HRE Investments chce stawiać budynki tylko z wielkiej płyty

Inwestycje / Multimedia / Nieruchomości

Michał Sapota, Robert Lidke
Fot. aleBank.pl

O zaletach budowania domów z elementów prefabrykowanych rozmawiamy z Michałem Sapotą, Prezesem HRE Investments na placu budowy w Rumi, gdzie powstają budynki mieszkalne z wielkiej płyty.

#MichałSapota: Naszym celem jest budowanie z wielkiej płyty ok. 10 tys. mieszkań rocznie #Budownictwo #Mieszkania #WielkaPłyta @HeritagePolska

Robert Lidke: Jesteśmy w tej chwili na budowie czterech bloków mieszkalnych w Rumi i co ciekawe, sa to budynki budowane z wielkiej płyty. Jakie są zalety tego rodzaju budownictwa?

Michał Sapota: Zalet jest szereg, ale najważniejszą jest jakość tych elementów. Powstają one w warunkach fabrycznych, ściany są gładkie, wszystkie elementy są łączone pod kątem prostym, nie ma żadnych wad i nie trzeba później dużej ilości mokrych tynków czy zapraw, żeby te ściany wygładzać, prostować itd. Myślę, że jakość to jest największa zaleta.

Drugą zaletą jest  ‒ z punktu widzenia dewelopera ‒ szybkość realizacji tych projektów. Elementy przyjeżdżają gotowe na budowę i jest to bardziej proces montażu, niż budowy.

W jakim terminie powstają np. te konkretne budynki w Rumi? Od pierwszego wbicia łopaty do momentu, kiedy budynek jest gotowy do zamieszkania?

‒ Budynek, w którym teraz jesteśmy, zaczęliśmy budować pięć mieisięcy temu rozpoczynając od robót ziemnych.

Czyli potrzeba ośmiu dziesięciu miesięcy, aby budynek był gotowy do zamieszkania?

‒ Dziesięć miesięcy to maksymalny termin. Tutaj akurat doszła dodatkowa kwestia, ponieważ jest to teren nienośny, musieliśmy stosować palowanie, to wydłużyło proces budowlany. Ale to nie ma związku z prefabrykatami, lecz z robotami ziemnymi. Stąd następne cztery budynki będziemy mogli oddać do użytku w ciągu ośmiu miesięcy.

Czytaj także: Renesans wielkiej płyty: czym różni się nowa technologia od starej?

Pana firma buduje z wielkiej płyty budynki nie tylko w Rumi. Gdzie jeszcze?

‒ Jesteśmy w trakcie realizacji projektu w Pruszczu Gdańskim. To jest projekt na sto kilkanaście mieszkań i również zaczęliśmy realizację w Opolu. Na razie są te trzy projekty, a kolejne są jeszcze w fazie projektowego przygotowania.

Ale nie wszystkie budynki budowane przez Was w Polsce są z wielkiej płyty?

‒ Jeśli chodzi o prefabrykację, to dostęp do know-how i do zasobów mamy od końca ubiegłego roku. I fabryka, która realizuje dla nas te projekty, a której jesteśmy właścicielem od 8 miesięcy, ma swoje moce produkcyjne, które na skalę naszej działalności są niewystarczające.

Cały biznes zaczęliśmy dwa lata temu, w związku z tym nie mogliśmy czekać i część projektów realizujemy w technologii tradycyjnej. I taka sytuacja, że część inwestycji będzie realizowana z elementów prefabrykowanych, a część tradycyjnie będzie jeszcze trwała w naszym przypadku trzy do czterech lat. Aż zrealizujemy odpowiednie inwestycje w zakładzie prebarykacji, gdzie musimy znacząco zwiększyć moce produkcyjne.

Czyli inwestujecie w rozbudowę zakładu produkującego elementy do budowy domów. Ile będzie można budować mieszkań dzięki produkcji tej fabryki? Jaki jest cel?

‒  Naszym celem jest budowanie z wielkiej płyty ok. 10 tys. mieszkań rocznie. Ale dojście do takich mocy zajmie nam ok. dziesięciu lat. Natomiast na ten najbliższy czas, w perspektywie trzech ‒ czterech lat, to byłbym zadowolony, gdybyśmy doszli do poziomu 3,5 tys. ‒ 4 tys. mieszkań montowanych rocznie z prefabrykatu żelbetowego.

Czytaj także: Połowa nowych mieszkań z wielkiej płyty jeszcze w tej dekadzie?

Ściany tych budynków w Rumi są bardzo dobrze do siebie dopasowane. To nie jest to, co było w latach ’70, kiedy w budynkach z wielkiej płyty były szpary. Jednak coś z tych lat zostało w głowach Polaków i mają nieufny stosunek do wielkiej płyty.

‒ My tego tutaj nie widzimy, w procesie sprzedaży mieszkań. Klienci przychodzą, ogladają i zmieniają zdanie o wielkiej płycie. Początkowa rezerwa, wynikająca z tych nienajlepszych doświadczeń lat ’70, po obejrzeniu na żywo budynków ‒ znika. Ponieważ to nie chodzi o to, że wielka płyta sama w sobie była wówczas zła, technologia niewiele się zmieniła od tamtego czasu.

Wtedy był problem z dotrzymaniem reżimu technologicznego, z jakością materiałów, które były używane.  Natomiast skala ówczesnego budownictwa mieszkaniowego była przeogromna. I zapewne to też miało miało przełożenie na to, że reżim technolgiczny był „obchodzony”. Dlatego te budynki z lat PRL tak fatalnie wyglądają.

Dzisiaj w kraju mamy wielu producentów, którzy tego typu wyroby dostarczają na rynki zagraniczne, do Skandynawii, do Niemiec, więc ten produkt nie może być złej jakości.

Najważniejsze jest to, aby trzymać się procesów technologicznych, reżimu technologicznego, stosować odpowiedniej jakości mieszanki betonowe i to gwarantuje, że produkt po zakończeniu jest naprawdę atrakcyjny.

Czytaj także: Dom jednorodzinny z wielkiej płyty

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: