Jak Niemcy przygotowują się na ograniczenie dostaw gazu z Rosji?

Gospodarka

Rząd w Berlinie intensywnie stara się zmniejszyć zależność od gazu z Rosji, nie ukrywając zarazem wobec obywateli, że czas względnie taniej energii dobiega końca, pisze Włodzimierz Korzycki.

Dokumenty z napisem Nord Stream 2 na tle flag Rosji i Niemiec
Fot. stock.adobe.com/SecondSide

Rząd w Berlinie intensywnie stara się zmniejszyć zależność od gazu z Rosji, nie ukrywając zarazem wobec obywateli, że czas względnie taniej energii dobiega końca, pisze Włodzimierz Korzycki.

Kanclerz Olaf Scholz (SPD) mówił w swych telewizyjnych orędziach do narodu o spodziewanym „długotrwałym kryzysie” i droższej energii.

Koszmarny scenariusz

Zarazem wskazywał cel długofalowy: uniezależnienie się od importu ropy, węgla i gazu między innymi przez większy udział energii odnawialnej. Tymczasem jednak, jak mówił, budujemy gazociągi i terminale dla gazu skroplonego (LNG), a także uruchamiamy elektrownie węglowe, by oszczędzać gaz. „Dzieje się to w tempie, jakiego w Niemczech jeszcze nie widzieliśmy, i tak trzeba” - tłumaczył kanclerz Scholz.

Również minister gospodarki Robert Habeck (Zieloni) uświadamiał Niemcom powagę sytuacji, nie unikając przy tym drastycznych sformułowań.

W wywiadzie dla rozgłośni „Deutschlandfunk” mówił w tych dniach o możliwym „koszmarnym scenariuszu”, jeśli ustaną dostawy gazu z Rosji. Habeck równocześnie zabiega o dostawy LNG z Kataru, ale nie wiadomo, kiedy dojdą one do skutku.

Niemcom grozi ubóstwo gazowe

Niepokój w Berlinie budziła w minionych tygodniach redukcja do 40 proc. dostaw gazociągiem Nord Stream 1. Gazprom tłumaczył to brakiem turbiny, remontowanej w Kanadzie.

Rankiem 11 lipca przepływ gazu ustał, gdyż rozpoczął się regularny remont, który ma zakończyć się 21 lipca. Niemcy liczą się jednak z tym, że Rosja pod jakimkolwiek pretekstem może przeciągnąć remont, chociaż Kreml zapewnia, że wywiąże się ze swych zobowiązań kontraktowych.

Wzrost cen gazu to dla niemieckiej rodziny wzrost wydatków od 2000 do 3000 euro rocznie

Wyliczono jednak, że gdyby Moskwa unieruchomiła Nord Stream 1 i przestałoby nim płynąć 150 mln m3 gazu na dobę, Rosja przy obecnych cenach traciłaby 246 mln euro dziennie. Miesięcznie byłoby to już 7,4 mld euro.

Gaz wciąż jednak płynie do Europy przez Ukrainę mimo trwającej tam wojny. To ponad 41 milionów metrów sześciennych dziennie, chociaż mogłoby to być zgodnie z traktatem ponad 109 mln m3.

Nikt nie ma wątpliwości, że gazu będzie coraz mniej, będzie on droższy i wszyscy mniej lub bardziej boleśnie to odczują. Prezes Federalnej Agencji ds. Sieci (Bundesnetzagentur) Klaus Müller przewiduje i dłuższy kryzys energetyczny, i odczuwalny wzrost cen. W rozmowie z tygodnikiem „Focus” zauważył, że obecne kłopoty z niedostatkiem gazu jeszcze nie dotknęły indywidualnych odbiorców.

Ale to się zmieni i wzrost cen nadejdzie: „Dla rodziny może to oznaczać dodatkowe obciążenie od 2000 do 3000 euro rocznie. Nie starczy więc czy to na następny urlop, czy na nową pralkę”.

Niemcom – dodał obrazowo Müller – grozi „ubóstwo gazowe” (Gasarmut).

Impuls dla OZE

Eksperci wskazują na dużą, 30-procentową, zależność przemysłu niemieckiego od gazu jako nośnika energii. W razie jego braku gospodarce grozi recesja.

Minister Habeck mówi wręcz o groźbie „wielomiesięcznego przerwania dostaw gazu” i wyraża pogląd, że w razie poważnych zakłóceń i ogłoszenia trzeciego stopnia stanu alarmowego trzeba będzie zweryfikować obowiązującą (też w dyrektywie unijnej) zasadę, że priorytetowo gaz powinny otrzymywać gospodarstwa domowe, a nie przemysł.

Jednocześnie „zielony” minister Habeck dostrzega w obecnym kryzysie nowe szanse, a mianowicie impuls do szybkiej rozbudowy energetyki odnawialnej. Oczywiście trzeba szukać nowych dostawców i budować terminale dla LNG, co się teraz dzieje, ale – podkreślił Habeck - istotny jest też „nowy sojusz między ochroną klimatu a bezpieczeństwem energetycznym”.

Pragmatyczni Niemcy, dodatkowo wzmocnieni strachem zaglądającym w oczy, już podejmują pierwsze kroki zaradcze.

Norymberga zamknęła trzy z czterech krytych basenów. Ogromne wzięcie i terminy zajęte aż do jesieni mają technicy wymieniający urządzenia cieplne lub je regulujący – a wszystko po to, by o kilkanaście procent zmniejszyć zużycie energii.

Nowe sposoby dostaw gazu, oszczędzanie oraz rozwój energii odnawialnych z czasem ustabilizują sytuację

Prezes Zrzeszenia Niemieckich Izb Przemysłowo-Handlowych (Deutscher Industrie- und Handelskammertag – DIHK), Peter Adrian, wystosował apel do prywatnych użytkowników, by w geście solidarności z przemysłem energointensywnym „od zaraz” konsekwentnie oszczędzali prąd i gaz.  „Całej naszej gospodarce grozi kryzys nieznanych wcześniej rozmiarów” - straszył Adrian w rozmowie z dziennikiem „Rheinische Post”.

Z kolei szef DekaBanku, Georg Stocker, w wystąpieniu we Frankfurcie nad Menem w tym tygodniu, wieszczył wręcz załamanie się dobrobytu w Niemczech.

Strukturalna przebudowa gospodarki europejskiej, niezbędna z powodu wojny w Ukrainie i kryzysu energetycznego, zajmie lata, a w tym czasie wzrost gospodarczy nie będzie taki, do jakiego przywykliśmy – mówił Stocker.

Ekspertka ds. energii Claudia Kemfert z Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (Deutsches Institut für Wirtschaftsforschung – DIW) jednak uspokaja. W rozmowie z agencją DPA wskazała, że są inni dostawcy gazu, np. Norwegia i Holandia, a już się oszczędza, zaś zbiorniki z gazem są konsekwentnie napełniane (obecnie w 65 proc.).

Kolejna ekspertka, Gabriele Widmann z DekaBanku, wymieniła innych potencjalnych dostawców gazu obok Norwegii i Kataru: USA, Australię, Iran, Algierię. Jest jednak problem z transportem specjalnymi statkami, ale dostawy są możliwe choć oczywiście droższe, niż gazociągiem z Rosji.

Jeśli chodzi o Katar, obie znawczynie tematu uważają za możliwe zbudowanie gazociągu na Bliski Wschód, by w ten sposób uprościć przesył gazu. W każdym razie – twierdzą – nowe sposoby dostaw tego surowca, oszczędzanie oraz rozwój energii odnawialnych z czasem ustabilizują sytuację.

Reasumując, dla poprawy nastrojów społecznych lepiej oddać głos i zawierzyć paniom znającym się na rzeczy. Ekspertka  to jednak nie to samo co ekspert. Może widzi więcej aspektów?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: