Inflacja nie tylko zjada zyski – ona pogłębia straty

Finanse i gospodarka

Środki zainwestowane w fundusze akcyjne realnie straciły średnio na wartości ponad 20 proc. w rok. Oszczędności przed wzrostem cen ochroniły natomiast fundusze dłużne oraz dziesięcioletnie obligacje skarbowe.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wzrósł w czerwcu o 4,3 proc. w stosunku do ubiegłego roku. Wysoka inflacja powoduje, że topnieje realna wartość oszczędności gromadzonych przez konsumentów. Dotyczy to oczywiście nie tylko depozytów bankowych, ale również oszczędności ulokowanych w obligacjach czy chociażby funduszach inwestycyjnych. W przypadku tych ostatnich inflacja często jeszcze pogłębia poniesione straty.

W celu sprawdzenia rzeczywistej rentowności inwestycji należy nominalną stopę zwrotu skorygować o 19-proc. podatek od zysków kapitałowych (jeśli zysk występuje) oraz wskaźnik inflacji. Z wyniku tak przeprowadzonych obliczeń najmniej zadowoleni na pewno będą właściciele jednostek uczestnictwa funduszy akcji. Średnio w rok stracili oni nominalnie 17,9 proc. Po uwzględnieniu inflacji (podatek nie jest uwzględniany, ponieważ zyski nie wystąpiły) realna stopa zwrotu wynosi minus 21,28 proc. Inwestorzy, którzy w czerwcu 2011 r. zainwestowali w fundusze zrównoważone średnio ponieśli 14,29 proc. realnej straty. Natomiast roczna inwestycja w fundusze stabilnego wzrostu zakończyła się ujemną rzeczywistą rentownością na poziomie bliskim 8,15 proc.

Mniejszymi stratami zakończyła się inwestycja w roczne lokaty bankowe, które według statystyk Narodowego Banku Polskiego w czerwcu 2011 r. dawały zarobić średnio 4,22 proc. Po uwzględnieniu wzrostu ich cen i podatku, rentowność lokat wyniosła minus 0,85 proc. Po 0,63 proc. realnie stracili średnio właściciele jednostek funduszu gotówkowego i pieniężnego oraz inwestorzy, którzy nabyli dwuletnie obligacje skarbowe o stałym oprocentowaniu (4,5 proc.) – strata na papierach dłużnych byłaby jednak głębsza, gdyby obligatariusz przedstawił je teraz do przedterminowego wykupu (zwyczajowo jest to koszt 1 zł za każdą obligację 2-, 3- i 4-letnią, natomiast wykup 10-latek kosztuje 2 zł)

Realną wartość oszczędności ochronili natomiast inwestorzy, którzy nabyli w czerwcu ub.r. dziesięcioletnie obligacje skarbowe (w pierwszym okresie odsetkowym były one oprocentowane ma 5,75 proc.) oraz właściciele jednostek funduszy dłużnych, które przeciętnie dały zarobić 6,2 proc. w ujęciu nominalnym. Po uwzględnieniu 19-proc. podatku oraz wskaźnika inflacji zarobili oni odpowiednio 0,34 proc. i 0,69 proc.

120716.inflacja.550x264

A jak uchronić się na przyszłość przed realnymi stratami podczas lokowania oszczędności? Na pewno jest to o wiele łatwiejsze w przypadku bankowych depozytów i obligacji niż w przypadku funduszy inwestycyjnych – nawet tych powszechnie uznawanych za bezpieczne. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem jest wybieranie wyłącznie najwyżej oprocentowanych lokat z nadzieją, że inflacja nie zje wszystkich wypracowanych zysków. Przy aktualnym oprocentowaniu najlepszych 12-miesięcznych lokat (6-6,4) proc. inflacja za rok musiałaby wynieść powyżej 4,8 proc. r/r, żeby nie przyniosły one realnych zysków. Prognozy analityków Banku BGŻOptima zakładają natomiast spadek inflacji do poziomu 3,1 proc. na koniec 2012 r. Można również pokusić się o założenie depozytu, którego oprocentowanie wyliczane jest przy pomocy rynkowej stawki WIBOR (zwykle jej wartość jest wyższa od inflacji). Alternatywnym rozwiązaniem mogą być również dziesięcioletnie obligacje, które indeksowane są wskaźnikiem inflacji. Te znajdujące się obecnie w sprzedaży dają zarobić nominalnie 6 proc. w pierwszym okresie odsetkowym (w kolejnych rocznych okresach odsetkowych będzie to 2,5 pkt proc. powyżej inflacji z wcześniejszych 12 miesięcy).

Michał Perłowski
ekspert Banku BGŻOptima

Udostępnij artykuł: