Gdyby burmistrzowie rządzili światem… I czy leci z nami pilot?

Samorząd

Na grudniową Konferencję "Nowoczesny Samorząd - Zarządzanie i Finanse" trafiłem nieco przypadkowo, ale nie żałuję.

Kolejna edycja pożytecznej inicjatywy Związku Banków Polskich i Europejskiego Doradcy Samorządowego w ciekawym i pełnym paradoksów okresie.

Czas podsumowań ostatniego 25-lecia. Cieszymy się z wielu zmian i sukcesów – a tu spektakularna i przykra wpadka Państwowej Komisji Wyborczej. Signum temporis jakości polskiego państwa?

Premier polskiego rządu niespodziewanie zostaje Przewodniczącym Rady Europejskiej, podbudowując nasze ogólnopolskie poczucie wartości. Tym samym, równie niespodziewanie, otwiera się szansa odejścia od wieloletniej intelektualnej stagnacji polskiego rządu, która wynikała z przyjętej filozofii przetrwania, wykluczającej podjęcie ryzyka dalszej systemowej modernizacji kraju. Czy mamy nową realną szansę na jej wznowienie?

Jesienią weszliśmy w okres wyborczego trójboju. Pierwsza konkurencja za nami. Trudno jeszcze do końca jednoznacznie interpretować jej wyniki. W wielu przypadkach przepadli faworyci, a w kilku wybór był zaskakujący. Czyżby polski wyborca wszedł na wyższy poziom świadomości i oczekiwań? Może zaczyna go uwierać wszechobecna planistyczno-przestrzenna niemoc, brak pomysłu na demograficzne wyzwania współczesnej Polski czy oddalanie się samorządu od obywatela i jego problemów?

Wróćmy jednak do Konferencji.

Zaproszono wielu znamienitych gości. Byli przedstawiciele parlamentu, rządu i urzędów centralnych, publicznych instytucji finansowych i członkowie kierownictw wielu działających w Polsce banków. Z satysfakcją odnotowuję wystąpienie Krzysztofa Kwiatkowskiego – Prezesa Najwyższej Izby Kontroli. Uzyskałem potwierdzenie, że w ramach posiadanych – jednak nie zawsze optymalnych – kompetencji i bez względu na inne okoliczności towarzyszące, można skutecznie realizować modernizację i zmianę jakościową zarządzanej instytucji. Tak było wcześniej w Ministerstwie Sprawiedliwości, tak jest i teraz w NIK. Spokojnie, systematycznie, logicznie i przyzwoicie. Bez poszukiwania aplauzu. Nie tylko legalizm i minimalizm, ale profilowanie kontroli na ocenę skuteczności i efektywności działań kontrolowanych podmiotów (kontrola “wartości za pieniądze”).

Szczególnie ciekawa była wieczorna dyskusja, wzmocniona napięciem, jakie niesie ze sobą oczekiwanie na kolację, po dniu pełnym wrażeń.

Wzięli w niej udział i praktycy i analitycy. Z tej dyskusji nie wynika dla samorządów nic optymistycznego i pewnie nic o czym by wcześniej nie wiedziano. Wiemy, że decentralizacja władzy w Polsce przybrała w przypadku samorządów postać decentralizacji deficytu budżetowego, a nie źródeł pozyskiwania dochodów. Nie sposób też zapomnieć o niekonstytucyjności praktyki braku korelacji zadań nakładanych na samorządy z przeznaczanymi na ten cel środkami. Wiemy, że kraje starej europejskiej piętnastki, do poziomu życia których aspirujemy, dawno odeszły od kosztownego i nieefektywnego dla rozwoju państwa i społeczeństwa systemu redystrybucyjnego, budując społeczne, lokalne mechanizmy kontroli tworzenia i wydatkowania budżetu samorządowego. Wiemy, że powiat jest zbędnym owocem politycznego kompromisu. Wiemy, że funkcje samorządów wojewódzkich i urzędu wojewody kosztownie się dublują. Wiemy też, że nowoczesna konstrukcja samorządu, to utrata co najmniej kilku tysięcy miejsc pracy przez decydentów różnych szczebli…

Waga tej dyskusji dla oceny zasad funkcjonowania samorządu polega jednak na tym, że w jednym miejscu i tym samym czasie, ponownie i dobitnie przypomniano cały szereg ważkich argumentów, wykazujących archaiczność i nieefektywność obecnego modelu polskiego samorządu. Problem polega jednak na tym, że opinie i świadectwa doświadczonych, odpowiedzialnych samorządowców, a także wyniki żmudnych, rzetelnych dociekań i analiz wytrwałych badaczy, od lat trafiają na mur obojętności, umiejętnie opleciony niezobowiązującą obietnicą wyborczą, przetykaną perfekcyjną zdolnością do tworzenia pozorów zaangażowania “w sprawę”. Mur pielęgnowany jest przez wyjątkową grupę zawodową, która z imponującym zaangażowaniem koncentruje się na pozyskiwaniu i utrzymywaniu władzy, przy czym za jej sprawowanie nie ponosi wcale lub co najwyżej iluzoryczną odpowiedzialność. Czy jest w Polsce inna grupa zawodowa, o tak jaskrawej dysproporcji pomiędzy posiadanymi kompetencjami, a zakresem realnej odpowiedzialności za błędy lub zaniechania?

Trudno nie dostrzec, że zjawisko ma wymiar niemalże “kosmopolityczny” i nie dotyczy jedynie naszego kraju.

Uczestnicy Konferencji otrzymali od organizatorów inspirujący prezent – książkę autorstwa Benjamina R. Barbera: “GDYBY BURMISTRZOWIE RZĄDZILI ŚWIATEM”. Ten światowej sławy amerykański politolog najchętniej oddałby rządy państwami w ręce burmistrzów. Dlaczego? Zdaniem Barbera: “(…) burmistrzowie są demokratami, działają efektywnie, muszą być pragmatyczni. Potrafiliby rozwiązywać problemy globalne tak, jak na co dzień rozwiązują problemy lokalne(…)”. A jest przekonany, że robią to dobrze.

Rzecz w tym, że poglądy Barbera – mimo podziękowań za inspiracje merom, burmistrzom i prezydentom miast z całego świata (w tym Pawłowi Adamowiczowi i Rafałowi Dutkiewiczowi) – są ukształtowane głównie przez amerykańskie realia, a one, póki co, nie są one porównywalne z polskimi. Jednakże ten kierunek myślenia jest frapujący i obiecujący, szczególnie dla tych, dla których myślenie ma dalsze perspektywy rozwoju.

Tymczasem – zdaniem Marcina Króla, filozofa i historyka idei – samorząd w Polsce jest bezradny, szczególnie samorządy obszarów wiejskich, a od zbudowania prawdziwej demokracji lokalnej dzielą nas jeszcze lata świetlne. Dzięki funduszom unijnym zasadniczy skok modernizacyjny w infrastrukturze już się u nas dokonał. Co teraz? Jeśli rola samorządu ma się sprowadzać do wydawania pieniędzy w systemie redystrybucyjnym, to po co nam do jego powołania demokratyczna procedura wyborcza?

Po 1989 r. koncepcja samorządu w Polsce zakładała partycypację obywateli w sprawowaniu władzy. Wtedy nam się nie udało. Wielu uznało tę wizję za nazbyt utopijną.

W tym samym czasie demokrację na świecie dotknął proces erozji. Potem przyszło tsunami kryzysu roku 2008 i jeszcze PIIGS w 2011 r. Nie dotyczył one jedynie rynków i systemu finansowego. Dotyczyły całych społeczeństw, a szczególnie życia publicznego. Ich źródła mają o wiele głębszy i poważniejszy wymiar. Są efektem kryzysu moralnego, który toczy społeczeństwa od dłuższego czasu. Pogoń za sukcesem bez względu na cenę, zwykła chciwość, konsumpcjonizm i egocentryzm wyparły altruizm i zwykłą przyzwoitość. Zastąpiło je poczucie wyobcowania, niesprawiedliwości i bezradności. Ludzie – zwłaszcza w nowych demokracjach – doświadczyli alienacji społecznej, zawodowej i poczuli się opuszczeni przez państwo. Polacy przestali wierzyć w demokrację we własnym kraju. Zajęli się swoimi sprawami. Efekt – masowa emigracja młodzieży i fatalna frekwencja wyborcza na tle Europy.

Czym skutkują zmiany społeczne których jesteśmy świadkami? Zdaniem Francuza Alaina Touraine – nestora współczesnej socjologii i niepokornego badacza społecznej rzeczywistości – patrząc globalnie na stan społeczeństwa zachodniego możemy dostrzec postępujący proces zrywania ciągłości rozwoju społecznego i jego głęboką transformację. Rzecz w tym, że za zmianami nie nadąża nie tylko polityka, ale i nauka.

Jak w tak zmieniających się warunkach ma funkcjonować nowoczesne państwo? Jedno jest pewne: poza demokracją nie wymyślono lepszego ustroju. A skoro jesteśmy na rozdrożach rozwoju, skoro przed nami szczególny moment na podejmowanie kierunkowych decyzji, to może warto zrobić większy wysiłek w poszukiwaniu jej optymalnego modelu?

Znaczący impuls metodologiczny dał nam Jean Tirole, laureat nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Ten francuski ekonomista udzielił odpowiedzi na pytanie nie “co robić?”, ale “jak robić?”, przywracając wiarę, że zasadnicze dylematy polityki gospodarczej są jednak rozwiązywalne. Udowodnił m.in., że regulacja gospodarki nie musi być aktem agresji państwa wobec biznesu, pod warunkiem, że biznes sam wybierze rozwiązanie regulacyjne, prowadzące do realizacji publicznego celu. To dla nas trochę szokujące podejście, ale potwierdzone wielokrotnie w praktyce.

Prace nad optymalnym modelem naszej demokracji warto by zacząć od odważnej rekonfiguracji i uporządkowania ustroju naszych małych ojczyzn. Zastosujmy metodologię Jeana Tirole, tak aby nowa regulacja ustroju samorządowego nie była aktem agresji wobec obywatela i jego małej ojczyzny. Jestem w pełni przekonany, że liderzy naszych samorządów będą doskonale wiedzieli, jak taką regulację przygotować. Oddajmy burmistrzom rządy nad naszym lokalnym światem. Czyż przywrócenie partycypacji obywateli w sprawowaniu władzy w samorządach, realne oddanie im lokalnych spraw we własne ręce, nie wzmocni demokracji? Czyż nie poprawi jakości życia i nie odblokuje społecznego potencjału? Czy tym samym nie wzmocni Państwa jako całości?

Martha Nussbaum – najbardziej znana i najwybitniejsza współczesna filozofka amerykańska – udowodniła że źródłem siły demokracji są emocje obywateli, ich wewnętrzne przywiązanie do zasad, takich jak wolność, sprawiedliwość i demokratyczna równość. Emocje te nie są bynajmniej zaprzeczeniem rozumu, bowiem jest w nich inteligencja i mądrość, do jakich rozum nie ma bezpośredniego dostępu. Są też narzędziem budowy lepszego, bardziej sprawiedliwego świata. Czy obywatelskie emocje nie są niezagospodarowanym paliwem, które może i powinno skutecznie napędzać  wehikuł reform nowoczesnego państwa, o jakim wszyscy marzymy?

Ten wehikuł reform potrzebuje sprawnego i zdeterminowanego pilota, rozważnego wizjonera o twardym charakterze. Bez niego – zwłaszcza po zamknięciu dopływu bezzwrotnych funduszy unijnych – na lata utkniemy we mgle tymczasowości, w której nawigację wyznaczy bieżący sondaż i linia obrony własnych, partykularnych interesów tej grupy, która aktualnie trzyma władzę. Na – jak mówi Marcin Król – menedżerów korekt szkoda bezpowrotnie traconego czasu. Dla nich nie ma już miejsca.

W tej sprawie potrzeba też mocnego impulsu. Dobrze by było, aby taki impuls do pilota wysłali liderzy  polskich samorządów. Im wcześniej tym lepiej.

Pani Premier, czy pilot poleci z nami?

Zbigniew Fornal

Udostępnij artykuł: