zarówno rządowych, jak również korporacyjnych. Założeniem jest osiągnięcie średniego zwrotu z inwestycji na poziomie 3-4 proc. rocznie. W drugim przypadku podstawą inwestycji będą zarówno akcje, jak również papiery dłużne. Tu z kolei przewidywana stopa zwrotu wynieść ma 7-8 procent. Obydwa fundusze inwestycyjne dostępne zarówno w euro jak i PLN; zdaniem prezesa TFI, pozwala to dodatkowo zarobić na zabezpieczeniach.

Jeżeli dla kogoś nawet takie rozwiązanie wydaje się zbyt mało zyskowne w krótkiej perspektywie, alternatywą może być fundusz propozycja spółki Franklin Templeton. Jest to oczywiście fundusz dywidendowy, jednak o  określonej wartości wypłacanego zysku. W przypadku, jeśli aktywa funduszu zniżkują, Towarzystwo zarządzające całym przedsięwzięciem zobowiązuje się do wykorzystania na wypłatę dywidend części kapitału. Taki model może okazać się dobrym rozwiązaniem dla inwestorów średnio-i długoterminowych, którzy jednakże chcą mieć zagwarantowany w miarę regularny przychód z inwestycji. Dywidenda jest wówczas w miarę pewna – a zgromadzony kapitał zawsze można wypłacić w okresie zwyżki aktywów, rekompensując tym samym straty poniesione podczas ewentualnej recesji.

Karol Jerzy Mórawski

Udostępnij artykuł: