Główna ekonomistka Alior Banku wskazuje największe zagrożenia dla polskiej gospodarki w związku z agresją Rosji na Ukrainę

Gospodarka

Budowanie scenariuszy makroekonomicznych dla polskiej gospodarki w tak niepewnym kontekście, jakim jest trwająca agresja militarna Rosji na Ukrainę jest ryzykowne; skala korekt prognoz będzie zależna od dalszego rozwoju sytuacji - ocenia główna ekonomistka Alior Banku Agata Filipowicz-Rybicka. Obecnie wydaje się, że najistotniejszym czynnikiem jest kwestia cen i ciągłości dostaw węglowodorów oraz ryzyk inflacyjnych z tym związanych.

Agata Filipowicz-Rybicka
Agata Filipowicz-Rybicka Fot. PAP Biznes

Budowanie scenariuszy makroekonomicznych dla polskiej gospodarki w tak niepewnym kontekście, jakim jest trwająca agresja militarna Rosji na Ukrainę jest ryzykowne; skala korekt prognoz będzie zależna od dalszego rozwoju sytuacji - ocenia główna ekonomistka Alior Banku Agata Filipowicz-Rybicka. Obecnie wydaje się, że najistotniejszym czynnikiem jest kwestia cen i ciągłości dostaw węglowodorów oraz ryzyk inflacyjnych z tym związanych.

"W czwartek mieliśmy pierwszy dzień ataku Rosji na Ukrainę. Jeśli faktycznie jest to atak ukierunkowany na podbicie całej Ukrainy – który co prawda nie był wykluczany przez ekspertów, ale był raczej jedną z kilku możliwych opcji – to scenariusz najbardziej negatywny. Wydaje się jednak, że jest jeszcze przedwcześnie, żeby osądzać, czy będziemy mieć do czynienia z długotrwałą wojną w pełnym zakresie. Nie wiadomo, czy to działanie tylko na pierwsze dni, czy będzie ono kontynuowane w takim samym zakresie, czy będzie intensyfikowane. W tej chwili trudno do końca ocenić co się wydarzy i tworzenie scenariuszy dla polskiej gospodarki w tak niepewnym kontekście jest ryzykowne. Europa i USA już zapowiadają pierwsze sankcje, ale póki co nie wiemy dokładnie jaki będzie ich finalny kaliber – czy będzie to faktycznie wprowadzenie wszystkich możliwych opcji, czy tylko części. A to bardzo ważny czynnik dla prognoz" - powiedziała Filipowicz-Rybicka.

Czytaj także: Ropa drożeje z powodu obaw o możliwe zakłócenia w dostawach; PKN Orlen: na razie sprzedajemy paliwo tylko do baków >>>

Największym ryzykiem jest kwestia wymiany handlowej na poziomie węglowodorów – Rosja odpowiada za 40 proc. dostaw gazu do UE, dostawy do Polski – to ponad 50 proc." - dodała.

Największym ryzykiem jest zatem kwestia ewentualnych zakłóceń lub też całkiem wstrzymania dostaw ropy i gazu do Polski, do UE. To największy problem, który bezpośrednio uderzałby w gospodarkę.

Kontekst bezpośredniej wymiany handlowej Polski z Ukrainą i Rosją

Główna ekonomistka Alior Banku zaznacza, że istotnym ryzykiem dla polskiej gospodarki, związanym z trwającą agresją Rosji na Ukrainę, jest bezpośrednia wymiana handlowa Polski z tymi krajami. Tu istotny będzie zakres sankcji implementowanych przez UE.

"Kolejnym ryzykiem jest kontekst bezpośredniej wymiany handlowej Polski z Ukrainą i Rosją, choć te kraje nie stanowią znaczącego procenta ani naszego eksportu, ani importu - to są wielkości rzędu od jednego do kilku procent. W skali PKB to nie jest wiele. Jest jednak ryzyko, że będziemy mieć problem na poziomie niektórych branż. Oczywiście najbardziej wrażliwe na zakłócenia sektory to: energetyka, chemia, petrochemia, produkcja metali, maszyn, motoryzacja, ale i branża spożywcza, gdzie w niektórych obszarach - jak wyroby olejowe - Ukraina jest istotnym dostawcą. Per saldo dla PKB to nie jest wielki cios, ale może być odczuwalny jeśli kryzys będzie się wydłużał. Dla wymiany handlowej istotny będzie również zakres finalnych sankcji implementowanych przez UE" - ocenia Filipowicz-Rybicka.

Czytaj także: UE nakłada kolejne sankcje na Rosję, wymierzone w sektor finansowy, energetyczny i transportowy >>>

"Ograniczenie wymiany handlowej będzie wpływało na PKB Polski, ale nie powinien to być bardzo znaczący wpływ – pod warunkiem, że nie nastąpi jakiś drastyczny kryzys, chociażby w postaci długotrwałej blokady dostaw węglowodorów. Teraz w zasadzie trzeba brać pod uwagę wszystkie scenariusze, jednak bez informacji o tym, jakie będą finalne sankcje, trudno wyrokować jaki wpływ będzie miała ta sytuacja na polską gospodarkę. Obecnie wydaje się, że większy problem stanowi kwestia cen i ciągłości dostaw węglowodorów oraz ryzyk inflacyjnych z tym związanych" - dodaje.

Średnioroczna inflacja w Polsce w tym roku może zbliżyć się do 8 proc.

Filipowicz-Rybicka podkreśla, że jeśli ceny ropy utrzymają się na poziomie ponad 100 USD za baryłkę przez dłuższy czas, średnioroczna inflacja w Polsce w tym roku może zbliżyć się do 8 proc. Jak zaznacza ekonomistka, choć w tej sytuacji nie można wykluczyć rozszerzenia i przedłużenia rządowych tarcz antyinflacyjnych, to i tak ryzyka dla wskaźnika CPI pozostają skierowane w górę.

Ze względu na agresję militarną Rosji na Ukrainie na pewno będziemy mieć do czynienia z dużo większą presją inflacyjną, to już się dzieje.

"Można spodziewać się, że będziemy mieli zmiany w bazowych scenariuszach, jeśli chodzi o inflację. Przy tak mocnych wzrostach cen ropy, z jakimi mamy obecnie do czynienia, średnia inflacja w Polsce w tym roku może być wyższa niż 7,5 proc. Ropa już teraz kosztuje powyżej 100 USD i jeśli takie ceny zostaną z nami przez dłuższy czas inflacja może zbliżyć się do 8 proc. Póki co nie wiadomo jednak jak długo to potrwa i co się wydarzy, więc z ewentualnymi rewizjami lepiej poczekać na rozwój wydarzeń" - powiedziała ekonomistka.

"Jeśli ropa będzie utrzymywała się na tak wysokich, jak obecnie poziomach, to dużo może się zmienić w kwestii tarcz antyinflacyjnych. Obecnie zakładamy, że tarcza zostanie przedłużona do końca roku, ale niewykluczone, że będzie ona rozszerzona. Ryzyka dla prognoz inflacji są jednak ewidentnie skierowane w górę" - dodała.

Presja na wzrost stóp procentowych rośnie

Zdaniem ekonomistki Alior Banku, presja na wzrost stóp procentowych rośnie w Polsce.

"W tej chwili prognozujemy, że stopa procentowa wzrośnie do ok. 3,75-4,0 proc. Jeżeli wzrost inflacji będzie mocniejszy niż obecnie zakładamy, to Rada Polityki Pieniężnej będzie pod presją. Ryzyka dla stóp są zatem skierowane w górę. Rynek finansowy już wycenia mocniejszy wzrost stóp. Póki co wiele różnych scenariuszy leży na stole i ciężko oceniać, co się wydarzy. Jeśli w związku z wojną na Ukrainie ryzyko istotnego wyhamowania PKB Polski zaczynałoby się materializować, to presja na RPP spadnie" - zaznaczyła.

Czytaj także: Jak wojna Rosji z Ukrainą wpłynie na polską gospodarkę i decyzje o podwyżkach stóp procentowych?

Agata Filipowicz-Rybicka podkreśla, że niepewność dotycząca prognoz wzrostu PKB Polski w tym roku jest duża, jednak pewne dostosowania będą niezbędne. Ich skala będzie zależna od rozwoju sytuacji na wschodzie.

"Mieliśmy świetną końcówkę roku, dane ze stycznia też były bardzo dobre. Trzeba mieć jednak na uwadze, że styczeń był specyficznym miesiącem i mogły pojawić się pewne przejściowe efekty, jak np. w przypadku produkcji budowlano-montażowej czy zatrudnienia. Niemniej, nawet po wyłączeniu czynników jednorazowych, nasza gospodarka wygląda bardzo dobrze na starcie roku. W styczniu prognozowaliśmy, że PKB urośnie w 2022 r. o 4,3 proc., a w 2023 r. o 4,5 proc. Te szacunki zapewne będą ulegać korektom, ich skala będzie zależeć od rozwoju sytuacji na wschodzie" - powiedziała ekonomistka.

"Bez szoków wywołanych sytuacją na Ukrainie – których wpływ obecnie ciężko oszacować – polska gospodarka powinna urosnąć w tym roku nieco ponad 4 proc. Ryzyka są oczywiście skierowane w dół, ale z szacowaniem wpływu trwającej wojny trzeba zaczekać na rozwój wydarzeń, na to, jakie będziemy mieć ostateczny kształt sankcji, jaką skalę przyjmie konflikt. Póki co jest zdecydowanie za wcześnie, żeby to jednoznacznie przenosić na prognozy. Póki co mamy ryzyka w dół po stronie wymiany handlowej, surowców i negatywne implikacje poprzez rynki finansowe, w tym kurs złotego i koszt zadłużenia" - dodała.

Udostępnij artykuł: