Gospodarka światowa na hamulcu

Finanse i gospodarka

Słabsze od oczekiwań wyniki zatrudnienia w amerykańskiej gospodarce oraz hamująca inflacja w Chinach to najnowsze oznaki spowolnienia gospodarczego na świecie, które przekładają się na wzrost awersji do ryzyka na rynkach finansowych.

Obawy inwestorów o skalę przyszłego ożywienia odzwierciedlone są w notowaniach aktywów – eurodolar znalazł się na najniższych poziomach od roku, przecenie ulegają waluty surowcowe (australijski i nowozelandzki dolar), traci też złoty.

W czerwcu w USA przybyło 80 tys. nowych miejsc pracy, co było drugim najgorszym wynikiem w tym roku i jeśli ta tendencja się utrzyma, to Rezerwa Federalna może być zmuszona do jeszcze większego poluzowania polityki monetarnej. Inwestorzy po cichu liczą na trzecią rundę skupu obligacji rządowych (tzw. QE3), jednak jest to melodia przyszłości, gdyż dopiero co na czerwcowym posiedzeniu Fed podjął decyzję o wydłużeniu tzw. „operations twist”, czyli zamiany w posiadanym portfelu obligacji krótkoterminowych na papiery o dłuższym terminie wykupu. Tymczasem w Chinach inflacja roczna obniżyła się mocniej od prognoz do 2,2 proc. z 3 proc., co z jednej strony tłumaczy zaskakującą, zeszłotygodniową obniżkę stóp procentowych przez Ludowy Bank Chin, a z drugiej otwiera drogę do dalszego luzowania monetarnego bez zagrożenia niekontrolowanego przyspieszenia inflacji. Ale słabnące tempo wzrostu cen to także sygnał, że gospodarka hamuje, a jak silne jest to spowolnienie będzie można się przekonać już w piątek, kiedy opublikowane zostaną szacunki dynamiki PKB za drugi kwartał. Wynik na oczekiwanym poziomie 7,7 proc. byłby najniższy od trzech lat. Złudzeń nie pozostawia premier Chin Wen Jiabao, który wczoraj powiedział, że negatywna presja na gospodarce pozostaje „relatywnie duża”.

W poniedziałek uwaga inwestorów będzie skupiona na Brukseli, gdzie spotyka się Eurogrupa, czyli ministrowie finansów strefy euro. Ich zadaniem jest nakreślenie szczegółów nowych planów na ratowanie strefy euro z kryzysu, a ogłoszonych na czerwcowym szczycie UE. Spotkanie głów państw UE sprzed dziesięciu dni zaledwie na kilka dni przyniosło uspokojenie na rynkach finansowych, jednak w między czasie narosły spore wątpliwości, czy postanowienia szczytu rzeczywiście niosą szybki ratunek dla zadłużonych państw i banków. Jest duża szansa, iż dzisiejsze spotkanie utwierdzi inwestorów w tym przekonaniu.

Na spotkaniu mają też być dyskutowane wyniki misji troiki (ekspertów EBC, KE i MFW) w Grecji, które przede wszystkim dadzą odpowiedź na pytanie, jak bardzo Ateny są opóźnione z programem reform gospodarczych narzuconych przez UE i MFW w ramach udzielenia pomocy finansowej. Powtórzone wybory parlamentarne wstrzymały program oszczędnościowy na kilka miesięcy, co stawia greckiego ministra finansów Jannisa Sturnarasa na straconej pozycji, jeśli chciałby na dzisiejszym spotkaniu poruszyć temat renegocjacji warunków pomocy. W piątkowym wywiadzie dla Financial Times Sturnaras przyznał, że wpierw Grecja musi przyspieszyć reformy, zanim zwróci się do UE i MFW o zmiany warunków. Temat niezrealizowanych cięć wydatków budżetowych w Grecji systematycznie powraca co jakiś czas, z jednej strony pokazując niechęć greckiego rządu do takich działań, a z drugiej pewną bezsilność UE i MFW do zmobilizowania Aten. Przepychanki w tej kwestii będą jeszcze trwać przynajmniej do 20 sierpnia, kiedy Grecja będzie musiała wykupić obligacje za 7,7 mld euro. Do tego momentu Grecja ma czas, aby przekonać pożyczkodawców do wypłaty kolejnej, z resztą już zaległej transzy.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: