Grecy debatują, złoty traci

Finanse i gospodarka

Przecena złotego na początku obecnego tygodnia zdecydowanie przybrała na sile. Stracił on po ok. 6 gr względem euro i dolara. Kursy EUR/PLN i USD/PLN we wtorek rano są, odpowiednio, na poziomach 4,3170 i 3,3650, czyli bardzo blisko poziomów z początku bieżącego roku. Mimo ostatniej podwyżki stóp procentowych i utrzymywania względnie jastrzębiej retoryki przez prezesa NBP, polska waluta traci w miarę wzrostu awersji do ryzyka, a ta ma swoje główne źródło w napiętej sytuacji w Grecji.

Przecena złotego na początku obecnego tygodnia zdecydowanie przybrała na sile. Stracił on po ok. 6 gr względem euro i dolara. Kursy EUR/PLN i USD/PLN we wtorek rano są, odpowiednio, na poziomach 4,3170 i 3,3650, czyli bardzo blisko poziomów z początku bieżącego roku. Mimo ostatniej podwyżki stóp procentowych i utrzymywania względnie jastrzębiej retoryki przez prezesa NBP, polska waluta traci w miarę wzrostu awersji do ryzyka, a ta ma swoje główne źródło w napiętej sytuacji w Grecji.

Wczorajsze mediacje prezydenta Karolosa Papuliasa nie przyniosły porozumienia między Nową Demokracją, Pasokiem a Demokratyczną Lewicą w sprawie utworzenia nowego rządu. Na propozycję głowy państwa o utworzenie rządu ekspertów nie przystał lider Demokratycznej Lewicy Fotis Kuwelis.

Postanowiono jednak, że dziś rozmowy ws. powołania nowego rządu będą kontynuowane i wezmą w nich udział wszystkie partie poza neofaszystowską Nową Jutrzenką. Mediacje mogą trwać maksymalnie do 17 maja, kiedy to musi się odbyć pierwsze posiedzenie nowego parlamentu. Jeżeli do tego czasu nie zostanie wybrany rząd, rozpisane będą nowe wybory, które najprawdopodobniej odbyłyby się 17 czerwca. W tym momencie dla rynków finansowych powołanie rządu ekspertów byłoby najlepszą z możliwych opcji, jednocześnie jednak jest to najmniej prawdopodobna ewentualność. Przedłużający się polityczny pat zwiększa szanse na nowe wybory, na których najprawdopodobniej najbardziej skorzystałaby SYRIZA, która obecnie prowadzi w sondażach. Biorąc pod uwagę jej postulaty (zaprzestanie cięć budżetowych, renegocjacja warunków pomocowych) oraz coraz większą presję społeczną na Angelę Merkel (jej partia CDU przegrała wybory lokalne w najludniejszym niemieckim landzie Północnej Nadrenii-Westfalii) wydaje się, że UE nie pójdzie na zbyt dużo ustępstw. Jednak pewną gotowość do negocjacji przedstawił wczoraj na spotkaniu Eurogrupy jej przewodniczący Jean Claude Juncker, mówiąc o pewnym poluzowaniu wymogów programu oszczędnościowego. Jest to odpowiedź UE na możliwość powstania anty-reformatorskiego rządu w Helladzie. Miało to na celu także przekonanie o determinacji przywódców strefy euro do utrzymania w niej Grecji. Ostatnio coraz wyraźniejsze są głosy i spekulacje o możliwości wyjścia Grecji z Eurolandu. W weekend takie spekulacje podsycał niemiecki Der Spiegel, zaś wczoraj doradca byłego premiera Grecji J. Papandreu ujawnił, że taki scenariusz był już rozważany na przełomie 2010 i 2011 r.

W tym momencie Europa nie jest jeszcze gotowa na opuszczenie strefy euro przez Greków, stąd kolejne próby jej utrzymania w unii walutowej, jednak cały czas można odnieść wrażenie, że jest to kupowanie czasu i odwlekanie nieuniknionego. Trzeba jednak przygotować rynki na taki szok, co właśnie ma miejsce. Powoli zaczyna on dyskontować negatywny scenariusz. Dziś nerwowość dalej będzie utrzymana. Większej reakcji na deklaracje przewodniczącego Eurogrupy nie było - eurodolar dziś rano handlowany jest ledwie 30 pipsów powyżej lokalnego minimum na 1,2813. Oliwy do ognia dolała wczoraj agencja Moody's, która obniżyła długoterminowe ratingi 26 włoskich banków, m. in. Unicredit (do Baa2 z Baa1). W skrajnych przypadkach cięcia były o 4 stopnie, w większość jednak o 1. Póki eurodolar nie odreaguje, złotemu będzie ciężko zniwelować wczorajsze straty. Możliwe jest odreagowanie o 2-3 gr, ale większe zyski polska waluta zanotuje tylko wtedy, gdy unormują się czynniki zewnętrzne. Póki co presja na słabego złotego może się utrzymywać.

Wtorkowe kalendarium jest bardzo bogate w dane, jednak to też stanowi ryzyko dla kursu złotego, gdyż w ostatnich tygodniach więcej odczytów rozczarowuje. Najważniejsze dane to te z Niemiec i Eurolandu. Za nami już wstępny odczyt dynamiki niemieckiego PKB za I kwartał tego roku (wzrost o 0,5 proc. k/k przy prog. 0,2 proc. k/k), a o godz. 11:00 poznamy ten sam odczyt dla całego Eurolandu (prog. -0,2 proc. k/k). Równocześnie z Niemiec opublikowany zostanie indeks instytutu ZEW w maju (prog. 19,0 pkt). Z USA największą uwagę mogą przykuć dane o sprzedaży detalicznej w kwietniu (prog. 0,2 proc. m/m), indeks NY Empire State (prog. 9,0 pkt) oraz indeks rynku nieruchomości NAHB dla 20 największych metropolii (prog. 26,0 pkt). Z Polski natomiast GUS o godz. 14:00 opublikuje wskaźnik inflacji CPI za kwiecień - oczekuje się, że pozostanie ona na poziomie 3,9 proc. w ujęciu rocznym. Biorąc jednak pod uwagę brak reakcji złotego na podwyżkę stóp, przy bieżącym stanie rynku trudno oczekiwać, aby wyższa inflacja przełożyła się na umocnienie złotego. Za to niższy odczyt może osłabić polską walutę, gdyż rynek będzie upatrywał większej szansy na cofnięcie ostatniej podwyżki na kolejnych posiedzeniach. Oprócz tego odbędą się dziś dwa spotkania: ministrów finansów UE (Ecofin), poświęcone głównie tematowi Grecji oraz Merkel-Hollande. To drugie spotkanie może być ciekawsze z tego względu, że jest to pierwsza wizyta w Niemczech nowego prezydenta Francji i dużo będzie można po nim powiedzieć, jak zmieni się współpraca Berlina z Paryżem, m. in. w kwestii podejścia do ratowania spójności strefy euro.

Łukasz Rozbicki
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: