Im lepiej, tym gorzej?

Finanse i gospodarka

Po wczorajszym raczej sennym handlu na rynku finansowym dzisiejszy poranek nie powinien zbytnio odbiegać od tego schematu, jednak z każdą godziną aktywność rynku powinna się podnosić, głównie za sprawą wieczornego komunikatu po posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) przy Fed.

Z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki od ostatniego posiedzenia w styczniu praktycznie nic się istotnego nie zmieniło, co mogłoby skłaniać decydentów do modyfikowania polityki monetarnej. Dlatego też duża jest szansa na to, że komunikat będzie identyczny, jak ten sprzed siedmiu tygodni, a cel utrzymywania zerowych stóp procentowych do końca 2014 roku zostanie podtrzymany. Na co jednak inwestorzy będą zwracać uwagę, to wszelkie sygnały świadczące o tym, że ostatnia seria zadowalających danych makroekonomicznych (szczególnie tych z rynku pracy) skłania Fed do chwilowego wstrzymania się od rozważania wprowadzenia trzeciej rundy monetyzacji długu (QE3).

W trakcie ostatnich czterech wystąpień szefa Fed Bena Bernanke przed Kongresem ani razu nie wspomniał on o możliwym dalszym luzowaniu polityki monetarnej, wiedząc jak bardzo jest to drażliwy temat dla republikańskich kongresmanów. Ale może być też tak, ze unikanie tego tematu ma inne powody, stąd też częściowe zaskoczenie w dzisiejszym komunikacie nie jest wykluczone. Gdyby tak się stało, głównym beneficjentem stałby się dolar, wcześniej osłabiony spekulacjami na temat szybkiego wprowadzenia QE3. Przy utrzymujących się obawach o rozwój sytuacji budżetowej w strefie euro przeciągnięcie spadków na parze EUR/USD poniżej 1,30 wydaje się prawdopodobne (obecnie 1,3160). Dla pozostałej części rynku opóźnienie QE3 nie byłoby już tak przyjemne – mniej wolnego kapitału inwestycyjnego może być impulsem hamującym rozwój hossy na rynkach akcji, prowadząc do realizacji zysków na giełdach, ale także i wśród innych ryzykownych aktywów, w tym walut rynków wschodzących. Na razie jednak to tylko spekulacje z relatywnie niską szansą realizacji i z oceną trzeba poczekać do wieczora.

Na poniedziałkowym spotkaniu ministrów finansów strefy euro najważniejszym tematem nie było finalne zaaprobowanie drugiego pakiety ratunkowego dla Grecji, ale debata nad sytuacją budżetową Hiszpanii. Na początku miesiąca premier Mariano Rajoy zaskoczył resztę Europy stwierdzeniem, że jego kraj nie jest w stanie wypełnić celu deficytu budżetowego na 2012 rok na poziomie 4,4 proc. PKB i zapewne wyniesie on 5,8 proc. Nie spodobało się to pozostałym państwom Eurolandu, szczególnie że jest to poważny problem podkopujący wiarygodność paktu fiskalnego, który ma wejść w życie od przyszłego roku i zakłada dyscyplinę budżetową z deficytem do 3 proc. PKB.

Stąd też naciski na Madryt, aby cel na 2012 rok został obniżony do 5,3 proc., a w 2013 r. musi spaść dalej do 3 proc. Hiszpański minister powiedział, że rozważy propozycję, ale już widać, że cel jest nierealny, gdyż oznacza ścięcie deficytu o ponad 5,5 pkt proc. w ciągu dwóch lat. Madryt broni się, że cele uzgodnione z KE w zeszłym roku powinny być urealnione, gdyż od tamtego momentu sytuacja gospodarcza Hiszpanii uległa istotnemu pogorszeniu, a kraj boryka się z najwyższym bezrobociem w strefie euro na poziomie 23 proc. Cała ta sytuacja jasno pokazuje, że nie tylko Grecja, ale i pozostałe kraje z południa Europy mają poważne problemy budżetowe, na które wciąż nie znaleziono idealnego rozwiązania, a które mogą być punktem zapalnym kolejnych zawirowań na rynkach finansowych. Wystarczy wspomnieć tutaj o Portugalii, która systematycznie traci zaufanie inwestorów wyprzedających jej obligacje w obawie, że w przypadku tego kraju może powtórzyć się scenariusz grecki z umorzeniem części zadłużenia. Rentowności dziesięcioletnich papierów dziś rano wynoszą prawie 14 proc. pomimo 1 bln euro wpompowanego w sektor bankowy strefy euro przez EBC. Planowany powrót Portugalii do samodzielnego finansowania w przyszłym roku jest fikcją a z każdym dniem konieczność drugiego pakietu ratunkowego dla Lizbony rośnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: