Główny ekonomista Citi Handlowego: polska gospodarka weszła w 2022 rok rozpędzona, nawet przy mocnym tąpnięciu wzrost PKB dość solidny

Gospodarka

Polska gospodarka weszła w nowy rok bardzo rozpędzona i nawet, jeżeli w kolejnych miesiącach zobaczymy mocne tąpnięcie aktywności ekonomicznej, to wzrost PKB w całym 2022 r. będzie solidny, zgodny z długoterminowym trendem - ocenia główny ekonomista Citi Handlowego, Piotr Kalisz. Ekonomista prognozuje, że polska gospodarka urośnie w br. o 3,6 proc. Zaznacza jednak, że nie można wykluczyć mocniejszego wzrostu, choć niepewność jest bardzo duża.

Piotr Kalisz
Piotr Kalisz Źródło: PAP Biznes

Polska gospodarka weszła w nowy rok bardzo rozpędzona i nawet, jeżeli w kolejnych miesiącach zobaczymy mocne tąpnięcie aktywności ekonomicznej, to wzrost PKB w całym 2022 r. będzie solidny, zgodny z długoterminowym trendem - ocenia główny ekonomista Citi Handlowego, Piotr Kalisz. Ekonomista prognozuje, że polska gospodarka urośnie w br. o 3,6 proc. Zaznacza jednak, że nie można wykluczyć mocniejszego wzrostu, choć niepewność jest bardzo duża.

"Dane za styczeń i luty pokazują, że polska gospodarka weszła w nowy rok bardzo rozpędzona. Wzrosty produkcji przemysłowej, produkcji budowlanej i sprzedaży detalicznej zdecydowanie zaskoczyły in plus. Ma to dość duże znaczenie – bez względu na to, jakie dane zobaczymy za marzec, wzrost PKB w I kw. będzie bardzo mocny. W ujęciu kwartał do kwartału będziemy mieli co najmniej powtórkę takiego silnego wzrostu, jaki obserwowaliśmy w IV kw. 2021 r. Ustawia to punkt startowy na cały 2022 r. Nawet jeżeli w kolejnych miesiącach zobaczymy mocne tąpnięcie aktywności gospodarczej, to najniższy poziom wzrostu w całym roku, który wydaje się teraz prawdopodobny, znajduje się w okolicy 3,5 proc. To bardzo ostrożna prognoza i nie można wykluczyć, że wzrost przekroczy 4 proc." - powiedział Kalisz.

Czytaj także: ING Bank Śląski: niższy wzrost PKB Polski i wyższy stóp procentowych w tym roku >>>

Nasza prognoza zakłada wzrost PKB Polski w tym roku o 3,6 proc.

"Przy jej sporządzaniu uwzględnialiśmy już negatywne informacje związane z wybuchem wojny, dlatego jest to prognoza z dolnej części możliwych wyników. Dane, które pojawiły się w ostatnim czasie, ewidentnie pokazują jednak, że wynik w całym roku może być lepszy, o ile nie dojdzie do - na przykład - całkowitego wstrzymania importu energii z Rosji" - dodał.

Ekonomista zaznacza jednak, że prognozy na przyszłe kilka kwartałów trzeba raczej traktować jako możliwe scenariusze - wachlarz możliwych wyników i tego, jak będzie rozwijała się sytuacja jest bardzo szeroki.

Szok handlowy

"Na pewno mamy do czynienia z szokiem handlowym – Rosja, Białoruś i Ukraina to około 6 proc. polskiego eksportu. Spadki tu będą głębokie, kilkudziesięcioprocentowe. Ponadto, jeśli chodzi o strefę euro, większość prognoz jest rewidowana w dół, a to nasz główny partner handlowy, więc negatywny wpływ będzie również widoczny z tej strony. Do tego wszystkiego dochodzą bardzo wysokie ceny paliw, energii, które będą wpływać na konsumpcję. W II-III kw. jest ryzyko stagnacji, może nawet spadku PKB w ujęciu kwartał do kwartału, w zależności od tego, jak rozwinie się sytuacja. Ze względu na skalę wzrostów cen paliw i energii, jest to scenariusz, który należy brać pod uwagę" - powiedział Kalisz.

Dużo zmiennych czynników

"Jest dużo zmiennych czynników, składających się na całościowy obraz perspektyw gospodarczych. Każdy z nich jest jednak obarczony znaczną niepewnością. Niemniej, niezależnie od tego, że II kw. i III kw. będą słabe – jeśli chodzi o wzrost kdk – to całoroczny wynik będzie wciąż dość przyzwoity. Nawet jeśli sprawdzi się prognoza o wzroście w okolicy 3,5-3,6 proc., to jest to solidny wynik, zgodny z długoterminowym trendem" - dodał.

Znaczenie napływu uchodźców z Ukrainy

Kalisz podkreślił, że napływ uchodźców z Ukrainy do Polski może podbić konsumpcję o ok. 1 pkt proc.

"Warto też pamiętać o efektach wojny, które być może w pierwszej chwili nie były oczywiste, a mogą odegrać istotną rolę. Napływ uchodźców jest na tyle duży, że może zaważyć na wynikach gospodarki w krótkim okresie. Nawet gdyby założyć, że wydatki uchodźców lub wydatki na ich wsparcie, ograniczą się tylko do finansowania żywności, podstawowych towarów, to i tak dodaje to do konsumpcji ok. 1 pkt proc. Wydaje się, że w II kw. ten czynnik będzie bardzo istotny" - ocenia.

Główny ekonomista Citi Handlowego podkreśla, że choć w krótkim terminie napływ uchodźców nie będzie miał większego wpływu na rynek pracy, to w średnim okresie może zwiększyć potencjał produkcyjny i tym samym podbić dynamikę PKB.

Czytaj także: Fitch obniża prognozę wzrostu PKB Polski w tym i przyszłym roku oraz przewiduje wzrost stóp do 5 proc. >>>

"Jeśli chodzi o krótkoterminowy (miesiąc, dwa) wpływ napływu uchodźców na rynek pracy, to nie będzie on znaczący. Powiedziałbym wręcz, że poprzez silniejszą konsumpcję mogą zostać podbite efekty inflacyjne. Jeżeli jednak mowa o horyzoncie kilku miesięcy, roku, to trzeba postawić pytanie – ile osób z Ukrainy, które obecnie są w naszym kraju, faktycznie zostanie w Polsce. Agencje ONZ szacują, że pozostanie około 1,5 mln uchodźców. Gdyby rzeczywiście tak było i przy założeniu, że około 40 proc. z nich to osoby dorosłe, które mogą pracować, to wpływ na podaż pracy wyniósłby dodatkowe 3,5 proc. Poprzednio podobne wzrosty były rozłożone na kilka lat, teraz dzieje się to w krótkim czasie. Jeśli te osoby zostałyby włączone w rynek pracy, to będzie to dodatkowe 1,5 proc. potencjału produkcyjnego. To czynnik, który w dłuższym okresie mógłby obniżać dynamikę płac i inflację" - powiedział.

"Warto podkreślać, że badania dotyczące wpływu uchodźców, dużych fal migracyjnych na rynek pracy sugerują, że takie fale są korzystne dla gospodarek, które goszczą migrantów. Nie jest tak, że osoby przyjeżdżające zabierają miejsca pracy. Badania sugerują, że w średnim okresie te osoby – przez to, że są konsumentami, żyją w danym kraju – de facto tworzą miejsca pracy. Efekt migracyjny może nie być istotny pod względem stopy bezrobocia, ale może podnieść dynamikę PKB w średnim okresie" - dodał.

Inflacja w 2022 roku średnio na poziomie 9 proc.

Piotr Kalisz z Citi Handlowego prognozuje, że średnioroczna inflacja w Polsce w 2022 r. wyniesie ok. 9 proc., a w 2023 r. znajdzie się na poziomie ok. 8 proc. Ekonomista szacuje, że dopiero w 2024 r. wskaźnik CPI może spaść nieco poniżej 3,5 proc.

"Wszystko zależy od energii, a to komponent bardzo zmienny. Zakładamy, że tarcze antyinflacyjne będą przedłużone do końca roku – na razie nie zakładamy ich rozszerzenia, ale nie można tego wykluczyć. W związku z tym prognozujemy, że – pomimo wzrostu cen paliw – średnioroczna inflacja w tym roku znajdzie się w okolicy 9 proc. Scenariusz ten nie zmienił się znacząco wobec naszych prognoz sprzed miesiąca. To, co się zmieniło, to podniesienie ścieżki inflacji na 2023 r. Ze względu na tarcze i obecne uwarunkowania gospodarcze zakładamy, że podwyżka cen gazu na początku przyszłego roku będzie bardzo duża. Zakładamy zatem, że w 2023 r. CPI średnio wyniesie około 8 proc. W 2024 r. inflacja może spaść w okolice nieco poniżej 3,5 proc." - powiedział ekonomista.

Czytaj także: BNP Paribas Bank Polska zmienia prognozę: czeka nas słabszy wzrost gospodarczy i wyższa inflacja w tym roku >>>

"Jest jasność co do tego, że inflacja będzie wysoka i to przede wszystkim ze względu na wysokie ceny paliw. Inflacja bazowa też jest podwyższona, ale nie jest to nic nowego. Przez cały ubiegły rok widzieliśmy wzrost inflacji bazowej i mimo, że drożejąca energia również odpowiadała za wzrost CPI, to najbardziej niepokojący był wzrost inflacji bazowej. Teraz, przez najbliższe dwa-trzy miesiące, wciąż możemy obserwować tendencję wzrostową inflacji bazowej, ale wraz ze spowolnieniem gospodarczym jest szansa, że w drugiej połowie roku ten trend się odwróci" - dodał.

Ekonomista prognozuje, że po spadku wskaźnika CPI w lutym do 8,5 proc., w marcu inflacja w ujęciu rok do roku wzrośnie do 9,8 proc. Zaznacza jednak, że niepewność dotycząca ostatecznego wyniku jest bardzo duża.

"Nie można wykluczyć inflacji zauważalnie powyżej 10 proc. To coś, co już jest wpisane w bazowe scenariusze i nie powinno wywierać większego wpływu na RPP. Dla Rady kluczowe będzie to, w jakim tempie inflacja będzie spadać w średnim terminie" - zaznaczył.

Stopy w górę do 5,5 proc.

W swoim bazowym scenariuszu makroekonomicznym Kalisz zakłada, że w najbliższych miesiącach Rada Polityki Pieniężnej będzie podnosić stopy procentowe po 50 pb, aż stopa referencyjna znajdzie się na poziomie 5,5 proc. Ekonomista zaznacza jednak, że jest możliwość, iż w którymś momencie Rada wyhamuje z tempem podwyżek, przechodząc na ruchy po 25 pb.

"Biorąc pod uwagę zagrożenia związane ze wzrostem pewnie byłoby to nawet wskazane. Niemniej, ze względu na siłę rynku pracy – mamy bezrobocie na poziomie ok. 3 proc., a płace rosną w 10-proc. tempie i nie widać, żeby realne płace istotnie spadały – a także solidny wzrost gospodarczy w I kw., Radzie przybywa argumentów za podwyżkami stóp. Gdyby nie silny rynek pracy i mocne dane z początku roku być może można by zakładać, że RPP będzie chciała powoli wygaszać cykl podwyżek, zaakceptuje wyższą inflację w oczekiwaniu na wyhamowanie gospodarki" - powiedział ekonomista.

"Wszystko wskazuje jednak na to, że skala przegrzania gospodarki w ostatnich miesiącach była na tyle duża, że Rada musi podnieść stopy wyżej, niż wcześniej zakładała. Wydaje się, że RPP już zaakceptowała, że podwyżki nie skończą się na poziomie 4-4,5 proc., jak wcześniej sugerowano" - dodał.

Zdaniem ekonomisty, w przyszłym roku możliwe są obniżki stóp procentowych.

"Będzie to moment, kiedy gospodarka mocniej wyhamuje i pojawi się perspektywa spadku inflacji. Nie uważam, że stopy powinny zatrzymać się na poziomie 5,5 proc. – to dość wysoki poziom i wydaje się, że gdyby nie to, że inflacja systematycznie zaskakuje in plus, nikt nie rekomendowałby podwyżek do tego poziomu" - powiedział.

Udostępnij artykuł: