Indie wzorem dla rynku finansowego w Polsce?

Gospodarka / Multimedia

Sonia Wędrychowicz-Horbatowska, Kongres Ryzyka BIK Fot. aleBank.pl

O rewolucyjnych zmianach w sektorach bankowych w Chinach i w Indiach, i o polskiej zmarnowanej szansie na masowe pozyskanie danych biometrycznych − mówi dla portalu aleBank.pl Sonia Wędrychowicz-Horbatowska, ekspertka ds. cyfrowej transformacji bankowości transakcyjnej i detalicznej, gość XIV Kongresu Ryzyka BIK.

#SoniaWędrychowiczHorbatowska: W Indiach osoby, które nie posiadają telefonów komórkowych, osoby starsze, które nie potrafią się nimi posługiwać, mogą w sklepie płacić za pomocą odcisku palca, bez korzystania z gotówki #KongresRyzyka #SektorBankowy @grupabik

Robert Lidke: Jaki będzie model rozwoju banków w Polsce i w Europie? Czy będzie to taki model jak w Chinach i w Indiach – czy też taki, jaki obecnie jest w Stanach Zjednoczonych?

Sonia Wędrychowicz-Horbatowska: Jesteśmy bliżej modelu indyjskiego, gdzie państwo bardzo dużo zainwestowało w infrastrukturę. Jak do tego doszło? Prezes wielkiej firmy hinduskiej Infosys, którą zresztą założył − zrezygnował z tej funkcji i został hinduskim ministrem ds. cyfryzacji. I to on spowodował, że ponad 1,2 mld Hindusów oddało swoje dane biometryczne do centralnej rządowej bazy danych, a które to dane były następnie wykorzystywane głównie do sprawdzenia skuteczności dystrybucji pomocy społecznej.

W przeszłości ludzie dostawali papierowe talony po to, aby m.in. odebrać benzynę, jedzenie czy inne dobra, stanowiące podstawę pomocy społecznej. Talony były często fałszowane i np. dana osoba dostawała pomoc kilka razy.

Zebranie danych biometrycznych stanowiło warunek uzyskania pomocy społecznej. Później stało się to warunkiem  otrzymania emerytury czy renty.

W związku z tym bardzo karnie, prawie całe społeczeństwo hinduskie zgłosiło się do punktów, gdzie  dane biometryczne takie jak: linie papilarne z 10 palców, zdjęcie o dużej rozdzielczości oraz dane dot. tęczówki oka zostały zebrane. W późniejszym czasie zebrane dane wykorzystano przy funkcjonalnościach bankowych.

Jaki jest skutek tego, że każdy Hindus jest tak sparametryzowany, że można go właściwie zdalnie zidentyfikować? Co to zmieniło w sektorze bankowym?

Po pierwsze można było stworzyć bank, który był oparty tylko i wyłącznie na aplikacji mobilnej, i który nigdy nie widział swoich klientów. Ponieważ można było zainstalować czytniki linii papilarnych w sieciach partnerów, takich jak np. odpowiednik naszej Green Cafe Nero – gdzie klient przychodził, dostawał kawę, weryfikował się biometrycznie i już było wiadomo, że to była ta osoba.

Co ciekawe, banki nigdy nie miały dostępu do tych danych biometrycznych. Dlatego, że transakcja szła bezpośrednio do rządowej bazy danych, a to co bank otrzymywał to była tylko i wyłącznie odpowiedź: tak lub nie.

Czyli w Indiach jest odwrotnie niż w Polsce. U nas np. Program 500+ był realizowany m.in. dzięki technologii bankowej, i to banki weryfikowały obywateli, którzy mieli otrzymać pomoc. Natomiast w Indiach ciężar tej identyfikacji spoczywa na Państwie.

Tak jest. Natomiast my trochę przespaliśmy szansę, którą dawało wprowadzenie 500+, czyli szansę zebrania od dużej części społeczeństwa danych biometrycznych, które początkowo mogłyby być wykorzystywane do tego, aby dystrybuować pomoc 500+, ale w przyszłości, podobnie jak w Indiach – wykorzystywać w wielu innych sytuacjach.

W Indiach osoby, które nie posiadają telefonów komórkowych, czy też osoby starsze, które nie potrafią się nimi posługiwać, mogą dzisiaj przychodzić do sklepu i płacić za pomocą odcisku palca, bez korzystania z gotówki.

A dlaczego inny model azjatycki, czyli chiński miałby się nie sprawdzić w Polsce?

W Chinach poszło to w bardzo ciekawym kierunku. Pojawiły się ogromne platformy, które powstały z handlu i z mediów. Z drugiej strony powstał bardzo ciekawy twór −  bank o nazwie Ping An, który wyrósł z ubezpieczeń. Te trzy platformy stworzyły bardzo oryginalne rozwiązania, i nie widziałam, żeby odniosły one sukces gdziekolwiek indziej na świecie.

Jest to funkcją dwóch rzeczy. Po pierwsze ogromnej skali, którą tam osiągnęły, choć Indie mają taką samą skalę, a jednak poszły w innym kierunku. Z drugiej strony pewnych zachowań i kultury chińskiej, która bardzo szybko poddaje się pewnym trendom, uznawanym powszechnie za modne, czy za takie, które dają dodatkową wartość.

Chiny są jedynym krajem na świecie, gdzie kody QR 3D stały się używane tak powszechnie, że jest to najpopularniejszy sposób płatności. Można zapłacić nimi wszędzie. Począwszy od biletu za metro, a skończywszy na misce ryżu,  albo pomarańczy na bazarze.

Czyli większość transakcji, wykonywanych przez zwykłych Chińczyków, to transakcje poza sektorem bankowym?

Absolutnie tak. Dla Chińczyków  sektor bankowy, bankowość indywidualna − bo bankowość korporacyjna trzyma się dobrze – to dzisiaj skarbonka. Czyli jest to miejsce, gdzie Chińczycy przechowują większość swoich oszczędności, i  jest to źródło finansowania dla e-portfeli, tzw. e-wallet-ów, które zwykle mają utworzone albo w Wechat, albo Ali Pay, albo i tu, i tam.

I jeszcze są Stany Zjednoczone, ale ten model bankowości jest już  chyba przeszłością dla Polski, czy dla Europy.   Bo banki w Stanach Zjednoczonych – o czym mówiła Pani w swojej prelekcji – są dzisiaj na takim etapie rozwoju technologicznego jak banki europejskie w roku 2000.

Rzeczywiście. Musiałoby się wydarzyć coś bardzo dramatycznego w Stanach Zjednoczonych, żeby banki zmieniły się. Mają one tam bardzo silną pozycję,  przyzwyczaiły klientów do pewnego rodzaju zachowań . W USA jest naturalne dla wielu ludzi, że wystawiają czeki, bo nie znają czegoś innego.

I nawet osoby, które podróżowały po świecie, były w Chinach, wracały i na pytanie: co zrobiło na nich największe wrażenie – odpowiadały, że było to bardzo interesujące… I w tym momencie głębia refleksji się kończyła.

Czyli banki amerykańskie tak dobrze prosperują, tak dobrze im idzie, że nie czują mocnej potrzeby zmiany. Bo każda zmiana to jednak ryzyko. Więc może warto kontynuować to co jest, skoro klienci są, przychodzą i korzystają. Nie ma konkurencji.

Takie firmy jak Revolut czy Bank24, które właśnie weszły na rynek amerykański będą miały bardzo duże trudności, żeby tam osiągnąć taką skalę, jak osiągnęły w Europie. Ponieważ jest bardzo dużo regulacyjnych i innych utrudnień, które uniemożliwią im działanie na dużą skalę.

 

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: