Giełdy na łasce polityków

Gospodarka

Rynki finansowe powinny odzwierciedlać siłę gospodarki, oczekiwania inwestorów i ich oceny ryzyka. Ale interwencja banków centralnych, które kupują nie tylko skarbowe papiery dłużne, ale także aktywa komercyjne sprawiła, że rynki finansowe coraz bardziej odrywają się od gospodarki realnej.

Byk z Wall Street, NYSE Nowy Jork
Byk z Wall Street, NYSE Nowy Jork. Fot. R.Lidke

Rynki finansowe powinny odzwierciedlać siłę gospodarki, oczekiwania inwestorów i ich oceny ryzyka. Ale interwencja banków centralnych, które kupują nie tylko skarbowe papiery dłużne, ale także aktywa komercyjne sprawiła, że rynki finansowe coraz bardziej odrywają się od gospodarki realnej.

Mohamed A. El-Erian: Bezpośredni wpływ na rynki finansowe ingerencji banków centralnych był korzystny, ale rosnące zadłużenie firm nie będzie kłopotem, jeżeli szybko powróci wzrost gospodarczy @nbppl @GPW_WSExchange

Zgaduj zgadula co zrobi...

To jednak oznacza, że zyski lub straty inwestorów w coraz większym stopniu zależą od decyzji banków centralnych i polityków, którzy na banki wywierają nacisk. W efekcie inwestorzy lokując kapitał nie mogą już opierać się na analizie fundamentalnej lub technicznej, lecz zgadywać kolejne posunięcia banków centralnych i rządów.

Indeksy najważniejszych giełd na świecie zaczęły gwałtownie spadać od 20 lutego 2020 roku, gdy stało się jasne, że Covid 19 przekroczył granice Chin i wkrótce stanie się światową pandemią.

Indeks największych spółek giełdy nowojorskiej S&P 500 stracił od 20 lutego do 23 marca stracił 1/3 swej wartości, indeks spółek technologicznych NASDAQ Composite 30 %.

Niemiecki DAX dołek osiągnął 18 marca, tracąc w ciągu niespełna miesiąca 38 %. Indeks giełdy tokijskiej Nikkei stracił 30 %, a warszawski WIG 30 od 20 lutego do 12 marca 37 %.

Wielkie pompowanie

Spadki były zrozumiałe i wynikały z coraz bardziej pesymistycznych prognoz, dotyczących światowej recesji gospodarczej. A jednak w drugiej połowie marca spadki na giełdach zostały zatrzymane i przez kilka tygodni trwała hossa.

S&P 500 do 8 czerwca zyskał 44 %, niemal w całości odrabiając stratę, jaką poniósł na przełomie lutego i marca, NASDAQ Composite 10 czerwca przekroczył 10000 punktów, osiągając historyczny rekord. WIG 30 do 10 czerwca zyskał 40 %, choć do poziomu sprzed pandemii sporo mu brakuje.

Tak szybkie odbicie było wynikiem pompowania pieniędzy przez banki centralne. Inwestorzy uwierzyli, że banki centralne uratują ich przed gigantycznymi stratami. Wiążą się jednak z tym rozliczne ryzyka.

Po pierwsze – wycena spółek w coraz mniejszym stopniu odzwierciedla ich fundamentalną wartość. Wiele firm poniesie w tym roku straty i ich przyszłość po zakończeniu kryzysu nie jest pewna.

A jeśli jednak na giełdach będą dalsze spadki?

Po drugie – jest to sytuacja bezprecedensowa. Analitycy nie potrafią ocenić czy akcje banków centralnych ustabilizowały rynki, czy też spowodowały tylko czasowe odbicie, po którym nastąpi jeszcze większy spadek.

Wreszcie, bezprecedensowa ingerencja banków centralnych w rynki finansowe może przynieść gospodarce realnej efekty trudne do przewidzenia.

Mohamed A. El-Erian, główny doradca ekonomiczny Allianz i były CEO globalnej firmy zarządzającej funduszami PIMCO napisał w Financial Times, że źle jest, gdy finanse dominują nad gospodarką.

„Bezpośredni wpływ na rynki finansowe ingerencji banków centralnych był korzystny” – stwierdza El-Erian. Przestrzega jednak, że rosnące zadłużenie firm nie będzie kłopotem, jeżeli  szybko powróci wzrost gospodarczy.

Ale jeśli wzrost rozczaruje, gospodarka i rynki będą musiały poradzić sobie z ogromnym nawisem zadłużenia, który spowoduje jeszcze większe zakłócenia rynków i niższy potencjał wzrostu. Zacznie się nieuporządkowana restrukturyzacja długów i może dojść do fali niewypłacalności.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: