Grażyna Ancyparowicz z RPP: stopy procentowe bez zmian do końca kadencji Rady, podwyżki nie wchodzą w grę

Gospodarka

Do końca kadencji obecnej RPP w 2022 r. stopy procentowe powinny pozostać stabilne: dalsze obniżki nie przyniosłyby efektu, a podwyżki nie wchodzą w grę - powiedziała PAP Biznes członkini RPP Grażyna Ancyparowicz. Ekonomistka obawia się realizacji pesymistycznego scenariusza spadku PKB Polski w 2020 r. o 8-10 proc., zastrzegając, że to jej osobiste prognozy, nie poparte wyliczeniami.

Grażyna #Ancyparowicz: do końca kadencji obecnej #RPP w 2022 r. #StopyProcentowe powinny pozostać stabilne: dalsze obniżki nie przyniosłyby efektu, a podwyżki nie wchodzą w grę @nbppl

„Bez naprawdę mocnych argumentów jestem za utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie przynajmniej do końca tego kryzysu. Jak już wszystko wróci do normy, to zapewne RPP kolejnej kadencji, bo na pewno nie obecna, w pewnym momencie podniesie stopy procentowe, natomiast w obecnej kadencji na pewno nie widzę perspektyw na podwyżki stóp” – powiedziała Ancyparowicz.

Uważam, że stóp nie należy ruszać, ani w górę, ani w dół. Stabilność poziomu stopy procentowej jest wartością samą w sobie, gdyż stwarza możliwość racjonalnych kalkulacji.

„Gdybyśmy nagle zaczęli obniżać stopy, bo o podwyżkach nie ma mowy, to jeżeli chodzi o ożywienie gospodarki nie osiągniemy żadnego efektu, pogorszylibyśmy natomiast wyniki banków. Według dzisiejszej wiedzy, jestem przeciwniczką schodzenia ze stopami jeszcze mocniej w dół” – dodała.

Scenariusz obniżek stóp procentowych całkowicie awaryjny

O dalszym cięciu stóp Ancyparowicz przekonałby tylko jeden argument, poparty dowodami liczbowymi.

„Mianowicie, gdyby lawinowo zaczęły przyrastać złe długi w bankach, co zagrażałoby stabilności systemu bankowego, to trzeba byłoby zachęcić banki, by jeszcze bardziej obniżyły oprocentowanie od już zaciągniętych kredytów. W takiej sytuacji mogę sobie wyobrazić nawet nominalnie ujemne stopy procentowe. Natomiast sama obniżka stóp procentowych miałaby jedynie efekt psychologiczny, bo realnie nic by nie przyniosła” – powiedziała.

Czytaj także: Eryk Łon z RPP: należy być gotowym do dalszego poluzowania polityki monetarnej >>>

Członkini RPP traktuje scenariusz obniżek jako całkowicie awaryjny, przy podstawowym planie utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie do końca kadencji RPP w 2022 r.

Ancyparowicz nie wierzy, by Polska weszła na ścieżkę krajów eurolandu, gdzie EBC non-stop prowadzi luzowanie ilościowe i utrzymuje ultra-niskie stopy.

Nasza gospodarka jest prężna, ma inną strukturę, więc gdy popyt się odbuduje i nie będzie zagrożenia ze strony złych długów, to kolejna RPP podniesie stopy..

Na trzech posiedzeniach – między 17 marca a 28 maja 2020 r. – RPP trzykrotnie obniżyła stopę referencyjną, łącznie o 140 pb., w krokach po 50, 50 i 40 pb., do poziomu 0,10 proc.

Skala skupu obligacji przez NBP bez górnego ograniczenia

Skala skupu obligacji przez NBP nie ma, w ocenie Ancyparowicz, górnego ograniczenia, ponieważ jest dostosowana do potrzeb finansowania programów ratunkowych rządu.

„NBP w zasadzie nie prowadzi luzowania ilościowego, tylko finansuje programy interwencyjne rządu, które mają na celu obniżenie presji na spadek zatrudnienia. Te pieniądze nie trafiają na rynek, tylko służą ludziom na przeżycie. Nie będzie żadnej górnej granicy dla programu skupu aktywów NBP. Nie można dopuścić do gwałtownego ograniczenia liczby miejsc pracy – za wszelką cenę musimy ratować konsumpcję. Skala skupu aktywów przez NBP będzie dostosowana do potrzeb finansowania programów operacyjnych rządu, oczywiście jeżeli te programy będą racjonalne. W sytuacji, gdy nie grozi nam wymknięcie się inflacji spod kontroli, trzeba wspierać politykę rządu, by nie musiał on szukać finansowania za granicą” – powiedziała.

Czytaj także: Tanie kredyty, słabo oprocentowane lokaty aż do 2030 roku?

„Ponadto, w fazie wychodzenia z pandemii rząd musi mieć środki na programy infrastrukturalne, które będą wspierały ożywienie. NBP będzie kupował na rynku wtórnym tyle obligacji, ile będzie potrzeba na realizację programów gospodarczych, które mają zapobiec krachowi gospodarczemu. Każdy punkt procentowy płytszej recesji to uratowanie wielu miejsc pracy. Nie ma żadnych powodów, by utrudniać rządowi prowadzenie polityki, stawiając limity finansowania programów, które uważamy za niezbędne dla funkcjonowania gospodarki i jej miękkiego lądowania później. Najważniejsza jest obrona miejsc pracy i taka jest polityka NBP. Bank centralny obniża przy tym na przyszłość koszty obsługi długu rządowego” – dodała.

NBP skupił obligacje o łącznej wartości nominalnej 105,3 mld zł

NBP skupił do tej pory obligacje o łącznej wartości nominalnej 105,3 mld zł, w tym 52,8 mld zł obligacji rządowych i 52,4 mld zł papierów gwarantowanych przez Skarb Państwa obligacji, z czego papiery BGK za 33,6 mld zł i PFR za 18,9 mld zł.

Osobiście Ancyparowicz dużą wagę przywiązuje do kredytu wekslowego NBP, który, jak wskazała, będzie mógł wspierać duże przedsiębiorstwa w prowadzeniu inwestycji w okresie ożywienia po recesji.

„Gdy przedsiębiorstwom skończą się środki z rządowych programów pomocowych, kredyt wekslowy może zyskać na atrakcyjności” – dodała.

Prezes NBP Adam Glapiński poinformował w poniedziałek, że zainteresowanie kredytem wekslowym przez banki do tej pory nie było znaczne.

NBP prowadzi od marca operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych, a od kwietnia także dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa – na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku.

Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym, zapewnienie płynności rynku wtórnego skupowanych papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, tj. wzmocnienie mechanizmu transmisji monetarnej.

Docelowa skala programu skupu nie jest określona. Operacje tego rodzaju będą kontynuowane do odwołania, a terminy oraz skala prowadzonych operacji będą uzależnione od warunków rynkowych.

Scenariusz spadku PKB o 8 – 10 proc. w 2020 roku

Z uwagi na niepełną odbudowę konsumpcji i słabe nastroje konsumentów Ancyparowicz osobiście obawia się realizacji pesymistycznego scenariusza spadku PKB Polski w 2020 r. o 8-10 proc. Zaznacza, że prognozy te nie są poparte wyliczeniami modelowymi i opierają się na intuicji.

„Na podstawie danych z I półrocza można było liczyć, że gospodarka może w niedalekiej perspektywie odbić, a przynajmniej, że recesja nie będzie się pogłębiać. Mimo rezygnacji z największych obostrzeń zachowania konsumentów wskazują, że trudno będzie o odbudowę spożycia do solidnego poziomu, nie mówiąc o inwestycjach. Ograniczenie konsumpcji częściowo wynika z przyczyn ekonomicznych, częściowo z restrykcji i nic nie wskazuje na szybką odbudowę popytu wewnętrznego, który był głównym motorem wzrostu przed pandemią. Rządowe inwestycje będą co prawda kontynuowane, ale dopóki nastroje się nie uspokoją będzie się utrzymywała tendencja spadkowa inwestycji ogółem, również w 2021 r.” – powiedziała.

„Wydaje się, że w prognozach nie doceniamy czynnika psychologicznego. Ludzie nie dość, że nie oswoili się z pandemią, to dodatkowo przekaz medialny płynący do społeczeństwa podsyca nastrój niepokoju, czy nawet paniki. Nawet jeżeli ludzie chcieliby się zachowywać racjonalnie, przy zachowaniu reżimu sanitarnego, a gospodarka miałaby wrócić na normalne tory funkcjonowania, nie mówiąc już o wzroście, to wydaje się że główną przeszkodą dla odbicia konsumpcji jest bariera psychologiczna” – dodała.

Jeśli utrzyma się nastrój paniki i będą utrzymywały się restrykcje epidemiczne, to biorąc pod uwagę własne codzienne obserwacje, przychylam się do pesymistycznego scenariusza, że spadek PKB w 2020 r. może wynieść nawet 8-10 proc.

Przy tak głębokim spadku nie można liczyć, w ocenie Ancyparowicz, na szybkie odbicie wzrostu w przyszłym roku – w tym pesymistycznym scenariuszu recesja miałaby się utrzymać przynajmniej do połowy 2021 r.

„Ta prognoza nie jest jednak oparta na modelach, jest to bardziej moja intuicyjna ocena, są to wyłącznie moje osobiste obawy, które jednak oceniam jako mocno prawdopodobne. Oczywiście gdy zapoznam się z listopadową projekcją mogę zmienić zdanie. Wszystko mogłoby się odwrócić, gdyby był inny, bardziej pozytywny przekaz medialny i gdyby konsumenci zmienili nastawienie i ruszyli do sklepów, na co w obu przypadkach się nie zanosi” – uzupełniła.

Członkini RPP wskazała ponadto, że jej obawy mają pewne oparcie w niepublikowanych do tej pory prognozach NBP z marca.

„Jeden ze scenariuszy wskazywał wówczas, przy założeniu rozwoju pandemii w tempie wykładniczym, z czym mamy obecnie do czynienia, na całoroczny spadek PKB właśnie o 8-10 proc.” – dodała.

Przy perspektywie spadku popytu w gospodarce ekonomistka jest przeciwna wprowadzaniu rozwiązań, które podwyższają koszty pracy.

„Niedobrze, że wprowadza się rozwiązania, które będą szkodliwe dla rynku pracy w czasie kryzysu: kolejne firmy muszą dołączyć do PPK, a w 2021 r. planuje się podwyżkę płacy minimalnej” – dodała.

MFW prognozuje spadek PKB Polski w bieżącym roku o 3,6 proc., a Bank Światowy o 3,9 proc. Oficjalna prognoza Ministerstwa Finansów na ten rok to -4,6 proc.

W październiku prognozy dla PKB Polski w 2020 r. wzrosły w ciągu miesiąca o 0,2 pkt. proc. do -3,0 proc. – wynika z konsensusu opracowanego przez PAP Biznes.

Inflacja może wzrosnąć nawet do 4 proc. w horyzoncie roku

Ancyparowicz prognozuje, że w horyzoncie roku inflacja może wzrosnąć nawet w okolice 4 proc. z uwagi na wysoką dynamikę cen usług, jednak traktuje to jako czynnik egzogeniczny, poza oddziaływaniem polityki monetarnej.

„Ceny usług rosną gwałtownie, a dostosowania cen po pandemii są tu wyraźnie widoczne i utrzymają się jeszcze przez jakiś czas – tam, gdzie jest sztywny popyt, usługodawcy będą starali się podnosić ceny, by odrobić straty wynikające ze spadku konsumpcji. Usługi będą więc podbijać ogólny wskaźnik CPI w kolejnych miesiącach. Rosnąć będą też ceny usług administracyjnych, takie jak wywóz śmieci, czy podatki lokalne. Ceny żywności natomiast raczej nie wzrosną mocno w przyszłym roku z uwagi na efekty bazowe, więc ich wkład do CPI nie będzie duży” – powiedziała.

Obawiam się więc, że inflacja w horyzoncie roku przejściowo może znaleźć się nawet nieco powyżej 3,5 proc., a być może nawet blisko 4 proc.

„Trzeba to jednak przetrzymać, bo nie jest to sytuacja spowodowana przez czynniki monetarne, ani przez błędy w zarządzaniu polityką gospodarką w Polsce. To są uwarunkowania zewnętrzne, obiektywne, związane ze wzrostem cen usług ze względu na pandemię. Po unormowaniu się sytuacji w gospodarce dynamika cen również zacznie wracać na normalne poziomy. To nie jest inflacja galopująca, tylko pełzająca i czy ona wyniesie 2,5 proc., 3,5 proc., czy nawet 4 proc. to nie jest problem, pod warunkiem, że będzie to trwało krótko i wiemy jakie mechanizmy stoją za takim wzrostem cen” – dodała.

RPP nie chce celowo osłabiać złotego

Ancyparowicz wskazała, że RPP poprzez obniżki stóp nie chciała celowo osłabić złotego.

„RPP wspomina w ostatnich komunikatach o kursie złotego, ponieważ niektórzy przypisywali nam intencje, że obniżaliśmy stopy, by celowo doprowadzić do deprecjacji złotego. Nie było takiej intencji, liczyliśmy się jednak z deprecjacją i o tym dyskutowaliśmy. Stanowisko większości, z którym się zgadzam, jest takie, że kurs jest płynny, więc jego wahania, czasem nawet wyraźne, są naturalne, ale krótkotrwałe. Ponadto, jeżeli kurs w dłuższym terminie oscyluje wokół pewnego stałego poziomu, to nic złego się nie dzieje. Na pewno nie robiliśmy niczego, by poprzez politykę pieniężną bezpośrednio wpływać na dewaluację złotego” – powiedziała.

„Kurs złotego kształtuje kilka głównych czynników. Po pierwsze, zależy on od wyceny euro względem dolara, a po drugie od tego, jak inwestorzy postrzegają sytuację w naszym regionie. Polska ma generalnie dobrą ocenę wśród inwestorów i solidne fundamenty makroekonomiczne, w związku z czym wahania kursu złotego nie są duże. EUR/PLN cały czas oscyluje wokół stałego poziomu ok. 4,50, więc kształtowanie się kursu EUR/PLN w przedziale 4-5 nie stanowi żadnego problemu” – dodała.

Od czerwca RPP odnosi się w informacji po posiedzeniach Rady do kursu złotego.

W październikowym komunikacie Rada wskazała, że „tempo ożywienia gospodarczego może być także ograniczane przez brak wyraźnego i trwalszego dostosowania kursu złotego do globalnego wstrząsu wywołanego pandemią oraz poluzowania polityki pieniężnej NBP”.

W porównaniu do poprzednich komunikatów nowością w październiku w ww. zdaniu był fragment o „trwalszym” dostosowaniu.

Jak powiedział portalowi aleBank.pl prof. Lech Kurkliński z SGH i ALTERUM Ośrodka Badań i Analiz Systemu Finansowego polityka RPP może oznaczać poważną zapaść dla całego sektora bankowego w Polsce.

– Sumując różne kłopoty, za które ostatecznie zapłaci całe społeczeństwo (podatnicy, klienci, pracownicy, właściciele – w tym pośrednio lub bezpośrednio Skarb Państwa, do którego należy ponad 50% sektora wg. udziału w rynku), to znacząco zmniejszy się zdolność i chęć banków do finansowania rozwoju gospodarczego Polski – zauważa prof. Lech Kurkliński.

Udostępnij artykuł: