Grażyna Ancyparowicz z RPP: trudno powiedzieć, czy do stycznia 2022 r. stopy procentowe ulegną zmianie, zależy od inflacji

Gospodarka

Trudno powiedzieć, czy do stycznia 2022 r. stopy procentowe ulegną zmianie, wszystko zależy od przyczyn inflacji – powiedziała członkini Rady Polityki Pieniężnej Grażyna Ancyparowicz. Ekonomistka podkreśla, że przed podwyżkami stóp procentowych lub stopy rezerwy obowiązkowej NBP musi zakończyć skup aktywów lub to wyraźnie zasygnalizować.

Trudno powiedzieć, czy do stycznia 2022 r. stopy procentowe ulegną zmianie, wszystko zależy od przyczyn inflacji – powiedziała członkini Rady Polityki Pieniężnej Grażyna Ancyparowicz. Ekonomistka podkreśla, że przed podwyżkami stóp procentowych lub stopy rezerwy obowiązkowej NBP musi zakończyć skup aktywów lub to wyraźnie zasygnalizować.

Trudno odpowiedzieć na pytanie, czy do końca mojej kadencji w Radzie w styczniu 2022 r. stopy procentowe mogłyby ulec zmianie. Wszystko zależy od tego, jakie będą przyczyny inflacji.

"Eksperci NBP argumentują, że z ponad 4-proc. inflacji więcej niż 2 pkt proc. to czynniki, które nie zależą od polityki monetarnej, z czego 1 pkt. proc. to są paliwa. Czekają nas też bardzo silne podwyżki cen energii elektrycznej. Na żadną z tych rzeczy polityka pieniężna nie ma wpływu. Obecnie na inflację oddziałują również głównie efekty bazy” – powiedziała Ancyparowicz.

Czytaj także: Za dwa lata stopy procentowe w Polsce na poziomie 2,25%?

„Warto zauważyć, że choć inflacja w czerwcu wyniosła 4,4 proc. rdr, to w ujęciu miesięcznym wyniosła tylko 0,1 proc., więc w zasadzie trend wzrostowy inflacji wygasa. A jeżeli wygasa, to inflacja powinna samoistnie wrócić do celu inflacyjnego w przedziale wahań, co też pokazuje w 2022 r. lipcowa projekcja” – dodała.

Z drugiej strony Ancyparowicz wskazuje na „rozbuchane” programy socjalne oraz politykę podatkową np. podatek cukrowy, czy opłatę mocową, które podbijają ceny.

„Jeżeli do tego jeszcze dołożymy, w warunkach, gdy przedsiębiorstwa zaczynają inwestować, podwyżkę ceny kredytu, nawet nieznaczną, a wiadomo, że banki podniosą swoje stopy dużo mocniej niż wzrośnie stopa NBP, będzie to dodatkowy bodziec inflacyjny” – dodaje.

"Trudno obecnie mówić o przegrzaniu koniunktury"

Zdaniem Ancyparowicz, trudno jednak obecnie mówić o przegrzaniu koniunktury, bo na razie nie widać, by inwestycje rosły „lawinowo”.

„Podniesienie ceny pieniądza nie pobudzi także konsumpcji, więc podwyżki stóp sprzyjałyby tylko i wyłącznie sytuacji banków, które i tak są w dobrej kondycji” – dodała.

Dwa duże obszary niepewności

Odnośnie podejmowania decyzji w obszarze polityce pieniężnej członkini RPP wskazuje na dwa duże obszary niepewności: jesienną falę pandemii i założenia programu Polski Ład, a także na kluczową rolę listopadowej projekcji NBP.

„Po pierwsze, nikt nie wie, jaka będzie sytuacja pandemiczna na jesieni, jak duże będzie uderzenie zapowiadanej IV fali. Gdyby wprowadzono kolejny lockdown, to sytuacja gospodarcza mogłaby się pogorszyć, zwłaszcza, że rząd nie jest już w stanie uruchomić aż tak dużych programów interwencyjnych jak wcześniej. Ale gdyby jakieś programy wsparcia się pojawiły, to NBP musiałby utrzymać gotowość do kontynuacji skupu aktywów” – powiedziała.

„Drugim czynnikiem jest Polski Ład. Obecnie nie wiadomo, jakie propozycje znajdą przełożenie na konkretne ustawy i przepisy gospodarcze, a wiemy, że niektóre zapowiedzi wzbudziły obawy wśród pewnych grup przedsiębiorców. Nie ma też jeszcze konkretnego terminarza wdrażania innych działań prorozwojowych z Ładu. Dla perspektyw polityki pieniężnej i decyzji o stopach procentowych kluczowa będzie więc projekcja listopadowa” – dodała.

"Samo pojawienie się presji popytowej nie wystarczy do podwyżek stóp procentowych"

Samo pojawienie się presji popytowej – uważa ekonomistka - nie wystarczy do podwyżek stóp procentowych, ponieważ trzeba obserwować, czy przekłada się ona na inflację.

„Na presję popytową będą wpływały głównie decyzje rządu, bo ona nie pojawi się z tego względu, że będziemy mieć super koniunkturę. Nawet gdyby wzrost PKB byłby na poziomie 4-5 proc., to presja popytowa wynikać będzie bardziej z arbitralnych decyzji dotyczących np. płacy minimalnej. W tym obszarze trzeba patrzeć szerzej - na globalny fundusz płac, bo są planowane różne rozwiązania, które podniosłyby koszty pracy. Choć sytuacja na rynku pracy jest dobra, to nie wiadomo, jak sytuacja będzie się kształtować po wprowadzeniu Polskiego Ładu, którego niektóre zapisy wzbudzają dyskusję wśród przedsiębiorców” – kontynuuje Ancyparowicz.

„Oczywiście luka popytowa się domyka i jeżeli mielibyśmy powtórzenie tej sytuacji w projekcji listopadowej, to bez wątpienia trzeba zastanowić się, czy podjąć odpowiednie kroki, oczywiście w zależności od argumentów. Musiałabym jednak zobaczyć presję dochodową i wiedzieć, czy ona rzeczywiście powoduje domykanie się luki popytowej. Nie chodzi więc o same liczby, tylko o to, jakie realne procesy gospodarcze kryją się za tymi liczbami. Ale zakładając nawet, że pojawią się czynniki monetarne, czyli akcja kredytowa pójdzie szerzej, na przykład w związku z inwestycjami, to zasadnicze pytanie brzmi: czy przy spodziewanym odbiciu inwestycji należy utrudniać życie przedsiębiorcom i zwiększać ich obłożenie kosztem kredytu?” – konkluduje.

Prezes NBP A. Glapiński przedstawił w lipcu trzy warunki, które muszą być spełnione, by RPP natychmiast podwyższyła stopy procentowe: gdy pojawi się pewność, że pandemia nie wpływa na gospodarkę, inflacja znajdzie się powyżej 3,5 proc. i będzie miała popytowy charakter.

Czytaj także: Prezes NBP: najlepszym rozwiązaniem dla gospodarki jest utrzymywanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie i kontynuowanie działań, które w 2020 roku podjął NBP >>>

Centralna ścieżka lipcowej projekcji NBP zakłada, że inflacja CPI w 2021 r. wyniesie 4,2 proc., w 2022 r. znajdzie się na poziomie 3,3 proc., a w 2023 r. wyniesie 3,4 proc.

Centralna ścieżka projekcji zakłada dynamikę PKB Polski w 2021 r. na poziomie 5,0 proc., w 2022 r. na poziomie 5,4 proc. i w 2023 r. na poziomie 5,3 proc.

Podwyżki stóp procentowych i stopy rezerwy obowiązkowej dopiero po zakończeniu skupu aktywów lub sygnalizacji jego wygaszenia

Według Ancyparowicz ważniejsza w tej chwili od samej dyskusji o hipotetycznych podwyżkach stóp procentowych jest kwestia sekwencji normalizacji polityki pieniężnej.

„Nie wyobrażam sobie, by NBP mógł kontynuować luzowanie ilościowe poprzez skup obligacji przy jednoczesnym podwyższaniu stóp procentowych lub stopy rezerwy obowiązkowej. Jeżeli chcielibyśmy zacieśniać politykę, to musimy najpierw dać do zrozumienia, że kończymy skup obligacji. Nie można jednocześnie wspierać polityki gospodarczej rządu poprzez program skupu i innymi środkami zacieśniać politykę pieniężną” – powiedziała.

„Byłoby to bardzo źle ocenione również w UE i mogłoby wywołać oskarżenia o bezpośrednie finansowanie rządu, z całymi tego skutkami dla reputacji NBP. Nie przewiduję działań normalizujących politykę pieniężną, dopóki nie będzie wyraźnej deklaracji, że kończymy z interwencjami na rynku obligacji. Listopadowa projekcja może nam dać wskazówki co do przyszłości programu luzowania ilościowego” – dodała.

Na konieczność zakończenia programu skupu aktywów przed podwyżkami stóp procentowych wskazywał od pewnego czasu prezes NBP A. Glapiński. W podobnym tonie wypowiedziało się też kilku innych członków RPP oraz dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych NBP P. Szpunar.

Czytaj także: RPP odrzuciła w czerwcu wniosek o podwyżkę stóp procentowych; „w najbliższym czasie” pozostaną stabilne >>>

Kontynuację skupu aktywów nawet po podwyżkach stóp dopuszcza trzech członków RPP: E. Gatnar, Ł. Hardt oraz K. Zubelewicz. W kwietniu i maju członkowie ci głosowali za podwyższeniem stopy rezerwy obowiązkowej do 3,5 proc. z 0,50 proc. (przy zachowaniu zerowej stopy rezerwy obowiązkowej od depozytów powyżej 2 lat) oraz za obniżeniem oprocentowania środków rezerwy obowiązkowej do 0,01 proc. z 0,10 proc.

Ancyparowicz jest zdania, że działania normalizujące politykę można byłoby podjąć równocześnie, analogicznie do działań luzujących z wiosny 2020 r., lub bardziej stopniowo.

„Dopuszczam scenariusz, że w tym samym momencie, gdy kończymy luzowanie ilościowe, podwyższamy stopę procentową i stopę rezerwy obowiązkowej. To muszą być działania powiązane. Zwykle stopa rezerwy była na poziomie 3,0-3,5 proc. Można ją podnosić do tych poziomów stopniowo lub bardziej skokowo” – ocenia Ancyparowicz.

„Dopuszczam też teoretycznie taką sytuację, że gdybyśmy zauważyli, że rośnie akcja kredytowa, rośnie popyt, ale inflacja jeszcze może być tolerowana, to w pierwszej kolejności ogłaszamy koniec skupu aktywów lub wyznaczamy górną granicę, ile możemy maksymalnie skupować, tak jak EBC, czyli wysyłamy sygnał, że chcemy zacieśniać politykę pieniężną. Jednocześnie w tym scenariuszu, dopóki nie ma wysokiej inflacji, teoretycznie można byłoby podnieść stopę rezerwy obowiązkowej, ale jeszcze bez podwyżek głównych stóp procentowych, bo nadal trzeba wspierać kredytem inwestycje i politykę rządu w zakresie Polskiego Ładu i KPO” – dodała.

Ekonomistka zaznacza, że gdy dojdzie do podwyżek stóp procentowych, choć być może nie będzie to już przedmiotem działania bieżącej Rady, należałoby to uczynić szybko, najwyżej w trzech krokach, przywracając „rozsądny” poziom stóp, co wymagałoby w jej ocenie "dokładnych wyliczeń".

Wiosną 2020 r. RPP na trzech kolejnych posiedzeniach z rzędu obniżyła referencyjną stopę procentową do 0,10 proc., w krokach po 50, 50 i 40 pb. Pierwszej obniżce głównej stopy towarzyszyła obniżka stopy rezerwy obowiązkowej oraz uruchomienie skupu obligacji skarbowych i kredytu wekslowego. Przy drugiej obniżce NBP dopuścił zakup obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa.

Udostępnij artykuł: