Greckie wybory i strach na złotym kontra rekordy na Wall Street

Finanse i gospodarka

Ostatnie dni roku mogą przynieść wzrost nerwowości na rynkach. W poniedziałek grecki parlament podejmie trzecią próbę wyboru prezydenta. Niepowodzenie oznaczać będzie przedterminowe wybory, a więc i niepokój związany z możliwością ich wygrania przez lewicową Syrizę. Dziś te kwestie mogą przeważać nad optymizmem po kolejnych rekordach w Nowym Jorku. Nasz parkiet może dodatkowo odczuć świąteczne załamanie złotego.

W trakcie naszego świętowania, na rynkach finansowych miały miejsce dwa istotne wydarzenia. Pierwsze, niezbyt zaskakujące, to kontynuacja hossy na Wall Street. W piątek tamtejsze indeksy po raz kolejny poszły w górę, ustanawiając nowe rekordy wszechczasów. S&P500 po zwyżce o 0,3 proc. znalazł się niespełna 13 punktów od poziomu 2100 punktów. Jeśli Amerykanie nie przestraszą się greckich wyborów, można spodziewać się, że jeszcze w tym roku ta bariera zostanie przebita. S&P500 znajduje się 13 proc. wyżej niż przed rokiem.

Końcowy wynik od piątkowego nie będzie pewnie odbiegał zbyt mocno, ale można się spodziewać, że przesądni gracze zadbają, by z licznika znikła źle kojarząca się trzynastka.

Europejskie parkiety będą zmagać się z innego typu zmartwieniami. Rekordów raczej nie należy się spodziewać, a byki z Paryża i Frankfurtu powinny być zadowolone, jeśli uda się im zakończyć rok na symbolicznym plusie. W przypadku fiaska dzisiejszego wyboru prezydenta Grecji, może nie być o to łatwo. 23 grudnia bilans francuskiej giełdy wykazywał zero, a DAX miał niespełna 4 proc. nadwyżkę.

Jeszcze trudniej będzie wykazać pozytywny wynik głównym indeksom warszawskiej giełdy. Cień szansy ma jedynie wskaźnik szerokiego rynku, zyskujący na razie 0,4 proc. WIG20 raczej przekraczającej 3 proc. straty w ciągu dwóch najbliższych sesji nie odrobi. Dziś można się spodziewać kłopotów w przypadku akcji KGHM. W piątek kontrakty na miedź po przekraczającym 1 proc. spadku znalazły się w okolicach ważnego wsparcia, wyznaczanego przez dołki z lutego i czerwca 2010 r. oraz z minimum intraday z początku obecnego miesiąca.

Większego zagrożenia można jednak obawiać się w związku z ostatnimi wydarzeniami na naszym rynku walutowym. 26 grudnia kurs dolara przez moment znalazł się na poziomie 3,6 zł, najwyższym od czerwca 2012 r. Warto zauważyć, że rok temu “zielony” wyceniany był na zaledwie 3 zł. Sięgająca 20 proc. zwyżka jego kursu plasuje naszą walutę w niechlubnej czołówce, za hrywną, rublem, norweską koroną i forintem. W skali ostatniego miesiąca ustępuje już jedynie rublowi i koronie. Pół biedy, gdyby chodziło jedynie o rosnącego w siłę dolara, jednak złoty równie mocno traci wobec euro i franka. W grudniu wspólna waluta podrożała o 22 grosze, czyli o ponad 5 proc., a kurs franka skoczył do 3,63 zł. Co ciekawe, osłabienie złotego nie przełożyło się na sytuację na rynku długu. Ostatnie dni przyniosły spadek rentowności polskich obligacji skarbowych, jest więc szansa, że i akcje nie ucierpią zbyt mocno na walutowym zawirowaniu.

Poniedziałkowy poranek przynosi niewielkie odreagowanie kontraktów na miedź i przewagę optymizmu na giełdach azjatyckich. Nikkei jednak spadł o 0,5 proc. Shanghai Composite rosnąc o ponad 1 proc. znalazł się powyżej niedawnego rekordu, ale w końcówce handlu wyraźnie słabł, a Shanghai B-Share o prawie 1 proc. szedł w dół. Kontrakty na amerykańskie indeksy zyskiwały symboliczne setne części procent, ale pochodne na CAC40 zwyżkowały o 0,5 proc., a na DAX-a o 0,3 proc.

Roman Przasnyski,
analityk niezależny

 

Udostępnij artykuł: